"Czasami siedzę sam w domu i zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje"

Marcus da Silva to piłkarz, który w Arce niewątpliwie najbardziej boryka się z wahaniami formy. Bez wątpienia też to właśnie Brazylijczyk miał ostatnio najcięższy okres w życiu, lecz wie, że ciężka praca na treningach szybko pozwoli mu dać drużynie tyle, ile jeszcze niedawno dawał.
Brazylijski pomocnik Marcus da Silva jest jednym z nielicznych, dzięki któremu Arka sporo zawdzięcza, ale równocześnie jest też tym, od którego kibice wymagają najwięcej. Początek sezonu da Silva (z różnych powodów, głównie osobistych) nie może zaliczyć do udanych. Daleko mu do formy strzeleckiej choćby z zeszłego sezonu i do wysokiego poziomu gry. Ciągle jednak dochodzi do sytuacji podbramkowych i wydaje się, że rozwiązanie problemu to tylko kwestia poprawy skuteczności.

- Czasami siedzę sam w domu i zastanawiam się, dlaczego tak się dzieje. Ale już na treningach to co innego. To dla mnie praca, której poświęcam wszystko. Ciężko pracuję i staram się poprawić swoje braki. To naturalne, że się przejmuję. Każdy profesjonalny piłkarz się przejmuje niepowodzeniami. Ten, kto mnie zna, wie, jaki jestem i jak bardzo to przeżywam - mówił da Silva.

Brazylijczyk zdawał sobie sprawę, że to głównie po jego zaprzepaszczonych okazjach zespół nie zdobywał ostatnio bramek. Nie można jednak zapominać też o tych, którzy popełniali błędy w defensywie.

- Wiem, że mogłem kilka razy strzelić i ułożyć dla nas mecz. Nie raz i nie dwa. Błędy pojawiają się nie tylko w ofensywie, ale też w obronie. To normalne. Musimy tylko szybko wyciągnąć z nich wnioski. Ale myślę, że nikt nie może zarzucić nam braku zaangażowania. Naszym problemem jest tylko skuteczność.

Oczekiwania wobec Arki są w tym sezonie wysokie. Kibice po raz kolejny zaufali piłkarzom, bowiem liczą, że za rok do Gdyni z powrotem zawita ekstraklasa. Brak wyników sprawia więc, że presja na trenerze i piłkarzach rośnie coraz bardziej.

- Ciężko wyobrazić sobie, by w Arce nie było presji. Tutaj się wymaga. I bardzo dobrze. Po to tu jestem, żeby wygrywać i wysoko sobie stawiać poprzeczkę, dlatego muszę sobie radzić z presją - bił się w pierś Brazylijczyk. - Rozmawiamy w szatni, na treningach i wiemy, że nas stać, by rozpocząć walkę o czołówkę tabeli - zakończył pozytywnie.

TADEUSZ SOCHA: JEŚLI AWANSUJEMY, TO ZOSTANĘ W ARCE