Sport.pl

Kaczmarek: Piast nie odpuści Lechii

- Wierzę, że Lechia utrzyma się w ekstraklasie, a Arka zagra w barażu - mówi Bogusław Kaczmarek, były piłkarz oraz trener Lechii i Arki
W sobotę (wszystkie mecze o godz. 17) odbędzie się ostatnia kolejka piłkarskiej ekstraklasy. Lechia Gdańsk, która zajmuje miejsce barażowe, zagra na wyjeździe z Piastem Gliwice, który o nic już nie walczy. Ostatnia w tabeli Arka Gdynia podejmie Odrę Wodzisław, która nie może być jeszcze pewna utrzymania.



Rozmowa z Bogusławem Kaczmarkiem

Maciej Korolczuk: W sobotę Lechia prowadziła z Wisłą 2:1 do 77. min, ale przegrała 2:4. Mogła zrobić coś więcej, zdobyć choć punkt?

Bogusław Kaczmarek: Oczywiście, zwłaszcza że Wisła grała do przerwy fatalnie. Proste błędy popełniał Peter Singlar i Lechia, oprócz pierwszej akcji zakończonej bramką, powinna te błędy wykorzystać jeszcze kilka razy. W przerwie trener Wisły Maciej Skorża dokonał kilku mądrych roszad. Całą robotę wykonał jednak Radosław Sobolewski, który zdominował środek pola. W Lechii, tak jak w meczu z Lechem Poznań, siadło ciśnienie gry. Pod koniec meczu Arkadiusz Mysona oddychał rękawami, stąd dwie bramki wprowadzonego Wojciecha Łobodzińskiego. Nie ma jednak co płakać nad rozlanym mlekiem. Po tej porażce Lechia spadła na miejsce barażowe, ale nie wszystko jeszcze stracone.

W ostatniej kolejce Lechia zagra w Gliwicach z Piastem. Nawet jeśli wygra, nie będzie mogła być pewna utrzymania, choć znacznie się do niego przybliży. Problem w tym, że poza Trójmiastem Lechia w tym sezonie jeszcze nie zwyciężyła.

- Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Piast to nie jest wielki zespół, zresztą podobnie jak 12 innych drużyn w ekstraklasie. Mam nadzieję, że w Lechii będzie mógł zagrać Peter Cvirik [w meczu z Wisłą opuścił boisko, bo odnowiła mu się kontuzja - red.]. Szybciej myśli, niż biega, ale to mocny punkt defensywy i na pewno przyda się w Gliwicach.

Piast ma już zapewnione utrzymanie. Czy Lechia może się łudzić, że piłkarze Dariusza Fornalaka zagrają w myśl zasady: my pomożemy wam teraz, a wy - w ramach rewanżu - dacie nam punkty w przyszłym sezonie?

- Nie ma takiej możliwości. To, co było, trzeba zakopać głęboko pod ziemię. Piast to śląska drużyna i w przyszłym sezonie wygodniej im będzie jechać osiem minut na stadion w Zabrzu na mecz z Górnikiem, który walczy z Lechią o utrzymanie, niż 600 km do Trójmiasta. Życzyłbym sobie, aby w sobotę padł taki sam wynik jak w 1983 r. w finałowym meczu Pucharu Polski, kiedy Lechia wygrała z Piastem 2:1.

W jeszcze trudniejszej sytuacji jest Arka, która przed ostatnią kolejką zajmuje ostatnie miejsce. Widział pan jej mecz z Bełchatowem?

- Ten remis to część tego, co oglądamy wiosną w wykonaniu Arki. Kluczowy mecz odbył się w Bytomiu, gdzie Arka przegrała na własne życzenie. Taki obraz rzeczy to pochodna wielu zaszłości i dla mnie olbrzymia niespodzianka. Mając taki potencjał, olbrzymie ogranie i umiejętności techniczno-taktyczne, byłem pewien, że Arkę stać na pierwszą ósemkę.

Dlaczego piłkarze Marka Chojnackiego grają lepiej na wyjazdach? Z Polonią Bytom przegrali wygrany mecz, a z GKS do zwycięstwa zabrakło niewiele. Prawidłowo zdobytej bramki Dariusza Żurawia na 2:1 nie uznał sędzia.

- Jak nie idzie, to nie idzie. Bełchatów zagrał bez Dawida Nowaka, a bez niego zespół z Bełchatowa traci na wartości 40 proc. Dlatego Arka nie zremisowała z wielką drużyną, ale z 11 rzemieślnikami.

Są racjonalne przesłanki ku temu, by Arka pokonała Odrę, odniosła w końcu pierwsze i zarazem ostatnie zwycięstwo w rundzie wiosennej i przedłużyła swoje szanse na pozostanie w ekstraklasie?

- Boję się, żeby to nie było pyrrusowe zwycięstwo. Życzę trzech punktów tak Arce, jak i Lechii, i wierzę, że gdańszczanie utrzymają się w ekstraklasie, a gdynianie zagrają w barażach.

W sobotę jedzie pan do Gliwic na mecz Lechii, czy zobaczy w Gdyni Arkę z Odrą?

- Jeszcze nie wiem, co będę robił w sobotę.

Rozmawiał Maciej Korolczuk