Sport.pl

Achy i ochy oraz kompletne niewypały meczu z Chojniczanką

Trener Grzegorz Niciński wybrał słuszną drogę w pucharowym meczu z Chojniczanką. Do gry delegował skład znacznie odbiegający od tego, który grał w dotychczasowych meczach ligowych. Kto więc ze zmienników już niebawem dostanie więcej szans, a kto na ławce na stałe może zarezerwować dla siebie miejsce?
- Dokonałem kilku zmian po to, żeby zobaczyć, czy ta kadra jest naprawdę tak szeroka. Jedni wypadli lepiej, drudzy gorzej. Daje to materiał do przemyśleń - mówił po meczu 1/16 finału Pucharu Polski z Chojniczanką trener Arki Grzegorz Niciński.

Wbrew wszelkim zapowiedziom, jakoby żółto-niebiescy rozgrywki w Pucharze Polski stawiali w rubryczce "priorytety", Niciński na mecz z Chojniczanką na boisko posłał mocno eksperymentalny skład. Po raz pierwszy od początku szansę otrzymało czterech piłkarzy, którzy do tej pory mecze Arki oglądali albo z ławki, albo nawet z trybun. Jakby tego było mało, wśród trzech wchodzących rezerwowych dwójka to debiutanci. Jak się spisali? Kto zagrał dobry mecz i sprawił tym samym niemały ból głowy trenerowi, a kto zaliczył faux pas? Oceńmy więc tych najmłodszych, tych, którzy zagrali po raz pierwszy, ale też i tych, którzy w talii Nicińskiego są gdzieś dopiero w drugim rozdaniu.

Zadziwiająco poukładana gra defensywna

Pewny swojego miejsca między słupkami Konrad Jałocha tym razem musiał ustąpić miejsca zmiennikowi Jakubowi Miszczukowi. I był to pierwszy sygnał szkoleniowca Arki, który brzmiał: "Panowie, dzisiaj chcę zobaczyć, czy mam w kim wybierać w meczach ligowych!". A prościej mówiąc, że nie Puchar Polski jest dla Arki najważniejszy. I słusznie. Sam Miszczuk zaliczył przyzwoity występ, to w jego kanonach określenie, do którego w ubiegłym sezonie często bywało mu daleko. Blok defensywny to Alan Fialho na środku i Przemysław Stolc na prawej stronie. Obok Grzegorza Tomasiewicza (o którym słów kilka za chwilę) najlepsi wśród Arki piłkarze na boisku. Od Brazylijczyka biła niesamowita pewność siebie, miał skuteczne interwencje. Notował dużo przejęć, szczególnie tuż przed własnym polem karnym, co pozwalało na wyprowadzenie kontr. Trzeba też dodać, że Alan to piłkarz, który z powodzeniem może występować na pozycji defensywnego pomocnika, a wiec w roli kogoś z dwójki Antoni Łukasiewicz - Michał Nalepa. Być może właśnie tam najszybciej 22-latek dostanie szansę, bo świetnie dysponowany Michał Marcjanik czy rutyniarz Krzysztof Sobieraj to zawodnicy, z których Niciński w obronie szybko nie zrezygnuje. A szkoda przecież Alana ciągle trzymać w odwodzie.

Mecze jak ten z Chojniczanką, gdzie konieczne było rozegranie 120 minut, pokazał jak na tacy, kto solidnie przepracował okres przygotowawczy. Pod względem fizycznym dobre wrażenie pozostawił bowiem Przemysław Stolc. Jest dogrywka. Druga połowa. A 21-latek mknie na pełnej szybkości za rywalem, by skutecznie wygrzebać mu piłkę spod nóg i jeszcze świetnie zagrać na kontratak. Skurcze? Nie ma mowy. Nieco gorzej pod tym względem było w środkowej strefie boiska...

Mosiejko bez dotankowania, Yussuff bez wyrazu

Tutaj obok weterana Łukasiewicza zagrał żółtodziób Damian Mosiejko. I choć w pierwszej połowie starał się jeszcze dotrzymać kroku, o tyle im dalej w las, tym więcej drzew. 20-latek zapomniał dotankować do pełna, a jeszcze przed upływem 90 minut... łapały go skurcze. Dodatkowo fatalnie zachował się przy golu dla rywala, kiedy to po jego stracie skutecznością popisał się Tomasz Mikołajczak. W dogrywce już kompletnie niewidoczny, przez co w środku pola hasał sam Łukasiewicz. Powiew świeżości miał dać zakontraktowany w poniedziałek Rashid Yussuff. Choć momentami dało się zauważyć dobrą grę Anglika, to w ogólnej ocenie zagrał przeciętnie. Tłumaczymy to jednak debiutem, a w następnych meczach Yussuff, znany już w Gdyni jako Rysiek, powinien mieć większy udział w grze żółto-niebieskich.

W ofensywie niebo i ziemia: wystrzałowy filigranowy i kompletny niewypał

Zupełnie inne wrażenie od Mosiejki zostawił po sobie drugi z młodzieżowców, Grzegorz Tomasiewicz. Po słabym, ale wyrachowanym występie Arki w Płocku to właśnie ofensywny pomocnik wyróżniał się wśród gdynian - zaliczył asystę przy golu Rafała Siemaszki, na nim podyktowany był też rzut karny. Tym razem Tomasiewicz zagrał jeszcze swobodniej, dużo lepiej operował piłką, starał się zagrywać nieszablonowo, co często mu wychodziło. Przyniósł dużo pożytku dla drużyny, był aktywny w środkowej strefie boiska i pomagał Pawłowi Abbottowi, więc występ zdecydowanie na plus. Bez wątpienia Tomasiewicz dał w ostatnich dwóch meczach sporo do myślenia trenerowi Nicińskiemu.

Ból głowy, ale z niedoboru, opiekun Arki ma za to z napastnikami. Dzisiaj oprócz Siemaszki i Abbotta nie ma w Arce żadnego zmiennika. Sebastian Szerszeń środowym meczem w Pucharze Polski pokazał, by przez jakiś czas na niego nie stawiać. Można wręcz powiedzieć, że był to występ na równym poziomie - cały czas szorował dno. Zmarnowanie stuprocentowej okazji czy braki w podstawowych elementach piłkarskich aż biły po oczach.

W sobotę (godz. 18, Stadion Miejski w Gdyni) Arkę czeka już kolejny mecz i z punktu widzenia regeneracji żałować można jedynie dogrywki, do której w środę w ogóle doszło.

- Dla piłkarza granie co trzy dni to najlepsze rozwiązanie. Nie rozumiem, jak można mówić o zmęczeniu, szczególnie że to dopiero początek sezonu. O tym nie może być mowy - uspokajał jednak Łukasiewicz.

ALAN FIALHO: DO ARKI WRÓCIŁEM PO TO, BY AWANSOWAĆ DO EKSTRAKLASY


Więcej o: