Sport.pl

Grzegorz Niciński: Derby są dla nas bardzo ważne

- Doskonale pamiętam ostatnie ligowe wygrane derby z Lechią. Mecz na starym stadionie, który wygraliśmy 1:0. No udało mi się wtedy strzelić gola - wspomina trener Arki. Teraz Grzegorza Nicińskiego ujrzymy w zupełnie innej roli.
Dawid Kowalski: Ten sezon był drugim z trzyletniego planu założonego przez działaczy. Chyba nie myślał pan o awansie na samym jego początku?

Grzegorz Niciński: Nikt o tym nie myślał. Udało się, co jest wielkim wydarzeniem, ale nie to było nam w głowach na początku tego sezonu. W tym planie trzyletnim pierwszy rok był bardzo trudny, bo zajęliśmy miejsce w drugiej części tabeli i nikogo to nie mogło zadowalać. Obecny sezon miał być przejściowy, bo chcieliśmy budować zespół po to, by w trzecim roku zaatakować na całego. Szansę wykorzystaliśmy jednak już teraz.

Kiedy uwierzył pan, że ta drużyna może jednak powalczyć o najwyższy cel?

- Mieliśmy pechowy okres, kiedy przegraliśmy w Sosnowcu, a później z Wigrami u siebie i wszyscy zwalniali mnie z pracy. My byliśmy jednak spokojni, bo wszyscy w sztabie wierzyliśmy w ten zespół. To się nam odpłaciło znakomitym wynikiem. Moment podniesienia się po tych porażkach miał istotne znaczenie.

Te dwie porażki i łącznie cztery wtedy mecze bez zwycięstwa to był właśnie najcięższy moment?

- To był na pewno trudny moment w naszej pracy, ale trzeba zauważyć, że nawet w tym przegranym meczu z Wigrami, zagraliśmy naprawdę dobrze. To spotkanie mogło się potoczyć zupełnie inaczej, gdybyśmy tę grę przełożyli na gole. Wtedy mówilibyśmy pewnie tylko o jednej porażce i tej serii czterech meczów bez wygranej by nie było.

Co się działo w szatni takich spotkań jak z Dolcanem, czy Wisłą Płock, kiedy wynik do przerwy był niekorzystny?

- W meczu z Dolcanem powiedziałem do chłopaków: "Albo przegramy 1:4, albo wygramy 3:2". No i stało się to drugie. Reszta? To są już tajemnice szatni. Nazwijmy je naszymi metodami reakcji na to, co się dzieje na boisku. Czasami po prostu trzeba bardziej wkroczyć do akcji, choć nie jest to łatwe, żeby odpowiednio wpłynąć na drużynę, której nie idzie.

Jakby miał pan powiedzieć czym wygraliście ten sezon nad resztą rywali, to byłoby to...

- ...patrzenie tylko na siebie. Naprawdę nie interesowały nas wydarzenia, które działy się poza nami. Skupialiśmy się tylko na tym, na co sami mieliśmy wpływ, a więc własne mecze. Oczywiście, inne wyniki układały się pod nas, ale to nie zmienia faktu, że sami musieliśmy punktować, chcąc być w czołówce i walczyć o awans. Udało się regularnie wygrywać i remisować, co dało nam pozycję, w której jesteśmy obecnie.

Wielu mówi, że pana pracę określa słowo: konsekwencja.

- Wyznaczamy sobie jakiś plan i tego planu się trzymamy. Niezależnie od tego, co by się działo - właśnie słabsza seria na początku rundy jesiennej - to my działamy tak, jak sobie wcześniej założyliśmy. Jeśli więc o tym mówimy, to tak - konsekwencja to dobre określenie.

Kto był ojcem zimowych transferów. Wychodziły one z pańskiej inicjatywy?

- To była nasza wspólna praca. Dużo ludzi było zaangażowanych w szukanie odpowiednich dla nas zawodników. Są to rzecz jasna piłkarze, których bardzo chcieliśmy mieć w swoim zespole. Ja jako trener cieszę się, że przyszli, bo dołożyli wiele do tego, by Arka zagrała w nowym sezonie w ekstraklasie.

Ta ekstraklasa to dla pana całkowicie nowe wyzwanie trenerskie. Jest stres i presja?

- W swoim życiu przeszedłem już sporo - tym piłkarskim i trenerskim. W naszej pracy nic się nie zmieni. Oczywiście zmieni się opakowanie, bo Canal+, bo ciągła obserwacja, bo inna jakość i rywale. Nie boimy się jednak różnicy między ekstraklasą a I ligą, ja tak samo. Wiem, że wymagania teraz wzrosną, ale nie czuję stresu, a wręcz czekam na to wyzwanie.

O co chcecie grać w nowym sezonie? Od beniaminka nigdy nie ma wielkich oczekiwań.

- Nie chcę składać deklaracji. Przede wszystkim będziemy starać się przeciwstawić naszym rywalom. Chcemy być taką drużyną, która w każdym meczu do ostatniej minuty będzie walczyła o punkty. Zawodnicy wielu zespołów będą od nas lepsi, ale piłka pokazuje, że wszystko jest możliwe. Nikt nie powiedziałby przecież, że Arka awansuje do ekstraklasy z taką przewagą.

Ale szczególnie wyczekujecie pewnie derbów z Lechią.

- To na pewno. Te derby są dla nas bardzo ważne, ale tych prestiżowych meczów jest znacznie więcej. Czekają na nas Legia, Lech... Podejdziemy do wszystkiego z pokorą.

Pamięta pan kiedy ostatni raz Arka w lidze wygrała z Lechią?

- Doskonale pamiętam. Mecz na starym stadionie, który wygraliśmy 1:0.

A kto wtedy strzelił gola?

- No udało mi się (śmiech).

To byłoby spięcie klamrą tej historii. Ostatnie zwycięstwo po pana golu i najbliższe z panem na ławce trenerskiej.

- Te smaczki są bardzo elektryzujące, ten mecz będzie szczególny dla kibiców, a my zrobimy wszystko, by ostatecznie ta historia dalej pisała się w taki właśnie sposób.

Więcej o: