Sport.pl

Wojciech Szczurek: Arka może na nas liczyć!

Awans Arki do ekstraklasy to niebywały sukces również dla miasta. - To efekt konsekwentnej realizacji wieloletniego projektu - mówi prezydent Gdyni Wojciech Szczurek. Teraz klub może liczyć na dodatkowe wsparcie Gdyni.
Dawid Kowalski: Miasto Gdynia w końcu po takiej przerwie ma ekstraklasę. Jakie to uczucie?

Wojciech Szczurek: Wielka satysfakcja, bo to nie tylko moment szczęścia dla kibica, ale też dla Gdyni. To projekt, który od wielu lat jest wypełniany. Polityka rozwoju jest bardzo konsekwentnie realizowana: od momentu budowy stadionu, przez spadek drużyny z ekstraklasy, aż po dzień powrotu do niej. Wszystko ulegało zmianie: system szkoleniowy, organizacyjny, struktura funkcjonowania klubu, by ten zarządzany był nowocześnie. To wszystko odbywało się przy bardzo dużym udziale miasta. Ale to sukces sportowy jest zwieńczeniem całej pracy.

Gdynia mocno inwestuje w rozwój wielu gałęzi sportu. Piłka Nożna, piłka ręczna, koszykówka, rugby - we wszystkich tych dyscyplinach miasto ma zespoły w ekstraklasie.

- Myślę, że w ogóle byłoby trudno znaleźć miasto, które tak mocno i prężnie inwestuje w sport. Jest on budowaniem pewnego widowiska, formuły spędzania czasu wolnego. To też potrzeba więzi lokalnej i wspólnoty - jesteśmy razem i jesteśmy dopingujemy razem. To wszystko sprawia, że Gdynia dąży do wyraźnego zaangażowania w sport. Jesteśmy dumni z naszych drużyn, bo jak pan zauważył, reprezentują nas w najwyższych klasach rozgrywkowych.

Arka jest dla Gdyni priorytetem?

- To jest klub, który uzyskuje największe wsparcie finansowe z budżetu miasta, więc jeśli mamy mierzyć to w złotówkach, to tak. Bez tych pieniędzy Arce z pewnością byłoby trudno, bo to zasadnicza część finansowania budżetu klubu. Ekstraklasa to też inna niż I liga oferta dla nowych sponsorów, którzy mam nadzieję będą chcieli wspomóc klub. Poza tym środki otrzymane za występy w najwyższej klasie rozgrywkowej pomogą Arce dalej dążyć do swojego celu, którym bez wątpienia jest stabilna pozycja w ekstraklasie. Dla nas jednak wszystkie dyscypliny w Gdyni są priorytetem, bo mają swoje miejsce na terenie naszego miasta i są dla nas równie ważne.

W ekstraklasie Arka będzie mogła liczyć na jeszcze większe dofinansowanie ze strony miasta?

- Zawsze, gdy nasze drużyny osiągają sukces, mogą liczyć nie tylko na dobre serce, ale dodatkowe wsparcie. Chcemy pomóc Arce osiągnąć jej cele sportowe.

A co powinno być teraz tym celem?

- Beniaminek ma taką cechę, że zaskakuje. Dla mnie Arkę stać na usadowienie się w połowie tabeli ekstraklasy. Będę uznawał to za ambitną realizację celu sportowego i bardzo mocno za to trzymał kciuki.

Ten sukces to znak, że przed Arką teraz lepsze lata? Że ten awans to nie tylko jednorazowy wybryk, ale powrót na stałe?

- Ta droga, o której wspomniałem wcześniej, a którą przechodzi Arka jest po to, by mieć przekonanie, że projekt, który budowaliśmy, jest czymś stabilnym, na lata. Nie interesuje nas przypadkowy sukces okupiony chwilę później porażkami.

Wierzył pan w awans Arki w tym sezonie?

- Wystarczy odwołać się do planu trzyletniego. Teraz mieliśmy jego drugi rok i oczywiście nie wykluczał on sukcesu w postaci awansu, ale nie to było priorytetem. Zawodnicy pokazali jednak, że walka się opłaca, a zespół był mocno zintegrowany i miał ogromne ambicje - to było widać na boisku. Gdyby jednak zapytał mnie pan na początku sezonu, czy ten awans stanie się faktem, byłbym ostrożnym optymistą i odpowiedział: "Mamy plan trzyletni". Natomiast po rundzie jesiennej apetyty pojawiły się same, bo Arka w końcu uniknęła rollercostera w postaci gonienia rywali. Sama uciekała.

Ta integracja w zespole to też wynik polityki, w której stawia się na zawodników z regionu. Zgodzi się pan?

- To jest jedna z rzeczy, która jest elementem porządkowania. Były lata, kiedy zawodnicy otrzymywali wysokie pensje, a sukcesów brakowało. Oczywiście, życzymy wszystkim piłkarzom worka pieniędzy, ale muszą być one adekwatne do możliwości. Teraz postawienie na piłkarzy z regionu sprawia, że Arka ma znakomity zespół konsekwentnie prowadzony przez trenera i głośnych na każdym meczu kibiców.

Czeka pan z niecierpliwością na derby z Lechią Gdańsk? Planuje pan już wspólne oglądanie meczu z prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem?

- Oczywiście, pan prezydent Adamowicz wprawdzie na pewno będzie kibicował Lechii, ale to nie jest problem. Przykład rugby sprawia, że mimo obopólnego braku sympatii ze stronny kibiców Arki i Lechii, wszystko można rozwiązać w braterski sposób. I w piłce nożnej też trzeba szukać tych dróg. Ja jednak jestem gdynianinem i kibicuję Arce.

Więcej o: