Sport.pl

Antoni Łukasiewicz: Jesteśmy spokojni o wynik, mając takiego bramkarza za plecami [ROZMOWA]

Konrad Jałocha robi w bramce Arki coraz większą furorę. Dwumetrowy gigant w wygranym starciu z Cracovią 1:0 (0:0) bronił nawet twarzą, by naprawiać błędy defensywy. Nie umknęło to admirałowi gdyńskiej szatni, Antoniemu Łukasiewiczowi, który uważa, że z takim bramkarzem, nie trzeba martwić się o wynik.
Robert Kobierowski: Trener Grzegorz Niciński na konferencji pomeczowej powiedział, że to najsilniejszy rywal z jakim dotąd mierzyliście się w ekstraklasie. Zgodzisz się z tym?

Antoni Łukasiewicz: Na pewno zgodzę się z tym, że Cracovia ma piłkarzy, którzy lubią kreować grę i dzisiaj w większości spotkania to właśnie oni utrzymywali się przy piłce. Grali bardzo dużo takich piłek penetrujących przez środek na tak zwaną ściankę i dobrze im to wychodziło. Gdy Dąbrowski, czy "Budzik" mieli kogoś z nas na plecach to swobodnie sobie tę piłkę przyjmowali. Bardzo dużo pracy nas ten mecz kosztował. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że "Pasy" są jedną z lepszych drużyn, jeśli chodzi o operowanie piłką. Mają duży potencjał ofensywny i ilość sytuacji, którą dzisiaj stworzyli też o tym świadczy.

Duże piwo chyba należy się przede wszystkim Konradowi Jałosze, który ratował was kilka razy nieprawdopodobnymi interwencjami.

- Zdecydowanie tak. Wielki szacunek dla Konrada, bo był to jego dzień i jego mecz. Jesteśmy spokojni o wynik, mając takiego bramkarza za plecami. Pomaga nam w trudnych chwilach i buduje nas swoją grą. Dzięki jemu udało się utrzymać naszą twierdzę. Chylimy się przed nim w pół.

Znowu jednak oglądaliśmy Arkę dwóch połów. To nie jest już pierwszy mecz, gdzie w pierwszej części nie wyglądacie za dobrze. Skąd to się bierze?

- Ciężko znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Pamiętajmy, że przeciwnicy też analizują nasz styl gry i rozpracowują nas dokładnie. Przez to próbują od początku narzucić swój styl gry. W meczu z Cracovią uważam jednak, że dobrze weszliśmy w mecz i przez pierwszy kwadrans graliśmy naprawdę przyzwoicie.

No właśnie i co się stało później? Nie można przecież mówić o zmęczeniu, bo to sam początek sezonu.

- Złapaliśmy małą zadyszkę, przez co zostaliśmy zepchnięci na własną połowę i nie mogliśmy się z niej wydostać. Zaczęło się robić niebezpiecznie. To wszystko pokazuje, że na treningach musimy jeszcze bardziej pracować nad dyscypliną taktyczną, by lepiej reagować w takich chwilach trudnych. Próbowaliśmy szybko wyjść z naszej połowy, ale rywale szybko radzili sobie z naszym pressingiem. W wyniku tego każdy był trochę spóźniony i widzieliśmy, jak to wyglądało. Musimy być bardziej cwani i próbować odebrać piłkę w odpowiednich momentach, a nie na wariata.

W trakcie meczu miałeś okazję uderzyć zza pola karnego, ale chyba nie zauważyłeś Mateusza Szwocha, który też szykował się do strzału. Na szczęście obyło się bez kontuzji.

- Zawiodła komunikacja między nami. Ja na tę piłkę nabiegałem, Mateusz musiał się po nią cofać i zrobiłem błąd, że nie krzyknąłem mu, żeby mi ją zostawił. Na szczęście zobaczył mnie w ostatnim momencie i oboje wstrzymaliśmy nogę. Całe szczęście, bo gdyby nie to mogłoby się to dla któregoś z nas naprawdę źle skończyć. Dobrze, że nie było też z tego żadnego kontrataku.

Kolejny raz zagraliście w poniedziałek. Biorąc pod uwagę cały cykl treningowy, ma to wpływ na waszą grę?

- Na pewno jest to inne zadanie i trudne dla sztabu szkoleniowego, by zaplanować cały mikrocykl tygodniowy, żeby odpowiednio rozłożyć akcenty na tak długim okresie. Nie można się znużyć w ciągu tych dni, by pełną gotowość zachować na mecz. Myślę, że nie ma co szukać usprawiedliwień, bo to nie z tego powodu ta gra nie wychodziła nam momentami tak, jak tego chcieliśmy.

Następny mecz w czwartek z KSZO Ostrowiec Świętokrzyskim w Pucharze Polski (czwartek, godz. 17.30). Jako, że już w niedzielę gracie z Lechem w Poznaniu dostałeś już jakiś sygnał, że nie jedziesz do Ostrowca, by odpocząć?

- Nie, absolutnie takiego sygnału trener nikomu nie dał i czas na takie decyzje przyjdzie w perspektywie nadchodzących dni. Ja będę oczywiście do dyspozycji trenera, ale z szacunkiem przyjmę każdą decyzję, jaką podejmie. Fajnie by było zagrać w Ostrowcu i wygrać, bo uwielbiam mecze o stawkę. W tym tygodniu jest więcej grania, ale ja się z tego powodu tylko cieszę.

Więcej o: