Sport.pl

Dariusz Dźwigała: Czy to, że znam piłkarzy Arki może mieć wpływ na wynik meczu? Myślę, że tak

Mecz Arki z Dolcanem Ząbki (piątek, godz. 20.30) jest wyjątkowy nie tylko ze względu rangi rywala, z jakim gdynianom przyjdzie się mierzyć. Na ławce trenerskiej ekipy gości zasiada bowiem były trener Arki, Dariusz Dźwigała, który nieco ponad rok temu prowadził żółto-niebieskich razem z... Grzegorzem Nicińskim.
Dawid Kowalski: Powrót do Gdyni jest dla pana sentymentalny, czy za krótko pan tu pracował, by tak mówić?

Dariusz Dźwigała: Sentymentalny, bo pomimo krótkiego czasu, przez który dane mi było tam przebywać, mam bardzo dobrych znajomych, z którymi utrzymuję kontakt i czy to piłkarze, czy to trenerzy, czy nawet kibice, bo część znałem, przychodząc do Gdyni, to na pewno fajnie odwiedzić ich wszystkich.

Z trenerem Arki Grzegorzem Niciński znacie się bardzo dobrze. Wiecie wobec tego, czego się po sobie spodziewać w piątkowym meczu?

- Wiadomo, wiemy o sobie sporo. Trener Niciński wie, jaką ja mam filozofię gry zespołu, ja wiem, co mniej więcej on preferuje. Znam też zawodników Arki Gdynia i wiem, na co stać ten zespół. My jednak przede wszystkim patrzymy na siebie, na to, jak my chcemy grać, bo to, póki co, daje nam pozytywne efekty. Wierzę też w to, co robię, w to jak pracuję w Dolcanie. Podobnie pracowałem w Arce, a to że ktoś nie wytrzymał ciśnienia i po tak krótkim czasie postanowił mnie zwolnić? Trudno. Takie życie. Jako trener trzeba być przygotowanym na takie sytuacje, ale nie miałem sobie nic do zarzucenia jako trener w Arce Gdynia i jestem przekonany, że to była tylko kwestia czasu, by te punkty zaczęły wpadać. Graliśmy dobrze, ale poprzez indywidualne błędy poszczególnych osób straciłem pracę. Czułem się wtedy bardzo źle.

Czyli będzie pan chciał coś w Gdyni udowodnić.

- Od razu właśnie chciałem dodać, że nie jadę z chęcią komuś czegoś udowodnienia, bo zupełnie nie czuję takiej potrzeby.

Wróćmy do Dolcanu. Z zespołami pierwszej siódemki ligowej tabeli pańska drużyna ma bilans 3-1-1. To znaczy, że lepiej wam się gra z zespołami prezentującymi otwarty futbol? Bo niewątpliwie te zespoły z aktualnej czołówki tak grają.

- Na pewno tak. Bo są zespoły w naszej lidze, które tylko nastawiają się na przeszkadzanie, nie w głowie im pójście na wymianę ciosów. Uważam, że choć braki u nas ciągle są, to mam naprawdę bardzo dobry zespół i lepiej gra się, kiedy po tej drugiej stronie boiska jest drużyna, która też chce grać w piłkę. Nigdy nie graliśmy minimalistycznie. W każdym meczu stwarzamy po kilka bramkowych okazji i nie zadowalamy się jedno-, dwubramkowym prowadzeniem, a próbujemy strzelać dalej. Gramy ofensywnie i ta filozofia i styl gry przynamniej za mojej kadencji w Dolcanie na pewno się nie zmienią.

A to, że zna pan część, albo i nawet większość piłkarzy Arki to może być dla pana atut w tym spotkaniu i przewaga nad trenerem Nicińskim?

- Myślę, że tak.

Ale w tabeli jesteście z Arką odbiciem lustrzanym. Taki sam bilans spotkań, zbliżona do siebie liczba strzelonych i straconych goli.... Ba, nawet bezpośrednie spotkania od momentu spadku Arki z ekstraklasy na remis. Kogo więc ewentualny podział punktów bardziej by ucieszył?

- Myślę, że nikogo. Nas nie interesuje żaden remis. Oczywiście, każdy mecz wygląda inaczej i może być tak, że będziemy się cieszyli z punktu. Ale przed meczem, jak rozmawiamy, to nie ma żadnej opcji byśmy byli zadowoleni z remisu.

Żadnych kalkulacji.

- Dokładnie. Ta liga jest taka, że trzeba być w niej powtarzalnym i regularnie zdobywać punkty. Tabela jest tak spłaszczona, że dwa, trzy potknięcia mogą sprawić, że z góry ląduje się nagle gdzieś w środku, albo i jeszcze niżej. Dla nas istotne, że po dwóch porażkach: z Wisłą Płock (0:1) i GKS-em Katowicach (0:2), potrafiliśmy się podnieść i efektownie pokonać ówczesnego lidera I ligi.

Właśnie. Przeciwko Zagłębiu Sosnowiec, z którym wygraliście aż 4:1, oglądaliśmy ten Dolcan, który pan chciałby ujrzeć też w Gdyni?

- Zawsze jest coś do poprawy. My wprawdzie jesteśmy powtarzalni w tym, co robimy, ale zdarzają nam się też błędy, jeśli chodzi o dokładność, czy kierunek podania w ostatniej fazie akcji. Dochodzimy do sytuacji, ale gdzieś jeszcze niuanse i detale nie pozwalają nam ich wykorzystywać. I to jest do poprawy. A czy to jest ten Dolcan, który widzieć w Gdyni? Liczę, że zobaczę jeszcze lepszy.

PREZES ARKI: WYGRZEBALIŚMY SIĘ Z BŁOTA


Więcej o:
Skomentuj:
Dariusz Dźwigała: Czy to, że znam piłkarzy Arki może mieć wpływ na wynik meczu? Myślę, że tak
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX