Sport.pl

Damian Zbozień: Harowaliśmy za dwóch i zasłużyliśmy na wygraną

- Zaangażowanie z naszej strony stało na bardzo wysokim poziomie w porównaniu do meczu w Kielcach. Każdy rzucał się na piłkę i starał się ją wyszarpać za wszelką cenę. Dzisiaj harowaliśmy za dwóch i zasłużyliśmy na to zwycięstwo - mówił po wygranym 1:0 (0:0) meczu z Cracovią prawy obrońca Arki Damian Zbozień.
To było bardzo ciężkie spotkanie dla podopiecznych Grzegorza Nicińskiego, bo Cracovia niespodziewanie sprawiła Arce mnóstwo problemów w defensywie. Koniec końców, udało się utrzymać twierdzę Gdynia.

- Trzeba przyznać, że Cracovia dobrze operowała piłką i czuliśmy z boiska, że jest to ciężki przeciwnik. Przygotowywaliśmy się cały tydzień, nie patrzyliśmy w tabelę, że rywal miał mniej punktów od nas. Analizowaliśmy jego grę i wiedzieliśmy, że długo utrzymuje się przy piłce, dlatego mieliśmy takie założenia, by pomocnicy grali nieco niżej i pomagali nam w obronie. Nasza taktyka wypaliła i fajnie, że kolejne trzy punkty zostają w Gdyni - cieszył się Zbozień.

Mecze w Gdyni wpisują się powoli w pewien schemat. Arkowcy słabo weszli w mecz i przez całą pierwszą połowę grali znacznie poniżej oczekiwań. W drugiej części spotkania znów jednak nastąpiła pobudka.

- Znowu ta pierwsza połowa jest słabsza w naszym wykonaniu. Nie wiem z czego to wynika. Może kondycyjnie w drugiej części wyglądamy lepiej, że przeciwnik spuszcza z tonu i za nami nie nadąża? Ciężko powiedzieć. Najważniejsze jest to, że przetrwaliśmy. Zaangażowanie z naszej strony stało na bardzo wysokim poziomie w porównaniu do meczu w Kielcach. Każdy rzucał się na piłkę i starał się ją wyszarpać za wszelką cenę. Dlatego np. taka piłka po strzale w słupek wróciła dzisiaj do nas, a nie do przeciwników. Temu szczęściu trzeba pomóc. Dzisiaj harowaliśmy za dwóch i zostaliśmy za to wynagrodzeni - zauważył Zbozień.

W trakcie pierwszej połowy defensywa Arki miała pełne ręce roboty. Cracovia wręcz huraganowo przeprowadzała ataki na bramkę Konrada Jałochy i tylko świetne interwencje golkipera Arki uchroniły ją przed stratą gola.

- Cracovia miała dziś zdecydowanie więcej okazji, a my zaś trochę szczęście. W jednej sytuacji Konrad dostał piłką w twarz, gdzie obronił niemal pewną bramkę. Trzeba powiedzieć, że miał dzisiaj dzień konia i bronił, jak w transie. Nam po tej sytuacyjnej obronie zapaliła się czerwona lampka i zewrzeliśmy szyki w obronie, by nie dopuścić do takich sytuacji powtórnie. Udało się, a Marcus dał nam trzy punkty - podsumował były zawodnik Zagłębia Lubin.

Swój następny mecz w ekstraklasie Arka rozegra w Poznaniu z Lechem. Choć faworytem będą gospodarze, to trzeba pamiętać, że żółto-niebiescy potrafią zaskakiwać na wyjazdach, jak wtedy gdy rozbili Legię Warszawa 3:1.

- Akurat oglądałem mecz "Kolejorza" z Lechią, grali bardzo dobrze i przegrali dość pechowo. Myślę, że przeciwnik podobny do Cracovii. Też lubi długo utrzymywać się przy piłce i ma szybkich skrzydłowych. Pokazaliśmy już jednak w Warszawie, że na wyjazdach też potrafimy wygrywać. Mam nadzieję, że to zaangażowanie z meczów u siebie przeniesiemy na wyjazd, a wtedy będę spokojny o wynik - zakończył.

Więcej o: