Niesamowity come back Arki z Dolcanem! Gdynianie powstali w mistrzowskim stylu! [RELACJA + ZDJĘCIA]

Arka powstała z martwych. Po 24. minutach i dwóch golach Marcina Krzywickiego, gdynianie byli w głębokich czeluściach piekła, by po końcowym gwizdku ostatecznie cieszyć się z wygranej. Piłkarze Grzegorza Nicińskiego wrócili do meczu w świetnym stylu.
Mówienie o każdym meczu najważniejszy jest błahe i przeżarte. Ale tym razem Arkę naprawdę czekał jeden z najważniejszych meczów w sezonie. Spotkanie, które z kilku względów miało być inne niż wszystkie. Po pierwsze Arka i Dolcan to sąsiedzi w tabeli z taką sama liczbą punktów. Po drugie obie ekipy miały identyczny bilans spotkań w tym sezonie, a po trzecie idealny bilans meczów bezpośrednich od momentu spadku gdynian z ekstraklasy (3-2-3). No i w końcu - na obu ławkach trenerskich usiedli panowie, którzy jeszcze nie tak dawno razem prowadzili żółto-niebieski zespół, a więc Grzegorz Niciński i Dariusz Dźwigała.

W porównaniu z meczem w Chojnicach trener Niciński dokonał kilku istotnych zmian. Przeziębienie wykluczyło kapitana Krzysztofa Sobieraja, w którego miejsce wskoczył Michał Marcjanik. Partnerował mu bohater poprzedniego starcia Arki, Alan Fialho. Do składu po kontuzji wskoczył też Paweł Abbott. Z nim ofensywa Arki miała w końcu wyglądać, jak należy.

To miał być mecz otwartego futbolu. Dariusz Dźwigała zapowiadał, że jego drużyny kompletnie nie interesuje remis. Podobną wiarę wyznawał Niciński. I to było widać, choć od początku trzeba było być przygotowanym na piłkarskie szachy. Żółto-niebiescy czekali na rywala głównie na swojej połowie, a Dolcan tym faktem był nieco zdziwiony. Podobne odczucia najwyraźniej towarzyszyły też Konradowi Jałosze, kiedy po niespełna kwadransie płaski strzał z narożnika pola karnego oddał Marcin Krzywicki. Bramkarz gdynian miast piłkę sparować na korner, nie wiedzieć czemu wpuścił ją do siatki.

Z każdą minutą gra Arki wyglądała coraz gorzej. Druga linia Arki kulała, jak nigdy dotąd. Nie wspomagała ona ani czwórki defensorów, ani też ofensywnych piłkarzy. Wtórował jeszcze na lewej stronie Marcin Warcholak, bo druga bramka i bezlitosne wykończenie Krzywickiego to właśnie pokłosie niewytłumaczalnego błędu lewego obrońcy, kompletnego braku krycia i braku wsparcia ze strony pomocników.

Rękę do żółto-niebieskich wyciągnął jednak ten, który chwilę wcześniej cieszył się po strzelonych golach. Przy złym ustawieniu dwójki stoperów Alan - Marcjanik i błędzie tego pierwszego, IDEALNĄ okazję na klasycznego hat-tricka miał Krzywicki, ale postanowił odpuścić Arce grzechy. Kilka chwil później zza pola karnego blisko środka uderzał Michał Nalepa, ale pomocny okazał się golkiper gości Mateusz Kryczka, który nie był w stanie utrzymać mokrej piłki w rękawicach. Pogoda była wyraźnym zaproszeniem do ciągłego strzelania zza pola karnego.

Na drugą połowę Dolcan wyszedł nieco przestraszony. Arkowcy momentami zamykali gości w hokejowym zamku, bo w końcu po stronie piłkarzy Nicińskiego łatwo zauważalna była ruchliwość i szybka gra piłką. Goście nastawieni jedynie na bronienie korzystnego wyniku zostali szybko ukarani. Po rzucie rożnym najprzytomniej zachował się weteran Antoni Łukasiewicz i dosłownie wepchnął piłkę do bramki. Nieoceniony w tym meczu był też Kryczka, któremu piłka znowu prześlizgnęła się po rękawicach.

Jak doszło do tak wyraźnej przemiany w Arce?

Wystarczyło jedynie uruchomić drugą linię, włączyć guzik "on" przy napisie "agresja" i Dolcan sprawiał wrażenie drużyny kompletnie nie wiedzącej jak Arce się przeciwstawić. Im dalej w las po przerwie, tym gdynianie dociskali rywala do samej ziemi. Świetne okazje marnowali Siemaszko i Rashid Yussuff. Ale i to żółto-niebieskich nie zraziło, bo postanowili rywala stłamsić doszczętnie i za sprawą Siemaszki zdołali wyjść na prowadzenie. Gdynianie zrobili więc to, co w 24. minucie po drugiej bramce Krzywickiego nikomu nie mieściło się głowie. Wygrali przegrany mecz i to w wielkim stylu.