Oceniamy piłkarzy Arki za jesień. Imponujący napastnicy i środek pola, Marcus broni honoru skrzydłowych [SONDAŻ]

Paweł wieża Abbott żyjący w symbiozie z Rafałem Siemaszko, Michał Nalepa u boku "taty" Antoniego Łukasiewicza, czy Patrik kontuzja Lomski i Michał magik Renusz. Kto zasłużył na miano wypału i niewypału rundy? Sprawdź, jak jesienią zagrali piłkarze Arki.
Znaleźć jednego i jasnego bohatera Arki tej jesieni byłoby policzkiem dla reszty, którzy równie przyczynili się do takiego, a nie innego wyniku sportowego. Jasne, byli piłkarze, którzy wznosili Arkę na wyżyny, byli też tacy, których gra była kompletną klapą i niewypałem. W tym sezonie jednak żółto-niebiescy stworzyli coś, czego nie było w Gdyni od dawna - prawdziwy zespół. Kto w nim zasłużył na laurki, a kto powinien poważnie pomyśleć o swoich występach? Czas na oceny zawodników Arki za piłkarską jesień.

Konrad Jałocha (3,5). Do Gdyni sprowadzany był w celu wzmocnienia chwiejnej pozycji bramkarza Arki. Jakub Miszczuk miał w ubiegłym sezonie głównie piłkarskie klopsy i kibice modlili się o kogoś stabilnego. Dostali dwumetrowca, który choć też miewał niewytłumaczalne wpadki (jak choćby w Pruszkowie w meczu z Pogonią Siedlce), to było ich zdecydowanie mniej niż u Miszczuka. Dużo lepiej gra nogami od swojego etatowego zmiennika, lecz ma problem ze strzałami po ziemi, bo zbyt szybko się kładzie. Zagrał - co jasne - we wszystkich meczach.

Tadeusz Socha (3,5). Początek sezonu miał wyśmienity. Mówiono, że Arka wreszcie znalazła spokój i ukojenie na prawej stronie defensywy. Im dalej w las, tym Sosze przydarzały się wpadki, a nawet mecze, w których rywale niemiłosiernie go objeżdżali. Winien kilku goli, ale jednego też arcyważnego strzelił (z GKS-em Katowice). Miał też istotną asystę przy golu na 3:2 Rafała Siemaszki w meczu z Dolcanem Ząbki. Ale generalnie lepszy w tyłach niż w ofensywie. Jak twierdzi, nie spodziewał się, że tyle meczów spędzi na ławce rezerwowych.

Przemysław Stolc (3,5). Winien nadspodziewanie długiego czasu spędzanego przez Sochę na ławce. Kiedy ten złapał zadyszkę, Stolc umiejętnie ją wykorzystywał. Zagrał kilka dobrych meczów, kibice go polubili za walkę i ambicję, ale niekiedy umiejętności uciekały. Na pewno i na niego i jego rywala na boku defensywy nie były budujące późniejsze zmiany praktycznie co mecz dokonywane przez Grzegorza Nicińskiego. Przez co jego forma była momentami dość przeciętna. Nie zapominajmy jednak o jego centrze przy jedynym golu Arki w Głogowie.

Krzysztof Sobieraj (3,5). Kapitan żółto-niebieskich niczym specjalnym się nie wyróżnił. W niektórych meczach był po prostu stabilny, miał kilka profesorskich interwencji, ale przydarzały się też mecze, w których popełniał sporo błędów (tragiczny mecz w Sosnowcu z Zagłębiem, czy Wigrami w Gdyni). Bardzo dobrze zagrał przeciwko Miedzi w Gdyni. Wówczas był Sobieraj jakiego chcielibyśmy oglądać zawsze. Legniczanie nie powąchali wtedy pola karnego Arki. Nie ma wątpliwości, że jest tej drużynie cały czas potrzebny, trzyma ją mentalnie.

Michał Marcjanik (4). Skromny, cichy. W mediach go mało, na boisku robi swoje. Marcjanik - jak mówi Sobieraj - to najlepszy środkowy defensor żółto-niebieskich. Zagrał najwięcej minut ze środkowych obrońców i był też najstabilniejszy. Ustrzegł się poważnych błędów. Mało kto zapamięta go z jakiejś niefortunnej interwencji. Ale działa to też w drugą stronę. Nie miał żadnej spektakularnej obrony. Dobrze czuje się zarówno u boku Sobieraja, jak i Alana. Zagrał dobrą rundę i powtórki oczekujemy na wiosnę.

Alan Fialho (4). Brazylijczyk zapamiętany będzie przede wszystkim, dzięki dubletowi ustrzelonemu w Chojnicach. Bardziej wnikliwi obserwatorzy docenią go też za kluczową interwencję w meczu z Dolcanem, która mogła przesądzić o wyniku. W czterech ostatnich spotkaniach wraz z Marcjanikiem stanowił bardzo pewną parę stoperów. Dobrze wyprowadza piłkę z własnej połowy, bardzo waleczny. Wygrywa większość pojedynków główkowych. Ma drobne problemy z ustawianiem się i czasami jest zbyt elektryczny na boisku. Nie zaprezentował wszystkiego, bo jak na razie zagrał tylko osiem meczów ligowych. Nikt nie wyobraża chyba sobie innego scenariusza, jak wykupienie go z Fluminense.

Marcin Warcholak (5). Człowiek ze stali. Piłkarz nie do zdarcia. Zagrał komplet 19 meczów ligowych - wszystkie od pierwszej do ostatniej minuty. Solidny z tyłu, bardzo dobry z przodu, bo bardzo często podłącza się do akcji ofensywnych. Wyraźnie poprawił celność swoich dośrodkowań - jest ważnym ogniwem w akcjach oskrzydlających. Niezmordowany, biega od jednego pola karnego do drugiego niemal przez cały mecz, ma świetną kondycję fizyczną i daje dużo pewności na lewej stronie defensywy Arki. Zdecydowanie mocniejszy punkt od prawej flanki obrony. Szkoda tylko, że nie ma żadnego etatowego zmiennika.

Antoni Łukasiewicz (4,5). Szef zespołu i "ojciec" Michała Nalepy. Kiedy na ławkę powędrował Sobieraj, to on przejął opaskę kapitana i grał, jak na niego przystało. Mecz dla niego to wojna, nie ma miejsca na słabości. Rozkręcał się powoli, bo początek sezonu był przyzwoity, zaś druga część jesieni imponująca. Waleczność na najwyższym poziomie, kilkukrotnie dawał impuls drużynie do wrzucenia wyższego biegu. Nie podejmuje ryzyka na boisku, gra odpowiedzialnie. Czasami gra nawet zbyt zachowawczo i nie widzi okazji na prostopadłe podania. Musi poprawić element strzału, gdyż mimo dogodnych pozycji, często posyłał piłkę w trybuny.

Michał Nalepa (5). Jest jednym z liderów Arki. Bardzo waleczny, silny fizycznie, zadziorny. Ma ciąg na bramkę rywala. Strzelił pięć bramek jesienią, co czyni go trzecim najskuteczniejszym strzelcem Arki. Były to bardzo ważne bramki, jak choćby kontaktowa z Dolcanem Ząbki, na wagę trzech punktów z Sandecją, czy remisu w Bełchatowie. Panuje w środku pola, groźnie strzela z dystansu, potrafi zagrać fajną prostopadłą piłkę. Jeden z ulubieńców kibiców, którzy często i chętnie się z nim utożsamiają. W ostatnich meczach nieco gasł w blasku Łukasiewicza. Ale tylko nieco.

Damian Mosiejko (grał zbyt krótko, by go ocenić). Ciężko napisać coś konkretnego o tym piłkarzu, bo ciężko wygryźć ze składu Łukasiewicza czy Nalepę. To dla niego też dopiero pierwszy sezon po przesunięciu z rezerw. Zagrał raz od początku i zaprezentował się przyzwoicie. Pozostałe siedem razy wchodził na końcówki spotkań. Nic w tym okresie nie zepsuł, a to na początek wystarczy.

Michał Renusz (1,5). Najsłabszy piłkarz Arki jesienią. 11 razy w wyjściowym składzie, NIGDY nie dokończył meczu, za każdym razem został zmieniany, pięć razy przed 65. minutą. Czasami zamienia się w magika i staje się niewidzialny na boisku. Jest takim jeźdźcem bez głowy, podejmuje złe decyzje, gra na pamięć i pod siebie. Poprzez bezsensowne dryblingi bardzo często traci piłkę. Plusik za mecz w Chojnicach, gdzie pierwszy i ostatni raz zagrał tak, że drużyna miała z niego pełną korzyść. Jeden z zawodników meczu wówczas. Ale to zdecydowanie za mało.

Miroslav Bożok (2,5). Bardzo nieudany powrót Słowaka do Gdyni. Miał być jedną z ważniejszych postaci, a mocno - póki co - zawodzi. Nie daje jakości jakiej się spodziewano, zanotował mało kluczowych podań (tylko cztery). Choć wydawało się, że odpalił, gdy zaliczył dwukrotnie asysty przy golach Abbotta. Później jednak znowu wrócił do swojego bardzo przeciętnego grania. Rzadko stwarza zagrożenie pod bramką rywala, nie decyduje się na strzały ani drybling. Gra głównie do partnerów obok, nie może znaleźć sobie miejsca na boisku. Rzucany ze skrzydła na inne pozycje na boisku.

Paweł Wojowski (grał zbyt krótko, by go ocenić). Podobnie jak Mosiejko, grał bardzo mało. Niciński wciąż w niego wierzy, bo wciąż trzyma go w drużynie. Jest dynamiczny, ale bez pomysłu na grę. Większość zapamięta go jednak z meczu z Wisłą Płock w Gdyni, gdy po wejściu strzelił ważnego gola na 3:1. A wiadomo, że nieważne jak się zaczyna, ważne jak się kończy.

Patrik Lomski (grał zbyt krótko, by go ocenić). A właściwie Patrik "kontuzja" Lomski. Co pamiętamy, to Fin był kontuzjowany. Kiedy już się wyleczył, był po prostu zbyt słaby, by zagrać w jakimkolwiek meczu. Szybko stracił zaufanie Nicińskiego. Dał w zasadzie tylko jedną dobrą zmianę - w Grudziądzu, gdy po wejściu wywalczył rzut karny.

Rashid Yussuff (3). Nikt się nie zachwyca jego grą - i słusznie. Anglik powoli wchodzi do drużyny. Obdarzony dobrymi warunkami motorycznymi, nie wykorzystuje ich w pełni. Wydaje się, że boi się podejmować odważne decyzje na boisku, jest też jakby trochę na uboczu zespołu. Nie asymiluje się w pełni z resztą drużyny. Próbowany na wielu pozycjach, jak na razie najlepiej zaprezentował się na skrzydle. W hitowym meczu z Wisłą w Gdyni zaliczył jednak dwa kluczowe zagrania: najpierw do centrującego Warcholaka (po czym padł gol), później powstrzymując wślizgiem groźną kontrę płocczan (po czym gola numer dwa w meczu strzelił Abbott).

Marcus da Silva (4). Początek sezonu w wykonaniu Brazylijczyka był bardzo słaby, irytował niepotrzebnymi dryblingami. Widać, że bardzo chciał zdobyć bramkę, aż za bardzo. Było kilka spotkań, w których gdynianie utracili punkty przed jego niesubordynację. Marcus miał jednak trudny czas w życiu i należy spojrzeć przez pryzmat jego odrodzenia w drugiej części rundy. W meczu z Rozwojem Katowice przełamał się, strzelając hat-tricka - sam w zasadzie wygrał Arce ten mecz. Od tamtej pory zaczął grać lepiej, bardziej pod drużynę. Szybki, kreatywny, na prawym skrzydle pewniak. Późniejsze występy odrzuciły w niepamięć jego początek sezonu. Margines błędu dla Marcusa już się jednak wyczerpał.

Grzegorz Tomasiewicz (4). Do filigranowej "dziesiątki" w Arce nie ma tak naprawdę o co się przyczepić. Typowy walczak. Kiedy tylko wchodził na boisko jako zmiennik, bądź zawodnik pierwszego składu, zostawiał na nim serducho. Dobrze rozumiał się z partnerami, ale - niestety - przy tak dobrze dysponowanym Siemaszcze, Tomasiewicz musi się pogodzić z rolą zmiennika. Na razie jednak odgrywanie jej wychodzi mu dobrze. Zapewne i wiosną będzie Arce bardzo potrzebny.

Rafał Siemaszko (4,5). Drugi pobyt w Gdyni okazuje się dla niego zdecydowanie bardziej udany. Dobrze czuje się u boku rosłego Abbotta, z którym stworzył niejaką symbiozę. Gdy tylko jego partnera nie ma na boisku, sam Siemaszko nie czuje się najlepiej. Dogadują się znakomicie, razem mają aż 14 goli w lidze! Pięć z sześciu goli ligowych "Siema" strzelił, gdy na boisku przebywał właśnie Abbott. To nie jest przypadek. Siemaszko dobrze ustawia się w polu karnym i jest najczujniejszy przy zamieszaniach w szesnastce. Do Arki przywiązany, jak mało kto. Widać, bo nie było meczu, w którym moglibyśmy odmówić mu ambicji.

Paweł Abbott (5). Come back. Odrodzenie. Reaktywacja. Z tymi słowami kojarzy się w tej rundzie Paweł Abbott. Był już na włosku, na wylocie, a jednak. Dano mu szansę, bo nikogo konkretnego do gry w ataku Arki nie było. I co? Strzelił aż osiem goli w 19 meczach i grał naprawdę bardzo dobrze. Nieodzowny w ofensywie Arki, świetnie współpracuje z Siemaszko. Bardzo dobrze gra tyłem do bramki, wygrywa praktycznie sto procent piłek w powietrzu, posiada instynkt snajperski, często piłka ląduje pod jego nogą. Gdy zabrakło go w Bytowie (pauza za kartki) Arka w ofensywie wyglądała blado. Podobnie jak mecz później ze Stomilem, kiedy Abbott zszedł z boiska w pierwszej połowie po doznaniu kontuzji. Jedyną jego bolączką jest skuteczność, gdyż jego dorobek bramkowy mógł być jeszcze bardziej okazały. Wiadomo, apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Kto zasłużył na miano piłkarza jesieni Arki Gdynia?