Andrzej Iwan: Arka nie może trząść portkami! Musi faktycznie zapieprzać! [ROZMOWA Z EKSPERTEM]

- Piłkarze Arki muszą się oswajać, że każdy mecz jest bardzo ważny. Nauczyć się żyć z obciążeniem, że jak się wyjdzie nawet na mecz w ekstraklasie, to żeby potem nie trząść portkami - mówi w rozmowie z Trojmiasto.sport.pl ekspert I ligi Andrzej Iwan.
Dawid Kowalski: Spodziewał się pan przed sezonem Arki w miejscu jakim jest?

Andrzej Iwan: Szczerze mówiąc, to tak. Arka od paru lat puka do ekstraklasy i zawsze jest wśród faworytów I ligi. Ale bywa i bywało z nią różnie. Potrafi zagrać świetne mecze, jak te listopadowe, ale i niekiedy zbiera się z ziemi po uderzeniu od dużo słabszego rywala. Jeśli ustabilizuje wiosną dobrą formę - a zaznaczmy, że w końcówce grania jesienią już było bardzo dobrze - to będzie do końca w czubie tabeli. W tym roku nie ma aż takich faworytów, jak choćby sezon wcześniej, dlatego Arka może to wykorzystać.

Kto - jak dotychczas - jest tam największym wygranym?

- Słowa pochwały dla zarządu, że wytrzymał to ciśnienie serii bez zwycięstwa. Nie było pochopnych decyzji, prezes i dyrektor sportowy wiedzieli, co robią i - jak widać - wygrali na tym. Pochwały też dla trenera, który nie przeraził się i po prostu robił swoje, bez głupich i nerwowych ruchów.

A z piłkarzy?

Na pewno Michał Nalepa. Bardzo skromny piłkarz, ale już wyrasta na lidera pomimo młodego wieku. Charakterny na boisku.

A piłkarzem jesienie też on? A może Paweł Abbott? W naszym głosowaniu bezapelacyjnie to ten drugi zgarnąłby statuetkę.



- Paweł Abbott to dla mnie człowiek kompletnie nie do poznania, jeśli chodzi o samą technikę. Z tej strony go nie znałem! Miał kilka zagrań, o które w ogóle go nie podejrzewałem (śmiech). Wydawało się, że już nie wskoczy na poziom prezentowany sprzed lat z ekstraklasy, a on go nawet przeskoczył. Ogromny szacunek.

A przegranym? Kto zawiódł?

- Jak dla mnie Marcus da Silva. Mimo wszystko. Mimo tej odbudowy w drugiej części rozgrywek, w moim odczuciu w dalszym ciągu za mało daje drużynie. Jeśli trener ustabilizuje go na wysokim poziomie, jak z końcówki jesieni, to Arka może być jeszcze mocniejsza. Bo ma jeszcze spore zapasy.

Kogo w Arce brakuje najbardziej? Mam na myśli pozycję i rodzaj piłkarza.

- Wciąż brakuje rywalizacji w bramce. To jest bolączka Arki już od kilku sezonów. Rzadko kiedy była pewna "jedynka", której pozycja w zespole była nie do podważenia. To się zmienia, jasne, bo jest Konrad Jałocha, ale rywalizacja jemu by też dobrze zrobiła.

Arka ma naprawdę dobry skład. Dobrzy stoperzy, boczni obrońcy, środek pola - to wszystko in plus. Skrzydła natomiast do poprawy. Tutaj Miroslav Bożok, po którym - szczerze mówiąc - wiele więcej, niż daje, to nawet się nie spodziewałem. To przede wszystkim nie jest skrzydłowy, który uparcie jest tam wystawiany. Na tę pozycję ma za mało dynamiki, a w środku gra obecnie zbyt wolno.

Arka powinna zaryzykować, wziąć dodatkowy kredyt, by nabyć piłkarzy, za których trzeba zapłacić? Bo inna opcja zapłaty za ewentualne wzmocnienia nie wchodzą chyba w grę. Czy lepiej szukać kogoś wolnego?

- Z wolnymi zawodnikami też jest różnie. Czasami prowizję dla menadżerów są tak horrendalne, że czasami kompletnie się to nie opłaca. Łatwiej często dogadać się z klubem, niż z samym menadżerem zawodnika, bo można płacić np. na raty. Oczywiście, sytuacja ekonomiczna w danym klubie decyduje o ewentualnych ruchach, ale Arka na pewno chce awansować. Teraz jest na to szansa i to może się nie powtórzyć. Można byłoby więc zaryzykować, ale rozsądnie.

Napastnik. Tutaj Arce potrzeba wzmocnienia, bo duet Siemaszko - Abbott to za mało. Potrzebni są regularni zmiennicy.

To trochę o przyszłości. Tej najbliższej. Zespół Nicińskiego jest w stanie na całego bić się o awans, jeśli nie dokonałby żadnych wzmocnień?

- Absolutnie tak. Jak wspomniałem wcześniej, w tym składzie stać ich na powtarzalność aż do końca sezonu. Gdzieś ten styl jest osiągalny, skoro był już widoczny na boisku. Podtrzymanie tej dyspozycji wręcz gwarantuje awans.

Jak te aż trzy miesiące przerwy mogą wpłynąć na tak dobrze funkcjonujący mechanizm, jak Arka?

- Na wszystkich może to źle wpłynąć. Można popełnić błędy w okresie przygotowawczym. Ten cykl to ciężka sprawa, żeby optymalnie drużynę zestawić na samą ligę. To już robota ludzi odpowiedzialnych za przygotowanie fizyczne piłkarzy, no i trenerów - rzecz jasna. Niekiedy jest tak, że zimowe sparingi przynoszą rewelacyjne wyniki, a te pierwsze mecze wiosenne w lidze to już kryzys. Bo jak się 2,5 miesiąca ciężko trenuje, to świeżość może ulecieć. Ale dużo leży też po stronie zawodników. Oni muszą zaufać trenerom, poddać się im metodom, a nie marudzić. I kiedy trzeba, faktycznie zapieprzać.

Prezes Pertkiewicz w końcu oficjalnie powiedział: "Gramy o awans!". Każdy więc będzie Arce patrzył na ręce. To dobrze, że takie słowa padły?

- Dobrze. Bardzo dobrze. Zawodnicy muszą się oswajać, że każdy mecz jest bardzo ważny. Nauczyć się żyć z obciążeniem, że jak się wyjdzie nawet na mecz w ekstraklasie, to żeby potem nie trząść portkami.

MICHAŁ NALEPA: PLAN MIAŁEM TAKI, ŻEBY AWANSOWAĆ Z ARKĄ I ZAGRAĆ Z NIĄ W EKSTRAKLASIE PRZEZ ROK [ROZMOWA]