Arka potrzebuje zmian. Sześć "za" Hofbauerem w Lublinie od pierwszej minuty

Uniwersalny, doskonale wyszkolony technicznie, kreatywny, z bardzo dobrym przeglądem pola - piłkarza z takimi cechami na cito potrzeba w składzie Arki. Oto sześć powodów, które potwierdzają, że w meczu z Górnikiem Łęczna powinien zagrać Dominik Hofbauer.
1. Granie z dwójką defensywnych pomocników tworzy lukę między formacjami

To pokazywały już ostatnie mecze w wykonaniu Arki, które - jeśli chodzi o grę - były nieco gorsze, niż spotkania z samego początku rozgrywek. Widać luki między formacjami, które szczególnie dostrzegalne są między środkowymi pomocnikami, a ofensywą. Bardzo często dwójka środka pola Antoni Łukasiewicz i Adam Marciniak "wkleja się" w linię defensywną, pomagając obronie w zainicjowaniu akcji ofensywnej. W efekcie, z jednej strony żółto-niebieska destrukcja jest szczelniejsza, z drugiej zaś daleko odległość do piłkarzy ustawionych stricte ofensywnych jest znacznie większa. Aby te braki przestrzenne uzupełnić, środkowi pomocnicy lub boczni obrońcy zmuszeni są do samotnych, jakże czytelnych rajdów, bez wsparcia nikogo po drodze. Nie trzeba mówić, że takie próby są wówczas wodą na młyn dla przeciwnika, a akcje są w takiej sytuacji ubogie w jakość.

Doskonale widoczne było to w Poznaniu, chociaż tam grę stricte defensywną można łatwo usprawiedliwić. Kto bowiem nie chciałby na gorącym terenie przy Bułgarskiej zagrać na zero z tyłu i do domu przywieźć choćby punkt? Arce ta sztuka się udała głównie dzięki wsparciu środkowych pomocników w obronie. Nie mogło być jednak wtedy mowy o jakości z przodu. Zarówno Łukasiewicz, jak i Marciniak zostawali w tyle, rezygnując ze wsparcia piłkarzy ofensywnych. Niestety, taką grę gdynian coraz częściej oglądamy i przed własną publicznością. Zazwyczaj w pierwszych, tradycyjnie już słabszych połowach.

2. Hofbauer idealnie nadaje się jako łącznik

Poprzedni punkt jest niejako wstępem do drugiego, właściwego. Luki powstałe przed defensywne ustawienie dwójki środkowych pomocników trzeba niwelować, a można to zrobić piłkarzem, który pełniłby rolę łącznika. Tę w Arce odgrywa Yannick Sambea, którego występ w Lublinie po tak długiej przerwie spowodowanej kontuzją może być jednak ciężki do wyobrażenia. Jest jeszcze jednak Hofbauer. Austriak choćby w ostatnim meczu z Piastem Gliwice, gdy wszedł po przerwie, pokazał, że właśnie jego brakowało w pierwszej połowie.

Łukasiewicz przyjął wówczas na siebie wszystkie obowiązki defensywne, Hofbauer zaś spokojnie mógł kreować akcje i ustawić się nieco wyżej, niż Marciniak. Efekty widoczne były gołym okiem.

3. Marciniak nie będzie kreatorem gry ofensywnej

W takich sytuacjach Arka improwizowała. Gdy piłkarze spostrzegli, że luki są zbyt duże i nikt nie wspomaga kwartetu ofensywnego, tę rolę na swoje barki brał Adam Mariciniak. Wiadomo jednak, że to zawodnik, który lepiej czuje się w destrukcji, bardzo zbliżony predyspozycjami piłkarskimi do Łukasiewicza. Jest niesamowicie waleczny, serce zostawia na boisku, nigdy nie wszedł do szatni po meczu w czystych spodenkach, ale kreatorem gry ofensywnej nigdy nie będzie. Znamienne były sytuacje z ostatnich spotkań u siebie, gdzie Marciniak wyglądał na nieco zdezorientowanego, gdy otrzymał piłkę pod polem karnym rywala. To jest rejon boisko, do którego niechętnie się zapuszcza.

4. Arka musi coś zmienić w swojej grze

Zmiany są wręcz konieczne. Coraz więcej rywali ma już Arkę podaną na tacy. Kto grał tą samą jedenastką w pierwszych czterech meczach? Niciński. A takim samym ustawieniem taktycznym? Też Niciński. Trzeba bowiem pamiętać, że przeciwnicy analizują żółto-niebieskich i powielanie przez trenera gdynian pewnych schematów sprawi, że niedługo rywal będzie dokładnie wiedział, co zrobić, by Arkę zatrzymać. Potrzebne jest złamanie pewnych norm. Tym złamaniem mógłby być wszechstronny Austriak, który w ekstraklasie jest jeszcze nieznany.

5. Ofensywna i bezkompromisowa gra z początku sezonu powoli upada

Właśnie za sprawą kontuzji Sambei, do którego podobne predyspozycje ma Hofbauer, to Austriak w Lublinie przeciwko Górnikowi Łęczna (sobota, godz. 15.30) powinien zagrać od początku. Doskonale pamiętamy mecze z tego sezonu, w których w środku pola obok Łukasiewicza grał dużo bardziej ofensywnie usposobiony zawodnik - Sambea. Wystarczy tylko odnotować: 3:0 z Wisłą, 3:0 z Ruchem, 2:0 ze Śląskiem. Te wyniki każą raczej myśleć, że rywale przyjeżdżali do Gdyni po wyrok.

I tak w rzeczywistości było. Bezkompromisowa gra do przodu sprawiła, że to przyjezdni musieli bać się o swoje czyste konto i nigdy go nie utrzymywali. Siłą rzeczy defensywa Arki została odciążona, miała mniej pracy, która przeszła na ofensywne sektory boiska. Coraz częściej ostatnio widujemy jednak obraz Arki broniącej się. Jednym z powodów jest rzecz jasna defensywny środek pola.

6. Dwa tygodnie przerwy to handicap dla Austriaka

Kończąca się właśnie dwutygodniowa przerwa reprezentacyjna to spora zaliczka dla Austriaka, który ma więcej czasu na wgryzienie się w zespół, poznanie zawodników i schematów gry. Już z Piastem (gdzie dostał ponad 20 minut od trenera) pokazał, że żółto-niebieski kostium pasuje na niego, jak ulał. Wypełnił dziurę w środku pola, podłączał się w akcje ofensywne bardzo głęboko, schodził do skrzydeł na tak zwaną "klepkę", miał znakomity przegląd pola. Nie umknęło to opinii ekspertów, którzy jednogłośnie stwierdzili, że właśnie takiego piłkarza w Arce teraz potrzeba.