Konrad Jałocha: To była ciężka piłka między obronę a bramkarza. Najgorsza z możliwych

Gdynianie zawiedli nie po raz pierwszy w tym sezonie. Po raz kolejny jednak drużynę ratował jej bramkarz Konrad Jałocha. Dyspozycja rosłego 24-latka sprawiła, że Arka straciła tylko jednego gola w meczu z MKS-em Kluczbork.
Przy golu wyrównującym bramkarz Arki Konrad Jałocha miał niewiele do powiedzenia. Nawet jeśli ktoś szukałby jakiejkolwiek jego winy, powinien później spojrzeć na sytuację, w których Jałocha zespół ratował.

- To była ciężka piłka między obronę a bramkarza. Najgorsza z możliwych z mojej perspektywy. Wydaje mi się, że zrobiłem dobrze, zabrakło gdzieś tej asekuracji ze strony obrońców - mówił o sytuacji, w której Arka straciła gola, jej bramkarz.

Goście zadziwiająco łatwo dochodzili do klarownych bramkowych sytuacji. W pierwszej połowie stworzyli ich cztery i gdyby tylko mieli lepiej nastawione celowniki i taką przeszkodą dla rywala Arki nie byłby Jałocha, z pewnością wynik byłby zupełnie inny.

- Przede wszystkim zacznę od siebie. Pierwszą sytuację ja stworzyłem drużynie przeciwnej. A kolejne? Po to jestem, żeby interweniować i ratować drużynę wtedy, kiedy jest to konieczne. Mogliśmy podwyższyć wynik i grać spokojnie, ale kolejny raz się to nie udało - skromnie mówi Jałocha. - Coś się zacięło. Przydarzyło się kilka złych spotkań, a na początku sezonu pokazaliśmy przecież, że grać potrafimy i punktować tych najlepszych. Stać nas na seryjne wygrywanie.

Po raz kolejny okazało się, że I liga w tym sezonie będzie siedliskiem ogromnej ilości niespodzianek, a do awansu może wystarczyć rekordowo mała liczba punktów.

- Ta liga w tym sezonie nie ma faworyta, który ją zdominuje. Tutaj przyjeżdżają zespoły, które nie będą chciały się tylko bronić, bo widzą, że każdy może wygrać z każdym. Może właśnie dlatego w niektórych meczach mam więcej pracy niż mógłbym się spodziewać. Ale są i takie mecze, że trzeba ratować zespół. Cały czas pracujemy razem na treningu, więc się znamy. Nie mam wymagań, że muszę mieć stałych partnerów przed sobą. Potrafię dogadać się z każdym z obrony i zmiany w tej strefie kompletnie mi nie przeszkadzają - zakończył bramkarz Arki.

GRZEGORZ NICIŃSKI TO TRENER NA MIARĘ MOŻLIWOŚCI, A NIE POTRZEB [OPINIA]