On jako jedyny piłkarz Arki pamięta jej wszystkie awanse w XXI w. Człowiek maszyna i symbol klubu. Kto taki?

Najprawdopodobniej po raz trzeci w XXI w. Arka awansuje do ekstraklasy. Co łączy te trzy wydarzenia? Osoba Krzysztofa Sobieraja, który jako piłkarz żółto-niebieskich brał udział w każdym z nich.
Dawid Kowalski: Jako jedyny nadal grający piłkarz Arki pamiętasz jej wszystkie awanse do ekstraklasy w XXI w. Coś fenomenalnego.

Krzysztof Sobieraj: Nie ukrywam, że bardzo dobrze pamiętam te awanse. Jestem szczęśliwy, bo tak naprawdę trzeci raz awansuję z Arką do ekstraklasy. Trzeba nazywać sprawy po imieniu, bo chociaż został nam do zdobycia punkt, to już prawie dwoma nogami jesteśmy w ekstraklasie.

Można cię znaleźć na zdjęciach z fety z 2005, 2008 i będzie można też znaleźć na tych z 2016 roku. Człowiek maszyna i symbol klubu. Jak to robisz, że wszyscy albo odeszli, albo pokończyli kariery, a Krzysztof Sobieraj ciągle jest w Arce i znowu robi taki sukces?

- I gra nawet od dechy do dechy, od pierwszej do ostatniej minuty, prawda? Też się z tego wszystkiego cieszę. Nie jestem postacią, która w Arce jest dodatkiem. Myślę, że jestem i byłem ważnym ogniwem tych wszystkich drużyn na przełomie tylu lat. Mój organizm jest w doskonałej formie i nie mówię piłce stop. Teraz miałem wprawdzie kontuzję, która mnie na miesiąc wykluczyła z gry. W szatni nawet wszyscy się śmiali, że nie pamiętają, kiedy musiałem tak długo pauzować. Faktycznie coś w tym jest, że ciągle jestem w grze.

Właśnie, rozpocząłeś już treningi z drużyną. Jakie są szansę, że ujrzymy cię w meczu przeciwko Drutex-Bytovii?

- Walczyłem z tą kontuzją i jestem teraz do dyspozycji trenera, ale co jemu siedzi w głowie to nie wiem. Od tygodnia trenowałem sam, a tak naprawdę dopiero w niedzielę odbyłem pierwszy po przerwie trening czysto piłkarski z zespołem. Nie wiem jaką decyzję podejmie trener, ale dla mnie to byłby niesamowity zaszczyt móc zagrać w tym spotkaniu. Wielkim żalem będzie natomiast, jeśli nie będzie mi dane zagrać. Do siebie, do losu... naprawdę to ważne dla mnie wydarzenie. Móc w nim wystąpić, a nie oglądać je z boku, to dla mnie priorytet.

Ten kolejny awans z Arką przeżywasz dalej tak samo intensywnie, czy podchodzisz już spokojnie?

- To wszystko jeszcze do mnie tak naprawdę nie dociera. Wykonaliśmy kawał ciężkiej pracy przez te w zasadzie dwa lata, żeby znaleźć się w tym miejscu i w tej sytuacji, jak teraz, ale to wszystko gdzieś poszło nieprawdopodobnie łatwo. Rywale stanęli, czego kompletnie się nie spodziewałem. Uważam, że to jeden z... łatwiejszych? prostszych? sezonów, jakie kiedykolwiek grałem. Idzie nam jak po maśle, cel osiągamy w zasadzie bez problemu, gramy bezstresowo i nie mam obaw, że coś może się nie udać. Jak nigdy w życiu.

Więcej o: