Sport.pl

Nie bójmy się słów: Arka płynie po awans! Zagrała mecz na miarę ekstraklasy

Dolcan Ząbki, Wisła Płock. Co łączy te zespoły? Oba głośno mówią o ekstraklasie i oba wracały z Gdyni z mocno opuszczonymi głowami. Oba też zostały przez Arkę w pewnych momentach meczów stłamszone, niczym outsider bijący się rozpaczliwie o utrzymanie w lidze.
Szkoda. To pierwsze słowo jakie przyszło na myśl po zakończeniu meczu Arka Gdynia - Wisła Płock. Szkoda, że ta runda właśnie dobiegła końca, że już nikogo gdynianie nie zmiotą ze swojej drogi. Ogromna szkoda. Drużyny w tak wysokiej formie nie było w tym nadmorskim mieście od wielu długich lat. Tym bardziej żal, że trzeba teraz czekać blisko 100 dni na nowe rozdanie. Tylko pytanie - może i nawet retoryczne - czy ktoś w ogóle jest w stanie zatrzymać tak grającą Arkę?

Jak z Dolcanem, a nawet lepiej

Cel przed meczem z liderem był jeden: zagrać jak z Dolcanem. Jedynie taka gra była pewnikiem do zgarnięcia pełnej puli. Nastroje przed meczem - choć podkręcone ostatnimi wynikami i dobrą dyspozycją - były nieco tonowane. Dwa mecze z Zawiszą nie wyłoniły bowiem lepszego, a i w Sosnowcu spotkania gdynian lepiej nie pamiętać. Dlatego też niedawne starcie z Dolcanem było - jedynym jak do tej pory w spotkaniach z czołówką - pokazem wszystkiego, co żółto-niebiescy mają najlepsze. Kwestią sporną, którą piłkarze Nicińskiego rozwiewali począwszy od pierwszej minuty starcia z Wisłą, był jedynie fakt, czy takie mecze jak z ekipą Dariusza Dźwigały, są do powtórzenia.

Są. Zdecydowanie.

Arka od początku narzucała swój styl, miała przewagę, grała niesamowicie agresywnie w odbiorze i nie pozwalała rywalowi pograć w piłkę. Szczególnie po przerwie. Wisła zagrała, jak dziecko zagubione we mgle. Wszystko wyglądało bliźniaczo, jak z Dolcanem, a nawet lepiej. Wystarczy porównać wypowiedzi piłkarzy z obozu rywala po tych meczach.

- Nie potrafiliśmy się przeciwstawić temu, co Arka grała po przerwie. Wypunktowali nas - grzmiał pomocnik Dolcanu Szymon Matuszek.

- Arka nas zdominowała, ale najgorsze jest to, że wiedzieliśmy, że może do tego dojść, a nie potrafiliśmy odpowiednio zareagować - mówił bezradny po meczu pomocnik Wisły Płock Maksymilian Rogalski.

Brzmi podobnie? Różnica między żółto-niebieskimi a właśnie dwiema wymienionymi wyżej drużynami była w pewnych momentach aż nadto widoczna. A to w końcu też główni kandydaci do awansu.

Bardzo, bardzo cichy bohater i boiskowy warchoł

Po meczu z płocczanami dało się słyszeć głosy, że był jeden piłkarz, który nijak nie wkomponował się do Arki. Rashid Yussuff. Anglik często miotał się na boisku, notował dużo niecelnych podań, dokonywał złych wyborów, a i nie dał się też zapamiętać z żadnego błyskotliwego rajdu. Jednym słowem, zagrał słabo. Pełna zgoda. Kiedy jednak przypatrzymy się dokładnie kluczowym bramkom dla Arki, swoje palce maczał w nich właśnie czarnoskóry skrzydłowy.

Gol numer 1. Rashid Yussuff schodzi z piłką do lewej strony, czeka cierpliwie aż obiegnie go Marcin Warcholak i zagrywa mu w tempo idealnie na centrę. Chwilę później radość.

Gol numer 2. Kto wie, czy nie kluczowy moment całego meczu. Jest 1:1. Wisła przeprowadza groźną kontrę, którą przerywa Michał Marcjanik. Kiedy wydaje się, że jest po akcji, nafciarze za chwilę znów wejdą w posiadanie piłki i zaraz może być świetna okazja do zdobycia bramki. Nic z tego. Ofiarny powrót i wślizg na kilka metrów wykonuje Yussuff i wygarnia piłkę gościom. Efekt? Kontra Arki i gol Pawła Abbotta. 2:1.

Dużo głośniej po meczu z Wisłą należy mówić o Marcinie Warcholaku. Powiedzieć, że od niego trener Grzegorz Niciński zaczyna ustalanie składu Arki to za mało. Lewy obrońca zagrał we wszystkich meczach ligowych gdynian w tym sezonie od A do Z. Od pierwszej do ostatniej minuty. Nie było na niego mocnego. To jedyny taki piłkarz Arki z pola. Spotkaniem z płocczanami zwieńczył całą rundę. Szybki, agresywny, dobrze zbudowany, często włączający się do akcji, a w destrukcji pewny jak mało kto. Wisła, by dojść w ogóle do pola karnego żółto-niebieskich dzięki oskrzydlającym akcjom, musiała się przerzucić na prawą stronę. I do tego ta asysta przy golu Pawła Wojowskiego. Palce lizać.

Nowy start, nowe rozdanie

Trzy miesiące bez ligowego grania do szmat czasu. W tym czasie wiele może się zmienić. Na lepsze lub - niestety - na gorsze. Dlatego też jak najwięcej meczów arkowcy chcieliby rozegrać teraz. Czują krew, wiedzą, że żaden rywal nie jest, brzydko mówiąc, do sprzątnięcia.

- To będzie nowy start. Przerwa jest tak długa, że będzie trzeba na nowo wejść w ten rytm i utrzymać wysoką formę - uczula kapitan Arki w ostatnich czterech meczach Antoni Łukasiewicz.

Nowy start, nowe rozdanie. Oby i w nim Arka odnalazła się w najwyższym punkcie swojej dyspozycji.

POWRÓT DO ARKI TO DLA MNIE NAJWIĘKSZE WYZWANIE W KARIERZE




Więcej o: