Sport.pl

Arka z Wigrami grać nie potrafi. Kolejna bolesna lekcja gdynian w lidze [RELACJA+ZDJĘCIA]

Miała być rehabilitacja za klęskę w Sosnowcu, a była kolejna porażka Arki z Wigrami, już trzecia z rzędu. Gdynianie przegrali z drużyną z Suwałk 0:2. Gdyby w dwóch słowach podsumować ten mecz, można by użyć: nonszalancja (w przypadku żółto-niebieskich) i skuteczność (w przypadku Wigier). Zespół Grzegorza Nicińskiego raził nieporadnością pod bramką rywala i znów nie ustrzegł się fatalnych błędów w obronie.
- Przewiduję zmiany w składzie, bo po takim spotkaniu jak z Zagłębiem to naturalna kolej rzeczy - zapowiadał przed meczem trener Arki Grzegorz Niciński. I słowa dotrzymał. Szkoleniowiec żółto-niebieskich dokonał aż trzech roszad w wyjściowej jedenastce. Na ławce posadził jednego z winowajców słabej postawy obrony w Sosnowcu, Tadeusza Sochę, a także Alana Fialho. W przemeblowanej linii obrony pojawili się Przemysław Stolc i Michał Marcjanik.

W podstawowym składzie zabrakło także miejsca dla Pawła Abbotta. Po raz pierwszy w tym sezonie od początku zagrał Rashid Yussuff. W ten sposób w ataku zagrał osamotniony Rafał Siemaszko, którego wspierał z drugiej linii Marcus da Silva. Yussuff ustawiony został na lewym skrzydle, a na prawej stronie operował Michał Renusz.

- Wigry są dobrze zorganizowane. Mają doświadczoną linię obrony i kilku młodych, zdolnych piłkarzy w ofensywie. Początek sezonu jest dla nich udany. Mamy w głowie mecze, które z nimi graliśmy - podkreślał Niciński, mając na myśli spotkania z poprzedniego sezonu. Zespół z Suwałk ugrał na Arce sześć punktów - wygrał 1:0 w Gdyni i 1:0 w Suwałkach. Nie była to zatem zasłona dymna trenera Arki, a realna ocena siły Wigier, drużyny umiejętnie budowanej przez doświadczonego Zbigniewa Kaczmarka. Przy obecności w zespole takich piłkarzy jak Łukasz Moneta, Bartosz Kalinkowski, Marcin Tarnowski czy ograny w ligowych bojach Tomasz Jarzębowski, ekskapitan żółto-niebieskich, nie może dziwić fakt, że na Suwalszczyźnie powstała naprawdę solidna ekipa.

Od pierwszych minut więcej z gry miała Arka. Gdynianie z dużą swobodą przedostawali się pod pole karne Wigier. Próbowali także strzałów z dystansu. No i czekali na błąd defensywy rywala. Taki nastąpił - to była 100-procentowa sytuacja - co z tego jednak, skoro w sytuacji sam na sam da Silva uderzył obok Hieronima Zocha.

Żółto-niebiescy swojej przewagi nie potrafili udokumentować bramką. Co więcej, w pierwszej połowie nie oddali celnego strzału, za to goście kilka razy groźnie się odkuli.

W 56. minucie trybuny w Gdyni zamilkły. W polu karnym Artura Bogusza wyciął Renusz i sędzia odgwizdał rzut karny. Pewnym wykonawcą jedenastki okazał się Jakub Bartkowski. Po chwili sprawca karnego opuścił boisko, trener Niciński postanowił wzmocnić siłę rażenia w ofensywie, wprowadzając Abbotta.

Zmiana ta jednak nic nie dała, bo to Wigry zadały kolejny cios. Na 2:0 podwyższył Kamil Adamek. Piłkarz Wigier wykończył błyskawiczną kontrę swojego zespołu, która zaczęła się z prawej strony przez Michała Żebrowskiego, ten podał do wbiegającego Adamka. Adamek tylko lekko przerzucił piłkę nad Konradem Jałochą.

Więcej o: