Sport.pl

Pierwszoligowy alfabet. Kto jest faworytem do awansu?

Arka Gdynia, Dolcan Ząbki, Wisła Płock, Zagłębie Sosnowiec i Zawisza Bydgoszcz - te zespoły są obecnie brane pod uwagę w walce o awans do ekstraklasy. Kto jednak wytrzyma ten maraton i na mecie będzie świętował? Przedstawiamy alfabet I ligi. Od A do Z.
- Jakby mnie spytano o wyniki dużego lotka, to myślę, że miałbym podobne szanse na wygranie, jak w wytypowaniu tego, kto awansuje do ekstraklasy - ocenia tegoroczny sezon komentator I ligi w Polsacie Sport i dziennikarz "Piłki Nożnej" Leszek Bartnicki.

- Największe jednak wrażenie wywiera na mnie Dolcan Ząbki. Swoim stylem, sposobem i organizacją gry zdecydowanie aspiruje do walki o najwyższe miejsca. To tam otwarcie mówi się, że czas na awans. Wcześniej tego w Ząbkach nie było. Takie jednak drużyny, jak Wisła Płock, Zagłębie Sosnowiec, czy Arka Gdynia też będą chciały w lidze nabroić. Ta pierwsza nauczyła się już żyć bez Krzysztofa Janusa, Fabiana Hiszpańskiego i Jacka Góralskiego. W Zagłębiu zaś mogą liczyć na zastrzyk pieniędzy zimą, jeśli tylko pojawi się szansa na awans, więc będą chcieli się wzmacniać. Arka ma z kolei fantastyczną serię ośmiu meczów bez porażki i mam też wrażenie, że pewne problemy przezwyciężyła, aczkolwiek jest drużyną niezrównoważoną, bo lepszą do przodu, a gorszą do tyłu. To zespół doświadczony i przede wszystkim z przodu ma spore pole manewru. Po kilku nieudanych próbach dojrzał też na tyle, by wiosną do końca walczyć. Te cztery zespoły na pewno wezmą aktywny udział w wyścigu o ekstraklasę. Spory znak zapytania stawiam przy Zawiszy, bo ta niestabilna forma i ostatnie dwie porażki szybko sprowadziły go na ziemię - ocenia Bartnicki.

A jak Arka Nicińskiego

Chyba najcichszy i najbardziej skryty z kandydatów do grania ekstraklasie. W klubie słowa "awans" wszyscy boją się, jak diabeł święconej wody. Tutaj każdy myśli tylko o najbliższym meczu, a celem na sezon jest po prostu błahe top 5. Żaden kibic w Gdyni nie będzie jednak zadowolony z miejsca 3-5, lecz takie założenie w klubie daje pewien bufor bezpieczeństwa na spełnienie swojego celu.

- Najważniejszy jest kolejny mecz, który przed nami. Na pewno w każdej drużynie potrzebne są wzmocnienia, tym bardziej w przerwie między rozgrywkami. Po rundzie jesiennej usiądziemy i zobaczymy, w którym jesteśmy miejscu i pomyślimy, co dalej - powtarza jak mantrę trener żółto-niebieskich Grzegorz Niciński. - Mamy postawiony jasno cel, by zająć miejsce w czołowej piątce i nie myślimy teraz o awansie - dodaje szkoleniowiec Arki.

- Nie będziemy uciekać od odpowiedzialności. Walczymy o awans, a jak się o niego gra, to nie powinno być presji tylko dodatkowa motywacja. Ta liga i tabela pokazują, że mamy szanse i głupio byłoby mówić, że nie gramy o awans - uważa zaś napastnik Arki Paweł Abbott.

D jak Dźwigała dźwiga Dolcan

- Absolutnie nie czujemy żadnej presji. Przychodząc do Dolcanu, stawiałem chłopakom tylko najwyższe cele - walkę o czołówkę. Nieprzypadkowo jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, bo mamy naprawdę dobry zespół jak na tę ligę. Nie ma u nas gwiazd i to jest naszą siłą - pewnie o swoim zespole mówi trener Dolcanu Dariusz Dźwigała.

Nazywany jest drugą Termalicą, bo jest z małej miejscowości i nikt niegdyś nie dawał mu szans na ekstraklasę. Po wyczynie niecieczan, na ekipy formatu Dolcanu patrzy się już zupełnie inaczej.

- Mamy stabilny i dobrze prowadzony klub, który jest wypłacalny i nie ma w nim wariacji finansowych. Zawodnicy widzą, że nie jesteśmy daleko tej ekstraklasy. Nie można być minimalistą i asekurować się. Ja podchodzę do tego inaczej niż większość szkoleniowców. Wierzymy w swoje możliwości i gramy o awans do ekstraklasy. Można oczywiście dostać obuchem w głowę, ale my znamy swoje możliwości i wiemy, na co nas stać.

Były trener m.in. Arki Gdynia nie zapomina o najgroźniejszych rywalach w lidze.

- Z Arką jeszcze nie graliśmy, ale znam ją bardzo dobrze i wiem, na co ją stać. Ma ogromny potencjał i uzasadnione aspiracje do gry w ekstraklasie. Jednak z zespołów, z którymi już graliśmy, to zdecydowanie Wisła Płock wyrasta nam na głównego rywala - kwituje.

W jak Wisła płynie w górę tabeli

Płocki sen o ekstraklasie już za parę miesięcy może stać się faktem. Po fatalnym początku sezonu (bilans 2-0-3) trener Marcin Kaczmarek tknął w zespół nowe siły. Obecnie to drużyna z największą liczbą zwycięstw w lidze.

- Początek faktycznie mieliśmy przeciętny, żeby nie powiedzieć trudny. A czy teraz już jest to, czego oczekuję? Na pewno zbliżamy się do tego, ale jest jeszcze wiele do poprawy i zdajemy sobie z tego sprawę. Ostatni okres napawa mnie jednak optymizmem i wiem, że możemy w tym sezonie grać o duże rzeczy. Bo jeśli ubiegły sezon kończy się na trzecim miejscu, to ciężko w tym nie walczyć o awans. Tak, to jest nasz cel, również postawiony nam przez klub. W tym sezonie powtórzenie zdobyczy punktowej z zeszłego (69) da nam zapewne awans - wierzy Kaczmarek.

A kto poważnie może nadepnąć na odcisk płocczanom?

- Kandydatów mamy sporo. Bardzo duże aspiracje zgłasza Dolcan. Jest tam zielone światło na grę o awans, ekonomia klubu też na to pozwala. Absolutnie nie można patrzeć, że zespół, który nie grał nigdy w ekstraklasie i jest z małej miejscowości, nie jest faworytem. Termalica udowodniła, że takie rozważania można schować między bajki - docenia rywala z Ząbek Kaczmarek. - Czarnym koniem na razie jest Zagłębie Sosnowiec, bo jak niewielu się spodziewało ich w czubie tabeli, tak teraz widzimy, że to zespół bardzo poukładany. Oczywiście w ścisłej grze o awans zostaną pewnie takie marki jak Arka czy Zawisza, bo nie wierzę, by oba te zespoły miały zająć miejsce gdzieś w niższych rejonach tabeli.

Z jak Zagłębie szczęścia

Mnóstwo radości swoim fanom dostarcza z kolei niespodzianka czołówki tabeli, czyli Zagłębie Sosnowiec. Siedem meczów bez porażki i cztery zwycięstwa z rzędu to powód do dumy w warunkach takich, jak te pierwszoligowe. Tam nikt - podobnie jak w Gdyni - nie mówi głośno o awansie. Tam po prostu trzeba robić swoje. Tyle tylko, że Zagłębie to beniaminek i ma pełne prawo ukrywać swoje największe aspiracje.

- Faworyt do awansu? Uważam, że to są za bardzo idące w przód opinie. Seria siedmiu meczów bez porażki czy czterech zwycięstw jest budująca, ale teraz o awansie nie mówmy. Tak naprawdę weryfikacja wyjdzie w przerwie zimowej i wtedy okaże się, o co możemy grać. Tabela jest spłaszczona i dwa trzy mecze przegrane oznaczają powrót w dół tabeli. Staramy się wypracować jak najlepszą pozycję do tego, by najpierw spokojnie się utrzymać, a jeśli nadarzy się okazja, to pokusimy się o stwierdzenia, że walczymy o coś więcej. Ciężko byłoby teraz powiedzieć, że gramy o wyższą półkę - ocenia aktualną formę swojego zespołu doświadczony Sebastian Dudek.

- Prezes na spotkaniu z nami nie postawił jasno określonych celów. Chcieliśmy być po prostu zespołem znaczącym, by każdy wiedział, kim jest Zagłębie Sosnowiec i poważnie nas traktował. Wiadomo jednak, że jeżeli dłużej będziemy przesiadywali na miejscach u góry tabeli, to samo przez się będzie znaczyć, że gramy o coś więcej. Na spokojnie wtedy usiądziemy i omówimy ten temat w klubie - dodaje kapitan sosnowiczan.

- Nie boimy się już presji. W II lidze w ostatnim sezonie było ogromne ciśnienie na awans do I ligi. Po ośmiu latach w końcu się udało i widać po tym, jak silny mamy charakter. Tutaj nikt od nas awansu nie wymaga, co może być jedynie plusem. Inne kluby z ciśnieniem na awans wiedzą, jak trudno tam się dostać, bo kolejny rok grają na poziomie I ligi.

Z jak Zawisza Czarny scenariusz

Najniżej spuszczone głowy mają z pewnością w Bydgoszczy. Zawisza początkowo oceniany był jako zespół o klasę lepszy od rywali, lecz ostatnie dwie wyraźne porażki 1:3 z Dolcanem i Chrobrym Głogów sprowadziły piłkarzy Macieja Bartoszka na ziemię. Opiekun niebiesko-czarnych wie jednak, że I liga to granie na długim dystansie. Swojego rodzaju maraton.

- Zawisza jest bardzo dobrze zorganizowany i w dalszej fazie rozgrywek zacznie z pewnością dużo bardziej liczyć się w ścisłej czołówce tabeli. Dłuższy dystans tych rozgrywek to pokaże - mówi pewny siebie opiekun bydgoszczan. - Pracując w takich klubach, trudno walczyć o cokolwiek innego niż awans. Od początku było wiadomo, że Zawisza chce szybko wrócić do najwyższej klasy rozgrywkowej - dodaje Bartoszek.

Tradycyjny zestaw najgroźniejszych rywali bierze pod lupę i Maciej Bartoszek.

- Takie kluby, jak Arka czy Wisła Płock zawsze będą wymieniane jako faworyci rozgrywek na tym szczeblu. Są to dobrze zorganizowane kluby i znane marki. Obie te ekipy grają ładną dla oka piłkę, mają pomysł i własny styl gry. To będą niewygodni rywale aż do samego końca - ostrzega szkoleniowiec Zawiszy.

- Finisz tego sezonu w I lidze może przypominać ten zeszłoroczny w II lidze, kiedy do ostatniej kolejki sporo zespołów miało szanse na awans. Ta walka będzie toczyła się, jak na płaskim etapie wyścigu kolarskiego. Do ostatnich metrów - dodaje Leszek Bartnicki.

PREZES ARKI: WYGRZEBALIŚMY SIĘ Z BŁOTA


Więcej o: