Hity i kity Arki jesienią: Abbott, jedność, zapach ekstraklasy i kulawe lewe skrzydło

Każdy ma lepsze i gorsze momenty, indywidualnie czy zespołowo. Nie inaczej było z Arką. Znacznie więcej jednak przypadło tych pierwszych, lecz czy może to kogoś dziwić, jeśli zespół odnosi zaledwie trzy porażki w 19 rozegranych meczach? Hity i kity jesieni w wykonaniu Arki - ruszamy!
Hit numer 1: Reaktywacje po przerwach

Każdy kto śledził dokładnie grę gdyńskiej drużyny, widział, że w wielu meczach odpalała ona często tak naprawdę dopiero w drugiej połowie. Pierwsze trzy kwadranse nie zawsze bywały udane dla Arki. Zawodnicy ślamazarnie poruszali się po boisku, grając nieciekawie i kreując bardzo mało okazji bramkowych. W przerwie drużyna przechodziła transformację niczym Dr Jeckyll i Mr Hyde. Z łagodnego baranka zamieniała się w wygłodniałego wilka, który wraz ze swoją sforą czai się na ofiarę. Na boisko wychodziła jakby inna drużyna, która nie tylko narzucała przeciwnikowi swoje warunki gry, ale też totalnie go dominowała.

Szalę zwycięstwa w taki sposób podopieczni trenera Grzegorza Nicińskiego przechylali na swoją korzyść pięciokrotnie. Odwrócili losy meczów z Sandecją, Olimpią Grudziądz, Miedzią Legnica, Dolcanem i Wisłą Płock.

Najbardziej spektakularny powrót z zaświatów zaliczyli w spotkaniu z Dolcanem, z którym przegrywali u siebie 0:2 już po 24. minutach. Gdy trafienie kontaktowe przed przerwą zaliczył Michał Nalepa, w szatni padły znamienne słowa trenera, o których wspomniał później na konferencji: "Powiedziałem chłopakom, że albo przegramy 1:4 albo wygramy 3:2." Tak, jak powiedział, tak też zrobili jego piłkarze. Pressing, agresja, nękanie rywala i z jego strony rozpaczliwe wybijanie piłek daleko od swojej bramki - to wszystko sprawiło, że wygrało drugie "albo".

Hit numer 2: Ekstraklasa w I lidze

Na miano osobnego hitu zasługuje samo spotkanie z Wisłą Płock. Mecz wicelidera z liderem był zwieńczeniem doskonałego okresu Arki przed przerwą zimową, którą gdynianie ukończyli właśnie na drugim miejscu w tabeli. Zawodnicy wypełnili wszystkie założenia trenera Nicińskiego i zafundowali swoim kibicom prawdziwy spektakl. Nie obyło się oczywiście bez nerwów, których żółto-niebiescy dostarczają co nie miara w tym sezonie. Sześć bramek, widowiskowa gra i wirtuozerskie zagrania to miód dla fanów. Końcowy rezultat 4:2 mówił sam za siebie.

Arkowcy zaprezentowali futbol na poziomie ekstraklasy. Dobrze grali w ataku pozycyjnym, wyprowadzali szybkie kontry i stwarzali zagrożenie ze stałych fragmentów gry. Dwie bramki Pawła Abbotta, trafienie Rafała Siemaszki i przywróconego do łask Pawła Wojowskiego sprawiły, że stadion eksplodował z radości. Wisła została obnażona w Gdyni ze swoich atutów i totalnie zdominowana. W dwumeczu Arka rozbiła rywali w sumie aż 6:2, co świadczy o sile zespołu. Marsz w stronę upragnionego awansu trwa w najlepsze.

Hit numer 3: Paweł "Abbottinho" Abbott

Żaden piłkarz w Arce nie jest tak lubiany przez media, jak Paweł Abbott. I chyba nie tylko przez nie. Najskuteczniejszy zawodnik zespołu w tym sezonie jest oblegany przez dziennikarzy niemal po każdym meczu. Nie chodzi tu tylko o grę i postawę na boisku rosłego napastnika. "Abbottinho" jest bowiem jednym z najsympatyczniejszych piłkarzy w futbolu. Poczucia humoru i dystansu do siebie mogłaby się od niego uczyć niejedna gwiazda światowego formatu.

Nazywany żartobliwie Messim przez kolegów po ustrzeleniu dubletu w meczu z Wisłą, mówił do dziennikarzy "u nas w Barcelonie." Gdy po jednym ze spotkań wołano do niego, że idzie najlepszy strzelec Arki, obracał się i mówił "Gdzie? Gdzie?", uśmiechając się przy tym od ucha do ucha.

Za Abbottem murem stoją też liczby. W poprzednim nieudanym sezonie piłkarz strzelił zaledwie dwa gole. Teraz, mniej więcej w połowie kampanii ma ich już osiem, czyli jego dorobek zwiększył się o 300 procent! Piłkarz, który był obiektem docinek i drwin stanowi teraz o sile zespołu. Nikt nie wyobraża sobie bowiem Arki bez 33-latka na szpicy.

Hit numer 4: Jedna drużyna

Zespół prowadzony przez trener Nicińskiego to jeden, zgrany team. Piłkarze współpracują ze sobą na boisku i doskonale się rozumieją poza nim. W gdyńskiej drużynie nie ma indywidualności, które czasami niszczą ducha zespołu. Jest to jeden kolektyw, który polega przede wszystkim na zasadzie współdziałania z innymi. Tutaj każdy musi dawać z siebie wszystko, biegać, harować w defensywie i przodzie. Przynosi to efekty. Łącznie już trzynastu zawodników żółto-niebieskich trafiało w tym sezonie do siatki rywali. Gdyby wziąć pod uwagę tylko czterech najlepszych strzelców zespołu, otrzymamy astronomiczne 26 bramek!

Nie sposób też nie wspomnieć o panującej atmosferze w szatni, która - jak podkreślają piłkarze - jest wyśmienita. Dzięki bardzo dobrym wynikom, morale zawodników są wysokie, a humory wyraźnie dopisują. Niejednokrotnie wychodząc z szatni piłkarze żartują głośno i chętnie rozmawiają z mediami. Widać, że Arka tworzy jedno spoiwo.

Kit numer 1: Niepokojąca seria bez zwycięstwa

Nie zawsze było jednak kolorowo. Na przełomie sierpnia i września Arka zanotowała czarną serię czterech meczów bez zwycięstwa. Porażki z Zagłębiem Sosnowiec i u siebie z Wigrami Suwałki postawiły pod wątpliwość możliwości Arki do awansu. Później przyszły dwa remisy (z MKS-em Kluczbork i Pogonią), po których spekulowano nawet o zwolnieniu trenera. Piłkarze momentami grali słabo i notowali nie takie wyniki, jakich oczekiwano. Czołówka zdała się uciekać. Zawodziła nie tyle sama ofensywa, co formacja obronna. Przez cztery spotkania Arka straciła aż 9 bramek! Fatalną passę zespołu przerwano meczem z Miedzią Legnica (2:0). Od tego momentu zaczęło się najlepsze...

Kit numer 2: Kulejąca lewa pomoc

Jeśli by szukać pozycji w Arce, do której można mieć po jesieni zastrzeżenia, z pewnością byłaby to lewa strona pomocy. Na dobrą sprawę, nikt z występujących piłkarzy nie zagrzał tam miejsca na stałe. Wystawiany od początku sezonu Michał Renusz okazał się w większości meczów jeźdźcem bez głowy. Szybki, zwrotny, ale gdy biegnie z piłką, skupia się już wyłącznie na niej, a dogrania do partnerów są często podaniami na pamięć.

Odpowiedniej jakości nie dał też pozyskany latem Miroslav Bożok. Słowak miał stanowić o sile zespołu, a tymczasem wypadł blado. Kluczowych podań Miro nie było zbyt wiele, grał głównie wszerz boiska.

Później Słowaka zmieniał Rashid Yussuff, aż dostawał też szanse od początku spotkań. O jego grze jednak nie można też powiedzieć wiele dobrego. 26-latek gra bardzo zachowawczo, nie podejmując często odważnych decyzji na boisku. Wydaje się, że potrzeba jeszcze mu trochę aklimatyzacji i pomocy kolegów, gdyż sprawia wrażenie, że nie czuje się jeszcze w pełni częścią zespołu. Chyba więc tylko lewym pomocnikom ta trzymiesięczna przerwa jest potrzebna, jak rybie woda.

WIZJONER KLEJNDINST, CZYLI JAK DYREKTOR SPORTOWY PRZEPOWIEDZIAŁ JESIEŃ ARKI W I LIDZE


Więcej o: