Brutalne przerwanie miesiąca miodowego w Arce. Kto lub co jest winą niepowodzeń?

Sierpień zapowiadał się niczym miesiąc miodowy dla Arki. Regularne punktowanie na trudnych rywalach i prowadzenie w tabeli. Zostało to jednak szybko przerwane i gdynianie później tylko tracili punkty. Gdzie zatem jest tego przyczyna?
- Niektórzy grają poniżej oczekiwań. Te wahania formy są za duże - mówił na konferencji po meczu z MKS-em Kluczbork trener Grzegorz Niciński, mając na myśli Marcusa da Silvę, którego słaba dyspozycja najbardziej rzuca się w oczy. - Ja tutaj będę go bronił. Nie można tak podchodzić, że będziemy winą za wyniki obarczali właśnie jego. Stać go, żeby obronić się piłkarsko. Jesteśmy jedną drużyną i przegrywamy też razem - dodał jednak po chwili szkoleniowiec Arki.

Wiadomo, piłka nożna to sport drużynowy i za wyniki odpowiada cały zespół, bo na boisku po każdej ze stron biega po 11 zawodników. Nie sposób jednak nie wspomnieć o tych, którzy najbardziej zapadają w pamięć z pozytywnego lub negatywnego punktu widzenia. Tym, niestety, z tej drugiej strony jest ostatnimi czasy pomocnik Arki Marcus da Silva, który notorycznie marnuje klarowne sytuacje. Sytuacje, które potem mają nieoceniony wpływ na wynik końcowy.

Najpierw słynny już niewykorzystany rzut karny Brazylijczyka na inaugurację ligi z Zawiszą na podwyższenie rezultatu przy stanie 1:0 (w efekcie remis 1:1). Później równie klarowne sam na sam z golkiperem Wigier przy stanie 0:0 (mecz ostatecznie przegrany 0:2). I najlepsza z okazji to ta przy prowadzeniu 1:0 z MKS-em Kluczbork, kiedy da Silva z kilku metrów nie trafił niemal do pustej bramki (remis 1:1 po końcowym gwizdku). Nie trzeba być specem od matematyki, by doliczyć się aż siedmiu punktów zgubionych przez żółto-niebieskich za pośrednictwem nóg 31-latka. To praktycznie drugie tyle, ile Arka ma aktualnie w tabeli. Jasno z tego też wynika, kto teraz byłby niekwestionowanym liderem I ligi.

Jak zawsze w tego typu analizach, pozostało tylko "gdybanie". Tym razem jednak podstawy do "gdybania" są naprawdę solidne i jeśli faktycznie częściowo należy zrozumieć słowa trenera Nicińskiego, to również z drugiej strony trudno pominąć personalia, kiedy to właśnie one najbardziej zapadają w pamięć. Tak bardzo i tak wyraźnie. Bo nie ma tu mowy o sytuacjach, które miały jedynie drugorzędny wpływ na dane spotkanie. Mowa o tych, które o wynikach w tych spotkaniach zadecydowały.

I pewnie tematu Marcusa w ogóle by nie było, jednak od piłkarza jego pokroju i umiejętności technicznych i tego, co już w Arce zdążył pokazać, wymaga się więcej niż od reszty piłkarzy grających w żółto-niebieskich koszulkach. Inaczej też pewnie to wszystko by wyglądało, gdyby niedyspozycja Brazylijczyka pod bramką rywala dała o sobie znać tylko w jednym meczu. To się jednak zdarzyło już trzy razy w tym sezonie, a spotkań było zaledwie sześć. To więc połowa wszystkich meczów, w których pomocnik Arki miał swój negatywny wkład, i nie da się obok tego przejść obojętnie, nawet jeżeli piłka nożna dalej pozostaje sportem drużynowym.

Biorąc jednak pod uwagę potencjał, jaki drzemie w da Silvie, możemy być pewni, że przyjdą dla niego lepsze chwile, bo o początku tego sezonu sam pewnie chciałby jak najszybciej zapomnieć. Z pewnością w końcu "odpali", dlatego też trener Niciński tak zacięcie broni swojego piłkarza na konferencjach. Jednak oceniamy to, co widzimy do tej pory. A do tej pory, niestety, tej jakości, której od Marcusa wszyscy by oczekiwali, na boisku po prostu nie ma.

Może wobec tego i jemu przydałby się mecz pauzy, jak Niciński czynił to w stosunku do piłkarzy, którym ostatnio nie szło? Kolejny mecz, w którym Brazylijczyk miałby zmarnować kluczową dla losów meczu sytuację, mógłby w dłuższym okresie źle wpłynąć na samego zawodnika. A tego w Gdyni i klubie z pewnością nikt nie chce.

POWRÓT DO ARKI TO DLA MNIE NAJWIĘKSZE WYZWANIE W KARIERZE