Miroslav Bożok: Magiczna bariera zniknęła, w końcu piłka wpadła do bramki

- Każda bramka jest dla mnie ważna, bo na ogół około dziesięciu w sezonie strzelam, tylko tutaj w Arce nic nigdy nie chciało wpaść do siatki. Jakby jakaś magiczna bariera nie pozwalała na to. Dzisiaj jednak zniknęła. Bramka cieszy mnie ogromnie - mówił po zakończeniu spotkania uradowany pomocnik gdynian Miroslav Bożok.
Żółto-niebiescy w bardzo dobrym stylu pokonali u siebie walczącą o utrzymanie Pogoń Siedlce 3:0 i znów zasiedli na fotelu lidera. Swoją cegiełkę do efektownej wygranej dołożył Miroslav Bożok, który wszedł w przerwie za słabo spisującego się w tym meczu Marcusa da Silvę. Słowak trenerowi odwdzięczył się wybornie, zaliczając asystę przy golu Pawła Abbotta i później samemu ustalając wynik spotkania.

- Musiałem troszkę poczekać, by powąchać murawę w tej rundzie. Wreszcie taką szansę dostałem i starałem się ją wykorzystać maksymalnie. Taka jest właśnie piłka, że czasami trzeba uzbroić się w cierpliwość i jak już się dostanie okazję, to trzeba dobrze zagrać - stwierdził popularny "Miro".

W swoim 55. występie Słowak doczekał się premierowej bramki dla Arki. Trafienie miało szczególne znaczenie dla samego zainteresowanego.

- Każda bramka jest dla mnie ważna, bo na ogół około dziesięciu w sezonie strzelam, tylko tutaj w Arce nic nigdy nie chciało wpaść do siatki. Jakby jakaś magiczna bariera nie pozwalała na to. Dzisiaj jednak zniknęła. To, że czekałem przez tak długi czas spowodowało, że ten gol wyjątkowo mnie cieszy. Poczułem dużą ulgę, gdy piłka wpadła do bramki - mówił.

Po piątkowym zwycięstwie gdynianie ponownie odskoczyli swoim głównym rywalom w walce o awans. Zagłębie Sosnowiec i Zawisza Bydgoszcz pogubiły punkty i tracą teraz do zawodników z Pomorza odpowiednio 12 i 10 punktów. Nadzieje na słabszą formę Arki wiosną, jak na razie, się nie sprawdziły. Psy szczekają, a karawana jedzie dalej - autostradą do ekstraklasy.

- Mamy swój cel i powoli idziemy w tym kierunku. Zostało jeszcze sporo kolejek do końca sezonu i nie można się podniecać, ale wszyscy wierzymy w to, że wspólnymi siłami osiągniemy go. To, że rywale się od nas oddalają, tym bardziej nas cieszy. Przewaga jest już spora, ale nie można nawet na chwilę pozwolić sobie na rozluźnienie - zauważa Bożok.

Spotkanie w Gdyni mogło zakończyć się nawet hiszpańską manitą. Prawdziwe wejście smoka mógł mieć Gaston Sangoy, który przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem, a dublet powinien ustrzelić najskuteczniejszy piłkarz I ligi, Paweł Abbott oraz skrzydłowy Dariusz Formella.

- Przy wyniku 3:0 powinniśmy trochę lepiej zagrać. Paweł i Gaston mieli swoje okazje, ale wiadomo, że każdej sytuacji nie da się wykorzystać. Nie ma też co być za bardzo zachłannym, przy tak wysokim prowadzeniu w końcówce można się trochę oszczędzić. Bardzo cieszymy się z tego wyniku i powoli myślimy już o Miedzi, z którą czeka nas trudny mecz na wyjeździe - zakończył słowacki pomocnik.