Dariusz Formella: Jak padła bramka? Nie myślałem długo, przyjąłem i strzeliłem

- Szczerze mówiąc nie wiem jak to się stało, że piłka trafiła pod moje nogi. Nie zastanawiałem się długo, co zrobić. Miałem trochę miejsca, więc przyjąłem i uderzyłem płasko po ziemi. Cieszę się niezmiernie, że ostatecznie piłka wpadła do siatki - mówił po zremisowanym 2:2 meczu z Zagłębiem Sosnowiec bohater ostatniej akcji Arki Dariusz Formella.
To był wyrwany z gardła przeciwnika punkt. Żółto-niebiescy pokazywali już w tym sezonie charakter i skuteczną grę nawet w doliczonym czasie, ale w piątkowy wieczór rysowały już się tylko czarne scenariusze. Aż do 91. minuty. Bohaterem gdynian został wówczas Dariusz Formella, który zapewnił drużynie jeden punkt i - co najważniejsze - odebrał głównemu z pretendentów do awansu dwa. Dla 20-latka był to premierowy gol w żółto-niebieskiej koszulce.

- Taka bramka dająca remis w doliczonym czasie gry smakuje, jak zwycięstwo. Walczyliśmy przez cały mecz i wydarliśmy Zagłębiu dwa punkty. Cały czas utrzymujemy nad nimi trzypunktową przewagę, co stawia nas w korzystniejszej sytuacji - stwierdził piłkarz Arki.

- Szczerze mówiąc nie wiem jak to się stało, że piłka trafiła pod moje nogi. Zobaczyłem, że mam trochę miejsca, więc przyjąłem ją i uderzyłem płasko po ziemi. Cieszę się niezmiernie, że wpadła do siatki - dodał.

Sam zainteresowany został wypożyczony z Lecha Poznań do końca sezonu. W trakcie swojego pobytu na Bułgarskiej grał w Lidze Europejskiej i eliminacjach Ligi Mistrzów przy 40 tys. publiczności. Duża ilość widzów nie jest mu więc obca. Jak sam jednak zapewnił liczba osób, która przyszła na mecz (8602) zrobiła na nim niesamowite wrażenie.

- Tego nie da się porównać. Lech ma większy stadion, a w Poznaniu mieszka więcej ludzi, więc to normalna kolej rzeczy, że na spotkaniach Kolejorza jest więcej fanów. Wspaniale, że przyszło na mecz prawie 9 tys. kibiców. Dało się wyczuć tę presję i to, że kibice wierzą w nas i pragną tego awansu. Jest to dla mnie przyjemność, by grać przy takiej publiczności w Gdyni - przyznał młodzieżowy reprezentant Polski.

Zawodnika jak na razie bronią liczby. Ściągnięty został w miejsce Michała Renusza, który w rundzie jesiennej był jednym ze słabszych piłkarzy trenera Grzegorza Nicińskiego. 20-latek od razu wskoczył do pierwszej jedenastki i już dał więcej niż Renusz przez całą rundę. Do asysty w Katowicach teraz dołożył także trafienie na gdyńskiej murawie.

- Cieszę się, że tak mi się udaje punktować w tej klasyfikacji kanadyjskiej. Nie ukrywam, że po to też przyszedłem do Arki, żeby wywalczyć awans ale również asystować i strzelać gole - zakończył.

OCENIAMY PIŁKARZY ARKI ZA JESIEŃ. IMPONUJĄCY NAPASTNICY I ŚRODEK POLA, MARCUS BRONI HONORU SKRZYDŁOWYCH