Arka - Legia 0:1. Młody Rybus bohaterem Legii. Chinyama - wróć

Gdyby w Gdyni grał Takesure Chinyama, Legia nie martwiłaby się o wygraną z Arką do ostatnich minut. Ale zamiast niego był Marcin Mięciel... Legię uratował najlepszy na boisku Maciej Rybus, który genialnie wykonał rzut wolny sześć minut przed końcem spotkania.
Ekstraklasa.tv: Fenomenalny gol Rybusa! »

Mięciel grał już w Legii w sezonie 1994/1995, a potem w latach 1996-2001. Zdobył z nią mistrzostwo Polski oraz po dwa razy Puchar i Superpuchar Polski. Później występował w Borussii Moenchengladbach oraz Iraklisie i PAOK Saloniki. Od 2007 r. grał w VfL Bochum, z którym w czerwcu rozwiązał kontrakt. - Wielokrotnie podkreślałem, że po zakończeniu zagranicznych wojaży chcę wrócić do Legii. Temu klubowi zawdzięczam wszystko. W Legii cel jest zawsze ten sam - podwójna korona - powiedział Mięciel po podpisaniu umowy z klubem z Warszawy. Nie wiadomo, o jakiej podwójnej koronie mówił Mięciel, ale na pewno nie o koronie króla strzelców.

W pierwszej kolejce w meczu z Zagłębiem Lubin Mięciel wszedł na boisko dopiero w 81. minucie - zmienił Adriana Paluchowskiego, który strzelił dwie bramki. W czwartek, w rewanżowym meczu z Broendy Kopenhaga w Lidze Europejskiej, Mięciel pojawił się już w pierwszym składzie. Podobnie było w Gdyni.

W meczu z Arką Mięciel nie mógł sobie znaleźć miejsca na boisku. Grał jako jedyny wysunięty napastnik (tuż za nim był ustawiony Sebastian Szałachowski), ale gra cały czas toczyła się obok niego. W pierwszych minutach wynikało to z tego, że cała Legia grała słabo, nie potrafiła przejąć inicjatywy i rzadko dochodziła pod pole karne Arki. Od 30 min. goście rządzili już w środku boiska, na bramkę Arki sunął atak za atakiem, ale Mięciela nadal był kompletnie niewidoczny. W pierwszej połowie pokazał się tylko raz - kiedy zepsuł dobre prostopadłe podanie Macieja Iwańskiego. Wyszedł na dobrą pozycję, ale strzelił zbyt lekko po ziemi. Andrzej Bledzewski bez problemu złapał piłkę.

W drugiej połowie przewaga Legii była już miażdżąca, ale znów atakowali wszyscy, oprócz Mięciela. W 62 min. napastnik Legii cofnął się po piłkę do środka boiska i chciał ją zagrać na prawą stronę do Miroslava Radovicia. Podał za mocno, niecelnie, piłka wypadła na aut. Po tym zagraniu trener Legii Jan Urban już nie wytrzymał - zawołał do zmiany Paluchowskiego.

- "Miętowy" pracował tyle, ile mógł. Oczywiście spodziewamy się po nim więcej, ale tym razem się nie udało - ocenił Urban.

- Trudno grać przeciwko drużynie, która przez 90 minut broni się na swojej połowie. Wiedzieliśmy, że w tym meczu o wyniku może decydować jedna sytuacja - czy to akcja czy stały fragment gry. Dobrze, że w końcu udało nam się strzelić bramkę. Jeśli chodzi o mnie, to wierzę, że szybko się przełamię, może już w następnej kolejce. Oczywiście jeśli zagram... - mówił po meczu Mięciel.

Mięciela i Legię uratował najlepszy na boisku Maciej Rybus, który genialnie wykonał rzut wolny (po faulu na Radoviciu). Rybus uderzył lewą nogą nad murem, a Bledzewski był bez szans.

Legia po raz drugi z rzędu wygrała w Gdyni 1:0. W poprzednim sezonie złotą bramkę strzelił... Chinyama.

Masz Mięciela w swojej drużynie Wygraj Ligę? »