Biało-zielone Trójmiasto

- Mamy spokój na dobrych kilka miesięcy. Teraz chyba nikt nie ma wątpliwości kto rządzi w Trójmieście - te słowa Piotra Wiśniewskiego najlepiej oddają nastrój piłkarzy i kibiców Lechii Gdańsk po meczu z Arką Gdynia
Środa, godz.. 21.45, stadion przy ul. Traugutta. Ponad 2 tys. fanów Lechii czeka na swoich ulubieńców wracających z Gdyni po zwycięskim 2:1 meczu z Arką. - Dla takich chwil się żyje, jest po prostu fantastycznie - mówi rozemcjonowany kibic owinięty w biało-zielony szalik. - Najbardziej chcę podziękować "Wani" (Ivans Lukjanovs - red.). Super, że przełamał się właśnie w derbach. Ten gol mu się zwyczajnie należał - niemal krzyczy. - A ja oddaję hołd trenerowi Kafarskiemu - podkreśla inny. - Znów namieszał w składzie i znów trafił w "10". Wystawienie Wiśniewskiego w ataku to był świetny pomysł.

Kiedy piłkarze i trenerzy pojawiają się na stadionu atmosfera sięga zenitu. Trener Kafarski i Lukjanovs fruwają kilka metrów nad ziemią podrzucani przez kibiców. Podobnie byłoby ze strzelcem pierwszego gola Jakubem Zabłockim, ale ten musi uważać. W trakcie meczu pomocnik Arki Adrian Mrowiec zrobił mu bowiem korkami... dziurę w kolanie. - Dlatego mimo, że bardzo cieszę się ze zwycięstwa i bramki, nie mogę być do końca zadowolony. Prawdopodobnie w tym roku już nie zagram - martwił się Zabłocki. Ostatecznie diagnoza nie jest aż tak niepomyslna dla napastnika Lechii. W sobotnim meczu z Jagiellonią w Białymstoku Zabłocki co prawda nie zagra, ale kolano jest całe i poza mocnym zbiciem nic poważniejszego się nie stało.

Podobna feta miał miejsce ponad rok temu (3 października) kiedy Lechia wygrała w Gdyni 1:0 po bramce Pawła Buzały. W tym czasie Lechia wygrywała z Arką czterokrotnie. - To nie miało żadnego znaczenia. Każdy mecz to nowa historia i nie myśli się kto wygrał poprzednie derby - zapewniał po meczu strzelec jedynej bramki dla Arki Marcin Wachowicz. Na boisku wyglądało to jednak trochę inaczej. Gospodarze wyszli na boisko przestraszeni i w pierwszych minutach zostali przez Lechię wręcz stłamszeni. - Rzeczywiście na początku nasza dominacja była straszna - potwierdził Paweł Buzała, asystent przy golu Zabłockiego. - Zresztą takie było założenie. Mieliśmy wyjść wysokim pressingiem, a ponieważ każdy zrealizował swoje zadania tak to wyglądało.

Trener biało-zielonych znów zaskoczył ustawieniem wyjściowej "jedenastki". Po raz pierwszy od momentu przyjścia do Lechii na prawej obronie zagrał Hubert Wołąkiewicz. W obronie zagrało więc trzech nominalnych stoperów, a niewykluczone, że w meczu z Jagiellonią zagra ich aż czterech! Za kartki pauzować będzie bowiem lewy obrońca Marcin Kaczmarek. Zastąpić go może albo Jacek Manuszewski (wówczas Peter Cvirik zagra na lewej obronie) albo wracający po kontuzji Arkadiusz Mysona.

Polecamy galerię zdjęć - Lechia wygrywa derby Trójmiasta



Oceny Arki

Andrzej Bledzewski 3. Przy bramkach nie zawinił, choć przy drugim golu piłkę puścił między nogami. Przez pozostałą część meczu bronił pewnie, mimo że pracy miał niewiele.

Łukasz Kowalski 2. Kilka razy dał się wkręcić biało-zielonym, szczególnie we znaki dawał mu się Piotr Wiśniewski. W ofensywie praktycznie nie istniał. Kiedy brał się do wrzutek w pole karne piłka zawisała w powietrzu na kilka sekund i spadała na głowę jednego z rywali. Do przodu piłkę wyprowadza zbyt bojaźliwie, a gra na jeden kontakt przerasta jego możliwości.

Mateusz Siebert 2. Jeden ze słabszych meczów w jego wykonaniu. Przy pierwszej bramce nie zrobił nic by przeciąć podanie Buzały, mimo że jego interwencja mogłaby zakończyć się bramką samobójczą. W drugiej połowie zagrał lepiej, ale tylko dlatego, że Lechia cofnęła się na własną połowę.

Maciej Szmatiuk 3. Najpewniejszy w defensywie, choć nie ustrzegł się błędów. W pojedynkach główkowych bezkonkurencyjny, ale tylko na własnej połowie. Przy stałych fragmentach gry w polu karnym rywala niewidoczny.

Tomasz Sokołowski 1. Obok Adriana Mrowca najgorszy na boisku. W takiej formie nie powinien grać w ekstraklasie. Zawalił pierwszą bramkę, która podcięła skrzydła i tak nieporadnie grającym gospodarzom. Do zmiany nadawał się już w 30. minucie, kiedy rozgrzewkę zaczął Marcin Budziński.

Wojciech Wilczyński 2. Zbawcą Arki nie był ani na prawej pomocy, ani tym bardziej na lewej obronie. Z Piastem wyszedł mu strzał życia, ale z Lechią nie miał nawet pół okazji. W obronie przeciętny, bał się przekraczać środkową linię boiska.

Adrian Mrowiec 1. Nieporozumienie. Fatalny w destrukcji, nieprzydatny w ataku. Ma elementarne braki w wyszkoleniu technicznym, przez co ratuje się częstymi i niestety brutalnymi faulami. W jednej z interwencji wróciło widmo samobójczej bramki z Wisłą. Po faulu na Jakubie Zabłockim powinien zostać ukarany czerwoną kartką.

Bartosz Ława 2. Starał się jak mógł, ale jak na kapitana to jednak za mało. Nie chciał wziąć ciężaru gry na swoje barki. Zmarnował jedną setkę, która mogła odmienić losy meczu. Miał okazję z rzutu wolnego, ale chybił.

Ljubomir Ljubenov 3. Najlepszy w drugiej linii, choć zdać go na więcej. To jego prostopadłe podanie dało okazję, której nie wykorzystał Ława. Jeśli Arka decydowała się na ataki czyniła to najczęściej jego stroną.

Przemysław Trytko 3. Przez to, że jego koledzy unikali twardej walki musiał cofać się po piłkę, przez co brakowało go pod bramką Lechii. Bez wsparcia kolegów z drużyny zdziałał jednak niewiele.

Stojko Sakaliev 1. Bezproduktywny i niewidoczny. Jest nominalnym napastnikiem, ale by strzelić bramkę musi zacząć oddawać strzały. Biega, walczy, mimo mizernego wzrostu wygrywa walkę w powietrzu, ale oprócz wiatru nic z tego nie wynika.

Tadas Labukas 2. Wszedł na pół godziny, miał jedną okazję, ale jak zwykle czegoś zabrakło. Widać, że każdy mecz bez bramki go męczy, a Pasieka przestał go traktować jako typowego napastnika. Na razie duże rozczarowanie.

Marcin Budziński 2. Przytomna asysta przy bramce Marcina Wachowicza, ale nic więcej. Powinien grać od początku meczu. Wobec twardej i nieustępliwej gry Marcina Kaczmarka starał się schodzić do środka, ale brakowało mu miejsca.

Marcin Wachowicz . Grał za krótko by go oceniać, ale jego wejście na boisko poderwało żółto-niebieskich do ataku, ale tylko na chwilę. Przy strzelonej bramce wyglądał jakby chciał udowodnić Pasiece, jak bardzo się myli sadzając go na ławce.

oprac. mkor



Oceny Lechii

Paweł Kapsa 3. Bramkarz jak saper. Przez cały mecz może bronić bardzo dobrze, ale jeśli przydarzy mu się wpadka, wszyscy będą ją pamiętać. Kapsa długo spisywał się bez zarzutu, jednak bramka zdobyta przez Marcina Wachowicza obciąża jego konto. Niby strzał był kąśliwy, niby piłka w ostatniej chwili zmieniła kierunek lotu, ale...

Hubert Wołąkiewicz 3. Od kiedy jest w Lechii po raz pierwszy zagrał na boku defensywy i momentami było to widoczne. Rzadko włączał się do akcji ofensywnych, za to bardzo solidny w destrukcji. Poprawny występ.

Sergejs Kożans 4. Król przestworzy. We własnym polu karnym nie przegrał żadnego pojedynku główkowego, również na ziemi był zaporą nie do przebycia. Minimalne błędy zdarzały mu się kiedy Arka wrzucała piłkę na aferę, a ta bezpańsko krążyła w okolicach bramki Kapsy. Zrehabilitował się za słaby występ z GKS Bełchatów.

Peter Cvirik 3. Nie wygrał aż tylu pojedynków co Kożans, ale żadnego "babola" nie zrobił. Słowak nie jest wirtuozem, jednak poniżej pewnego poziomu nigdy nie schodzi. Tak samo było w meczu z Arką.

Marcin Kaczmarek 4. Ten piłkarz ma chyba dodatkowe zasilanie, bo nawet króliczki Energizera nie są tak żywotne i wytrzymałe jak on. Wszędzie go pełno. A to popędzi do ataku, a to pomoże kolegom w środku pola, a to bezwzględnym wślizgiem przerwie akcję rywala w samym zarodku. Gdyby po jego strzale z rzutu wolnego piłka poleciała pół metra niżej, byłaby "piątka".

Karol Piątek 3. Dopiero co wrócił po kontuzji więc dyspozycja jeszcze nie ta. Ale serducho do gry ogromne. Przebiegł grubo ponad 10 kilometrów, przerwał niezliczoną ilość akcji Arki, a w jego piłkarskim słowniku nie istnieje słowo "panika". Tylko czekać na powrót do pełni formy.

Łukasz Surma 5. Dominator środka pola, w meczu z Arką był piłkarskim omnibusem. Wypełnił wszystkie zadania jakie należą do defensywnego pomocnika, kilka razy błysnął też w ofensywie. A podanie, po którym bramkę zdobył Ivans Lukjanovs, było prawdziwym majstersztykiem. Gdyby wykonał je Xavi lub Iniesta piłkarscy fachowcy mówiliby o piłkarskim dziele sztuki. W przaśnej rzeczywistości polskiej ligi takie zagranie to raczej anomalia.

Paweł Nowak 4. Kiedy ma obok Piątka i Surmę odżywa niczym zeschnięta roślina po deszczu. Potwierdził zmysł do gry kombinacyjnej, kilka razy świetnie zagrał z pierwszej piłki. Jeden z lepszych meczów byłego piłkarza Cracovii w tym sezonie.

Piotr Wiśniewski 5. Świetny występ. Jego rajdy między piłkarzami Arki przypominały najlepsze lata słynnego włoskiego slalomisty Alberto Tomby. Genialnym zagraniem zapoczątkował też akcję, po której padła pierwsza bramka. Takiego "Wiśnię" kibice Lechii chcieliby oglądać zawsze.

Paweł Buzała 3. Powtarza, że "nieważne kto strzeli gola, liczy się dobro drużyny". Jak to się ma do rzeczywistości "Buzi" pokazał w 6 minucie. Będąc w bardzo dobrej sytuacji do zdobycia bramki wypatrzył lepiej ustawionego kolegę (Jakub Zabłocki) i wyłożył mu piłkę niczym na talerzu. Różne rzeczy można o Buzale mówić, ale na pewno nie to, że jest piłkarskim samolubem. Poza tym niczym szczególnym się nie wyróżnił, stąd niższa ocena niż u kilku kolegów z zespołu.

Ivans Lukjanovs 3. Westchnienie ulgi jakie wydał z siebie "Wania" po zdobyciu gola, słyszalne było chyba nawet w jego rodzinnej Rydze. Dla piłkarza, który na Łotwie był maszynką do strzelania goli, kilkunastomeczowy post w trafianiu do siatki musiał być wielką udręką. Lukjanovs przełamał się w najlepszym momencie i nie ma większego znaczeniu, że w sumie zagrał co najwyżej średnio.

Jakub Zabłocki, Maciej Rogalski, Marcin Pietrowski. Grali zbyt krótko aby ich ocenić, ale za przełamanie niemocy napastników, wielki plus należy się Zabłockiemu.

oprac. osa

skala ocen 1-6