Sport.pl

Konrad Jałocha: Nasze ustawianie się sprawiało, że Legia nie mogła swobodnie grać

Piłkarze Arki zagrali bardzo dobre spotkanie przeciwko Legii, a Konrad Jałocha przy Łazienkowskiej wpuścił swojego pierwszego w życiu gola w lidze. Mimo to - co może zadziwiać - nie miał tyle pracy, ile można było zakładać przed spotkaniem.
Początek meczu pokazał, że Jałocha tego wieczora może mieć ręce pełne roboty. Najpierw odbił strzał legionistów po upływie zaledwie 30 sekund, a chwilę później własny obrońca, Dawid Sołdecki, tak niefortunnie uderzył piłkę, że skierował ją w stronę własnej bramki. Na szczęście dla Arki, trafił prosto w Jałochę.

- Miałem trochę szczęścia w sytuacji tuż na początku meczu. Dawid trafił wprost we mnie i po prostu odbiłem piłkę przed siebie. Potem chyba jeszcze ze dwa razy musiałem mocniej zainterweniować - mówi golkiper Arki. - Później tej pracy, o dziwo, nie było też aż tak dużo. Myślę, że to zasługa przede wszystkim naszego bardzo dobrego ustawiania się przy atakach Legii. Agresywnie dochodziliśmy do przeciwnika i to sprawiło, że ten nie miał i miejsca i czasu na swobodne rozgrywanie piłki. Miejmy nadzieję, że Arka na dobre odpaliła na wyjazdach - ocenia.

To było pierwsze ligowe spotkanie Jałochy przy Łazienkowskiej, w którym wpuścił gola. W sezonie 2014/15 zagrał bowiem w dwóch meczach w Warszawie w barwach Legii i w każdym z nich zachował czyste konto. Po raz trzeci o ligowe punkty w stolicy przyszło mu się bić właśnie w barwach Arki. I w końcu skapitulował. Koniec końców, wpuszczony gol nie przyniósł niepożądanych konsekwencji.

- Szkoda tego gola, ale nieważne czy wygralibyśmy do zera, jednego, czy nawet dwóch - najważniejsze były punkty, które wywieźliśmy z Warszawy, bo będziemy ich bardzo potrzebowali w ogólnym rozrachunku - twierdzi bramkarz żółto-niebieskich.

Jałocha to formalnie zawodnik stołecznych. Jego wypożyczenie do Arki kończyło się wraz z upływem minionych rozgrywek, ale zostało przedłużone o następny rok. "Kony" dalej mieszka więc w Gdyni, zaś rodzinę ma właśnie w Warszawie.

- Nie rozmawiałem z tatą przed meczem, ale jak zobaczyłem go w bluzie Legii, to byłem trochę zszokowany. Myślałem, że mi będzie dopingował - śmieje się Jałocha.

WOJCIECH SZCZUREK: ARKA MOŻE NA NAS LICZYĆ!


Więcej o: