"Ten mecz nas obnażył". W Arce nic nie funkcjonowało jak należy

Arka zasłużenie przegrała w Sosnowcu. Trudno bowiem myśleć o jakiejkolwiek zdobyczy punktowej, jeśli w zespole praktycznie nic nie działa jak trzeba.
- Ten mecz bardzo nas obnażył - trafnie ocenił po meczu pomocnik Arki Antoni Łukasiewicz.

Wszystko, co było mocną stroną Arki, w meczu w Sosnowcu straciło to miano. Tak złej gry żółto-niebieskich próżno szukać w tym sezonie. Ba, nawet w okresie przygotowawczym! Elementy, które do tej pory uznawaliśmy za stabilne i wymagały kilku słów pochwały, dzisiaj lecą do rubryki "nad tym trzeba ciężko harować".

Sobieraj nie poukładał obrony, elektryczny Alan

Po raz drugi w tym sezonie na środku obrony zagrał duet Krzysztof Sobieraj - Alan Fialho. I nie jest to dziwna decyzja, bowiem w meczu z GKS-em Katowice ta dwójka funkcjonowała bardzo dobrze. Ten, o kim mówiło się ostoja, w meczu z Zagłębiem był wyraźną "przeszkodą" we właściwym funkcjonowaniu linii defensywnej. Sobieraj jeszcze przy pierwszym golu dla rywala zachował się perfekcyjnie. Zarządził zastawienie pułapki ofsajdowej, co jego partnerzy z obrony fatalnie jednak wykonali. Linię złamał nie tylko Warcholak, ale i wracający Marcus da Silva, przez co nie było mowy o spalonym. Od tamtego momentu w grze Arki wszystko się posypało. Była to też ostatnia dobra decyzja Sobieraja w tym meczu.

W pamięci zostanie bowiem fatalne obliczenie lotu piłki i w konsekwencji trzeci gol Zagłębia, który "zabił" szanse gdynian na jakikolwiek dobry rezultat. Kapitan Arki mylił się też przy wielu atakach gospodarzy, stojąc za daleko od rywali, którzy mieli dużo miejsca w ofensywie. "Sobi" nie miał też wsparcia u swojego brazylijskiego partnera, który szybko wkomponował się w poziom prezentowany przez całą obronę. Alan momentami wyglądał, jakby podpięty był po 220 V.

Socha z nieba do piekła

Decyzje taktyczne sosnowiczan wydawały się kompletnym niezrozumieniem. Od początku meczu męczyli na prawej stronie Tadeusza Sochę, który do tej pory zbierał przecież same dobre noty. Jak to się zatem miało udać? Okazało się jednak, że była to słuszna droga. Socha zmienił się z bohatera do zawodnika nie do poznania. Wielokrotnie zostawał ogrywany, po akcji jego stroną padły też trzy bramki dla rywala. Widać było, że 27-latek nie miał dnia, a spotkanie w Sosnowcu w najmniejszym nawet stopniu nie przypominało ostatniego z Gdyni.

Czas sprowadzić nowego napastnika!

Mecz z Zagłębiem otworzył również dyskusje w temacie napastnika. Nie mówiło się o tym głośno dopóty, dopóki wszystko jeszcze funkcjonowało, jak należy. Ofensywa Arki w Sosnowcu przez większość meczu nie istniała. I wówczas właśnie przydałby się ktoś świeży, który będzie gwarantem jakości, a z którego Grzegorz Niciński zapewne z wielką chęcią by skorzystał. Gdynianie bez solidnego, typowego napastnika w odwodzie, daleko tego wózka nie pociągną. I tutaj pole do popisu dla prezesa i dyrektora sportowego Arki, gdyż ani Paweł Abbott, ani Rafał Siemaszko w pojedynkę całego sezonu żółto-niebieskim nie wygrają. A czasu coraz mniej, bo okienko transferowe już za tydzień będzie się zamykało.

- Jestem tak zły, że najlepiej, jakby ten mecz miał być już jutro, aby jak najszybciej móc się odegrać - dodał zdenerwowany Łukasiewicz.

Na szczęście okazja do rewanżu już w środę. Arka zagra w Gdyni z Wigrami Suwałki (godz. 18.30).

KRZYSZTOF SOBIERAJ: BRAKUJE NAM KLASOWEGO NAPASTNIKA I BOLEŚNIE TO ODCZUWAMY