Sport.pl

Rafał Siemaszko: ...bo przecież nikt nie wychodzi na boisko, żeby pudłować

Kurz po porażce Arki z Wigrami (0:2) jeszcze nie opadł. Wszyscy piłkarze, jak jeden mąż, powtarzali po spotkaniu, że pretensje o wynik mogą mieć tylko do siebie. - Zawodzimy kibiców po raz kolejny, sami sobie jesteśmy winni - kajał się napastnik Arki Rafał Siemaszko.
Dla filigranowego napastnika żółto-niebieskich mecz z Wigrami był zaznajomieniem się z nową rolą w gdyńskim zespole. Otóż dotychczas Siemaszko był tym, które biegał za plecami najbardziej wysuniętego na boisku napastnika. Tym razem 29-latek sam musiał się odnaleźć w tej roli.

- Dla mnie to nie ma znaczenia, czy gram na dziewiątce czy na dziesiątce. Staram się robić swoje, akurat dzisiaj to nie wyszło. Zawodzimy kibiców po raz kolejny, sami sobie jesteśmy winni. Mogliśmy strzelić bramkę w pierwszej połowie i mecz pewnie wtedy byśmy wygrali - komentował Siemaszko. - Myślę, że cała pierwsza połowa wyglądała dobrze. Wigry wtedy nie stworzyły sobie żadnej sytuacji, a my mieliśmy kilka. Skuteczność zawiodła nie po raz pierwszy. Później wkradła się nerwowość, błędy indywidualne i mecz nie był już do odratowania, chociaż próbowaliśmy i tak odwrócić jego losy.

Arka rozegrała bardzo dobre pierwsze 20 minut, później z każdą następną chwilą powietrze z zawodników uciekało. Po przerwie zaś gdynianie nie mieli już żadnych argumentów na szalenie skutecznych gości.

- Sam się zastanawiam, czego mogło nam zabraknąć w drugiej połowie. Chcieliśmy strzelić bramkę, ale to kompletnie nam nie wychodziło. Nie mam pojęcia, gdzie tkwi problem. Staramy się strzelić bramkę, bo przecież nikt nie wychodzi na boisko, żeby pudłować. Może właśnie za bardzo chcemy strzelić gola. Presja na wygrywanie robi się coraz większa, a czołówka powoli będzie uciekać przy takich naszych wynikach - zauważa napastnik.

Wigry to pierwszy rywal z serii "przyjeżdżamy do Gdyni przede wszystkim się bronić". Tych w lidze będzie na pęczki, a przeciwnicy pokroju Zagłębia Sosnowiec, Wisły Płock, Zawiszy Bydgoszcz czy GKS-u Katowice, które chcą ciągle grać otwarty futbol, to rzadkość zaplecza ekstraklasy.

- Trenerzy na pewno znajdą receptę na takich rywali, którzy do Gdyni przyjeżdżać będą tylko z myślą defensywną. Jedną z nich są choćby zmiany w składzie. Osoby, które grały w Sosnowcu, a w meczu z Wigrami usiadły na ławce, w oczach trenera może tych błędów popełniły za dużo. Ale jest parcie kolejnych zawodników, którzy czekają na swoją szansę, więc te zmiany po przegranych meczach są zrozumiałe - ocenia sytuację kadrową Arki Siemaszko.

ALAN FIALHO: DO ARKI WRÓCIŁEM PO TO, BY AWANSOWAĆ DO EKSTRAKLASY


Więcej o: