Sport.pl

Konrad Jałocha: Tyle razy ratowała mnie obrona, teraz ja ją uratowałem

Obok wchodzącego na ostatni kwadrans meczu z Cracovią (1:0) Marcusa da Silvy, bohaterem Arki bezwzględnie był bramkarz Konrad Jałocha. Bronił w kluczowych momentach groźne strzały rywala, zatrzymując je chociażby... głową.
- Do tej pory defensywa spisywała się znakomicie, w tym meczu miała już dużo więcej pracy, bo rywal wysoko zawiesił poprzeczkę - mówi Jałocha. - Tyle razy ratowała mnie obrona, teraz ja ją uratowałem - dodaje golkiper Arki.

Bramkarz żółto-niebieskich bronił niekiedy w kapitalny sposób, w sytuacjach, w których wydawało się, że piłka nieuchronnie zmierza do bramki. Jedną z nich była chociażby ta z początku drugiej połowy, gdy strzał Mateusza Szczepaniaka Jałocha obronił... głową.

- Zostałem po prostu trafiony, dopisała mi fura szczęścia. To była najdziwniejsza interwencja w moim życiu - opowiada golkiper Arki.

Wypożyczony z Legii bramkarz musiał wykazywać się niemałym refleksem i ciągłym skupieniem, bo ilością interwencji, które wykonał przeciwko Cracovii, spokojnie można by obdzielić trzy mecze ekstraklasy. To zdecydowanie najtrudniejszy mecz Jałochy w krótkiej dotychczas przygodzie z ekstraklasą.

- Ciężko mi sobie przypomnieć mecz, w którym miałem więcej pracy, niż przeciwko Cracovii. Może w debiucie w Legii było sporo pracy, ale w tym było jej zdecydowanie więcej - ocenia Jałocha.

Po raz kolejny zadziałała też magia gdyńskiego stadionu. Arka zagrała u siebie po raz piąty w tym sezonie i zapisała czwarte zwycięstwo. Choć nie szło, to ostatecznie udało się wyszarpać rywalowi pełną pulę. Żółto-niebiescy są więc niepokonani u siebie od końca października ubiegłego roku.

- W Gdyni czujemy się bardzo pewnie. Znamy swoją wartość i to my przyjmujemy rywali, którzy muszą nam się podporządkować. Jak na razie to wychodzi. Ciągle jednak kuleją wyjazdy, które też w końcu muszą odpalić. Cieszymy się jednak, że u siebie śrubujemy taką serię. Nie przegraliśmy tutaj już prawie rok - przyznaje bramkarz Arki. - Osobiście ciężko mi się jednak gra w Gdyni, bo tej pracy zazwyczaj jest mało. Świetnie spisuje się defensywa, a ty musisz być non stop skoncentrowany, co jest trudne, kiedy nie masz zbyt wiele pracy. Dostajesz jedną piłkę i musisz ją obronić. Kiedy natomiast bronisz jeden strzał za drugim, szybko się nakręcasz i koncentracja pojawia się sama - zakończył Jałocha.

GRZEGORZ NICIŃSKI: DEBRY SĄ DLA NAS BARDZO WAŻNE


Więcej o: