Sport.pl

Powrócić do Arki sprzed Sosnowca. "Naszym głównym zadaniem jest poprawa w defensywie"

Pomocnik Arki i jednocześnie jej utalentowany młodzieżowiec Michał Nalepa dobrze wie, że Arkę stać na grę sprzed meczu w Sosnowcu. - Trzeba na boisko wyjść i pruć do ostatniej minuty, nieważne, czy ten poprzedni mecz był wygrany, czy przegrany - mówi głodny kolejnego meczu Nalepa.
Za Arką pierwsze trudne chwile na zapleczu ekstraklasy. Porażka 2:4 w Sosnowcu była zasłużona i zespół Grzegorza Nicińskiego musi szybko wyciągnąć wnioski, bowiem kolejny rywal na żółto-niebieskich czeka już w środę (godz. 18.30, Stadion Miejski w Gdyni - spotkanie z Wigrami Suwałki).

- Nasza linia defensywy zagrała źle. I zgodzę się z tym, że były błędy indywidualne, ale nie możemy zapomnieć, że bronimy praktycznie całym zespołem i sama linia obrony meczu nie wybroni. Dlatego naszym głównym zadaniem po Sosnowcu jest poprawa gry w defensywie jako zespołu, byśmy razem kompaktowo współpracowali. Bo tego zabrakło w Sosnowcu, źle się poruszaliśmy tam po boisku i niewiele w tym meczu wychodziło dobrze. Trochę tę obronę zostawiliśmy osamotnioną - mówił przed meczem "na przełamanie" pomocnik Arki Michał Nalepa.

Dla gdynian szybka okazja do rewanżu to bardzo dobra wiadomość, bowiem po wymarzonym początku i liderowaniu w tabeli dotkliwa porażka mogła na dłużej zagościć w głowach piłkarzy. W środę jednak pojawi się szansa na wymazanie złych chwil z głowy.

- Tak, jak Antek [Łukasiewicz] mówił po meczu z Zagłębiem - im szybciej to kolejne spotkanie nastąpi, tym lepiej dla nas. Najlepiej jakby było nawet kolejnego dnia. Możliwa szybka rehabilitacja i szybciej też można zapomnieć o tych złych chwilach w Sosnowcu - potwierdza 20-latek. - Nawet jeśli wygralibyśmy w Sosnowcu, to by nic nie zmieniło w kontekście środowego meczu. Wiadomo, czulibyśmy się pewniej, a teraz jest jakiś margines nerwów i niepewności. Teraz dużo drużyn ma po siedem punktów i żeby im uciec, trzeba na boisko wyjść i pruć do ostatniej minuty, nieważne, czy ten poprzedni mecz był wygrany, czy przegrany.

Teraz gdynian czeka "dwumecz" na własnym boisku: starcia z Wigrami Suwałki i MKS-em Kluczbork - rywalami słabszymi od Arki. W grę nie wchodzi więc nic innego niż sześć punktów w tych dwóch spotkaniach. To bowiem wywindowałoby klub na szczyt tabeli po 6 kolejkach.

- Wigry i Kluczbork to zespoły tylko teoretycznie słabsze. Jestem spokojny. Bo jeśli zagramy tak, jak przed Sosnowcem, to te sześć punktów w trzy dni są bardzo możliwe i da nam to bardzo przyjemną zaliczkę - zauważa Nalepa.

Problemem Arki wraz z upływem czasu może być ofensywa. W zespole wciąż brakuje napastnika, który zastępując Rafała Siemaszkę lub Pawła Abbotta, wniesie do drużyny ten sam poziom jakościowy.

- Mamy mocne skrzydła. Na nie też liczymy, jeśli ze składu z jakichś przyczyn wypadłby Siemaszko lub Abbott. Gra ofensywna nie może opierać się tylko na napastnikach - kontynuuje zdobywca pierwszej bramki dla Arki w meczu przeciwko Zagłębiu Sosnowiec.

W kadrze meczowej żółto-niebieskich na spotkanie z Wigrami w dalszym ciągu nie znajdziemy Słowaka Miroslava Bożoka. Trener Niciński wie, że pomocnikowi potrzeba jeszcze chwilę czasu i być może znajdzie się wśród wybranków szkoleniowca na sobotnie starcie z MKS-em Kluczbork. Jednak i to nie jest pewne.

- Fajnie by było mieć kogoś przed sobą. Pomocnik czuje się wtedy dużo pewniej. Osobiście wolę też, kiedy Miro gra na "dziesiątce" i z tego, co wiem, on sam woli grać na tej pozycji - opowiadał o sytuacji Słowaka Nalepa. - Ale pokazaliśmy już, że bez niego też jesteśmy sobie w stanie poradzić - dodał.

FILIP MODELSKI: DO ARKI MI TERAZ NIE PO DRODZE, A LECHIA NIECH ŻAŁUJE


Więcej o: