Sport.pl

Grzegorz Niciński: Ten mecz był dobry w naszym wykonaniu. Przez godzinę

Po pełnej emocji końcówce spotkania Arka Gdynia ostatecznie wygrała w 1/8 finału Pucharu Polski z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski 2:1 (2:0). Wynik do przerwy wskazywał jednak na to, że mecz zakończy się wysokim zwycięstwem.
Od początku meczu w Ostrowcu to Arka narzuciła własne warunki gry. Kontrolowała wydarzenia na boisku, dobrze operowała piłką i zepchnęła rywala do defensywy. Efekt? Dwa gole do przerwy i wydawało się, że kontynuacja będzie miała miejsce po przerwie.

- Ten mecz był dobry w naszym wykonaniu. Przez godzinę - rozpoczął trener Grzegorz Niciński w rozmowie z klubową telewizją Arka-TV. - Później coś się zacięło. Straciliśmy bramkę, co napędziło drużynę KSZO.

Ale wiedzieliśmy, co nas czeka, bo przecież ta drużyna już dwa razy w tej edycji Pucharu Polski goniła rywali. Raz od stanu 0:1, raz nawet od 0:2. Musieliśmy być uważni - dodał.

Szkoleniowiec gdynian miał ten komfort, że do gry mógł wystawić zupełnie inną - w porównaniu do ostatniego meczu Lotto Ekstraklasy - jedenastkę. Na ławce rozpoczęli zawodnicy, którzy na co dzień są pierwszym wyborem Nicińskiego. Zmiennicy spisywali się dobrze, lecz w ostatnim kwadransie ewidentnie przysnęli.

Gdynianie mogą mówić o sporej dawce szczęścia. Kilkadziesiąt sekund po golu kontaktowym, gospodarze wykonywali rzut karny (prawdopodobnie jednak faulu Przemysława Stolca nie było). Świetną interwencją popisał się jednak rezerwowy w lidze łotewski bramkarz Arki Pavels Steinbors. Prawdopodobnie dzięki temu udało się uniknąć niepotrzebnej dogrywki.

- Szkoda, że było tak nerwowo, bo mogliśmy tego uniknąć. Sukces rodzi się w bólach, co pokazał ten mecz. Mamy nauczkę, bo nie powinniśmy dopuścić do tak emocjonującej końcówki. Wszystko przez naszą niefrasobliwość - przyznał Niciński.

KRZYSZTOF SOBIERAJ. BYŁ OCHRONIARZEM, ZOSTAŁ IKONĄ ARKI


Więcej o: