Derby na 110 procent

Atmosfera przed derbami Trójmiasta zawsze jest niezmienna. Przedstawiciele Arki i Lechii zapewniają o wielkiej mobilizacji i wyjątkowej motywacji. Zatem w środę w Gdyni odbędą się kolejne ?tradycyjne" derby
Arka do środowego meczu - jak przed każdym ligowym spotkaniem - zatrzyma się w hotelu Nadmorskim. I będzie to ostatni akcent łączący derby z Lechią z pozostałymi spotkaniami w ekstraklasie. Jak podkreśla trener Arki Dariusz Pasieka, o derbach dużo słyszał i zdaje sobie sprawę, jakim prestiżem się cieszy. - Powiedziano mi jedno zdanie, po którym wszystko jest jasne: możesz przegrać każdy mecz, oby nie z Lechią.

Derby będą pierwszym z dwóch ostatnich meczów na starym stadionie przy Olimpijskiej. Po niedzielnym meczu ze Śląskiem Wrocław obiekt zostanie częściowo zburzony (otwarcie przebudowanego stadionu planuje się na grudzień przyszłego roku). - Właśnie ze względu na fakt, że będą to ostatnie derby na tym obiekcie, chciałbym, aby zostały przez kibiców Arki pozytywnie zapamiętane. Mogę zapewnić, że damy z siebie wszystko i zagramy na 110 procent - mówi trener żółto-niebieskich.

Piłkarze Pasieki do meczu przystąpią po remisie z Piastem Gliwice, wywalczonym w szczęśliwych okolicznościach (wyrównującą bramkę, do tego kuriozalną, jego podopieczni strzelili w 90. min meczu). - Mecz z Piastem nie będzie miał w środę żadnego znaczenia, mimo że moja drużyna zagrała w Wodzisławiu całkiem dobrze. Większych zmian w składzie nie przewiduję. Tylko Wojciech Wilczyński narzeka na stłuczone udo. Na razie trenował indywidualnie, ale jest szansa, że zagra - twierdzi Pasieka.

Jak przyznali obaj szkoleniowcy, żadnemu ze swoich podopiecznych dodatkowa motywacja nie będzie potrzebna. - Klucz do zwycięstwa leży właśnie w przygotowaniu mentalnym - wyjaśnia trener Arki. - Nieraz pokazywaliśmy, że potrafimy grać z pełnym zaangażowaniem i charakterem do ostatniego gwizdka sędziego, dlatego o psychikę moich zawodników jestem spokojny.

Podobnie uważa szkoleniowiec Lechii Tomasz Kafarski, mimo że jego podopieczni przegrali w sobotę na własnym boisku z GKS Bełchatów. - Po takim meczu w zespole jest wielkie niezadowolenie z wyniku i gry, ale jeszcze mocniejsza jest chęć rehabilitacji. Spodziewamy się bardzo zaciętego spotkania, a fakt, że wygraliśmy trzy ostatnie ligowe mecze z Arką, nie stawia nas w roli faworyta tego spotkania - podkreśla trener biało-zielonych. Na pytanie, co będzie kluczem do zwycięstwa, Kafarski odparł: - Oglądałem kilka ostatnich meczów Arki i muszę przyznać, że ten zespół gra niesamowicie agresywnie. Musimy się temu przeciwstawić, a najlepiej będzie, jeśli narzucimy swój styl gry. Co prawda trener Pasieka podkreśla, że wszystkie zespoły, które przyjeżdżają do Gdyni, przede wszystkim murują dostęp do swojej bramki, ale ja np. w meczach Arka-Wisła czy Arka-Lech czegoś takiego nie zauważyłem. My też nie zamierzamy się tylko obronić. Zagramy otwarty futbol, bo chcemy wygrać - zapewnił szkoleniowiec Lechii. Według niego ogromne znaczenie będzie miało, kto jako pierwszy strzeli gola. - W meczu z Bełchatowem dominowaliśmy przez pierwsze pół godziny, potem straciliśmy bramkę i wszystko się posypało. W derbach gol może ustawić spotkanie - dodaje Kafarski, choć pewnie pamięta, że w Gdańsku jego zespół wygrał 2:1, mimo że pierwszego gola zdobyli goście (Marcin Wachowicz).

Derby będą znakomitą okazją dla napastników Lechii, aby wreszcie przełamać swoją strzelecką niemoc. W dotychczasowych 13 kolejkach ani razu nie znaleźli oni drogi do bramki przeciwnika. - Na pewno byłby to dodatkowy smaczek, ale naprawdę nie ma dla mnie znaczenia, kto strzela gole. Życzę ich każdemu w naszym zespole - mówi Paweł Buzała. A kapitan zespołu Karol Piątek dodaje: - Jeśli wygramy, będzie to zasługa całej drużyny, nawet tych zawodników, którzy nie zmieszczą się do meczowej "18".

Środowe spotkanie w Gdyni rozpocznie się o godz. 18.30. Obejrzy go 6,5 tys. kibiców, w tym 450 z Gdańska.



Mówi napastnik Arki Przemysław Trytko

Maciej Korolczuk: Czuje się pan czarnym koniem Arki przed derbami z Lechią?

Przemysław Trytko: Nie czuję się żadnym czarnym koniem. Jestem jednym z zawodników Arki i mam nadzieję, że zagram od początku. Dam z siebie wszystko, tak jak każdy z moich kolegów.

Jak pan reaguje na presję mediów i kibiców? Po ostatnich dobrych meczach i strzelonych bramkach zainteresowanie pańską osobą wzrosło.

- Presja mediów i kibiców nie pęta mi nóg. Poza tym cieszę się, że trener na mnie stawia i mówi, że jestem kluczowym zawodnikiem w jego koncepcji budowania ataku. Zaufanie trenera daje mi swobodę na boisku, na pewno pomaga. A większymi oczekiwaniami się nie przejmuję. Bramki mogą strzelać inni, nie tylko Trytko. Jeśli np. Stojko Sakaliev strzeli dwie bramki i wygramy mecz, też będę się cieszył. Wtedy to o nim będzie się mówiło, że jest czarnym koniem Arki i trenera Pasieki. Chcę wygrać mecz, jeśli do tego uda się coś strzelić, to będzie najlepsza kombinacja.

Z Odrą Wodzisław strzelił pan dwie bramki, ale mogło być ich więcej. W ostatnim meczu z Piastem też były okazje, ale bramki nie udało się strzelić. Czego zabrakło w sobotę w Wodzisławiu?

- Szczęścia do tych kilku brakujących centymetrów. Z Odrą było nieźle, a ze swojej postawy w ostatnim meczu nie jestem zadowolony. Mogłem zagrać lepiej, no i strzelić bramkę.

Jakie argumenty ma Arka, by wygrać pierwsze od czterech meczów w ekstraklasie derby z Lechią?

- Nie mogę ich zdradzić, bo nasz rywal będzie miał przez to ułatwione zadanie (śmiech).

Kto będzie faworytem?

- To zadanie dla dziennikarzy. Ja o tym nie myślę i przyznam, że nie za bardzo mnie to interesuje. Wskazanie kto nim będzie, nie zmieni tego, że wyjdziemy na boisko tylko po zwycięstwo. Z takiego założenia wychodzę ja i moi koledzy. Po ostatnich derbach, które przegraliśmy w Gdańsku 1:2 powiedziałem, że mimo porażki w Trójmieście nadal rządzi Arka. To nie były słowa na wyrost. Teraz chcemy to udowodnić na boisku.

Rozgrywa pan już ten mecz w głowie?

- Jasne. Myślę o tym meczu, ale przy takich wydarzeniach to naturalne. Powoli te myśli będą się nasilały, bo wszyscy wiedzą, że to będzie wielki mecz, ze świetną oprawą kibiców i atmosferą na trybunach. Nastrój derbów udziela się wszystkim.

Jaki wynik pan typuje?

- 2:0 dla Arki.

Rozmawiał Maciej Korolczuk



Mówi kapitan Lechii Karol Piątek

Tomasz Osowski: Był pan bohaterem pierwszych w tym sezonie derbów Trójmiasta, Lechia po dwóch golach swojego kapitana pokonała Arkę 2:1. Będzie powtórka?

Karol Piątek: Bardzo bym chciał, ale jestem realistą. Wówczas byłem w wysokiej formie, czułem, że jestem w gazie. Teraz właściwie dopiero wracam po trzech miesiącach przerwy spowodowanej kontuzją i nie da się ukryć, że do najwyższej dyspozycji trochę mi brakuje. Nie wiem nawet, czy w środę wybiegnę w pierwszej jedenastce. Jednak na treningach robię wszystko, aby jak najszybciej nadrobić zaległości i czuję, że z każdym dniem jest coraz lepiej.

Pod pana nieobecność zmienił się system gry drużyny. Teraz Lechia gra trójką w środku pola i trójką napastników. Jak pan ocenia tę zmianę?

- Każdy system jest dobry, jeśli gra się dobrze. Kiedy wygrywamy mecze wszystko jest OK, kiedy noga się powinie zaczyna się szukanie dziury w całym np. w nieodpowiednim systemie gry. Jesteśmy profesjonalistami i musimy się dostosować do takiego systemu, jaki założy trener.

Dla pana jako pomocnika oznacza to inny zakres obowiązków?

- W tym systemie mam więcej obowiązków ofensywnych. Muszę szukać piłki, być cały czas "pod grą" i wymuszać na napastnikach szukania wolnej pozycji. W tej sytuacji za defensywę odpowiada głównie Łukasz Surma, ale dwóch pozostałych pomocników też musi pracować w obronie. A przede wszystkim trzeba bardzo długo biegać.

Do meczu z Arką przystąpicie zaledwie cztery dni po poniesionej w kiepskim stylu porażce z GKS Bełchatów. Jak może to wpłynąć na morale drużyny?

- Dzięki temu mobilizacja będzie podwójna. Nie tylko ta tradycyjna derbowa, ale również spowodowana chęcią rehabilitacji za przegraną z Bełchatowem. Zresztą według mnie jak najbardziej zasłużoną, gdyż rywal był w tym meczu lepszy. Moja osobista ambicja też jest podrażniona, gdyż zostałem zmieniony już po 45 minutach. Tym bardziej zależy mi na dobrym występie.

W meczu z Bełchatowem Hubert Wołąkiewicz nie wykorzystał rzutu karnego. Pana wówczas nie było już na boisku, ale wiadomo, że to pan jest pierwszy do wykonywania jedenastek. Jeśli w meczu z Arką Lechia będzie miała rzut karny to...

...to biorę piłkę, ustawiam ją na "wapnie" i strzelam gola.

Rozmawiał Tomasz Osowski