Sport.pl

Po meczu z Legią kibolska Barbórka Zagłębia Lubin

Kibole Legii i Zagłębia oraz działacze klubu z Lubina znów pokazali, że mają w nosie przepisy ekstraklasy i ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych
16. kolejka Ekstraklasy w pigułce »

Podczas piątkowego meczu na stadionie odpalono zakazane na stadionach race, ochrona długo i nieskutecznie walczyła o zdjęcie obraźliwego transparentu oddanego kibolom gospodarzy przez przyjezdnych. Do Lubina przyjechała bowiem kilkusetosobowa grupa z Warszawy, która ominęła przepisy Ekstraklasy, nie kupując biletów w macierzystym klubie.

Zagłębie się broni, warszawscy kibole triumfują na swoich internetowych stronach. - Kibolom chodzi o to, aby pokazać, że to od nich zależy, kto wejdzie na stadion i jakie transparenty się pojawią na trybunach - mówi Jarosław Ostrowski z zarządu Legii.

- Była Barbórka. Nasi kibice to głównie górnicy. Dla nich było ważne, aby dzień uczcić. Oni uważali, że race są OK - mówi prezes Zagłębia Jerzy Koziński. - O ile można znaleźć usprawiedliwienie dla rac, o tyle wywieszanie obraźliwych szmat jest niedopuszczalne i za pomocą monitoringu znajdziemy tych, którzy to zrobili.

Jakim cudem na stadion weszła wbrew przepisom wielka grupa z Warszawy? Przecież uchwała Ekstraklasy mówi jasno: "Organizator zawodów może przyjąć kibiców drużyny gości tylko i wyłącznie w grupach zorganizowanych zaakceptowanych przez klub wysyłający, wedle ściśle określonych zasad".

- Była koncepcja, aby ich nie wpuścić. Gdyby przyjechali autobusami, można byłoby uznać, że są zorganizowani. Ale przyjechali osobowymi samochodami, zaparkowali na parkingu, stanęli w kolejce po bilety. Szef bezpieczeństwa klubu nakazał zarejestrowanie ich w naszej bazie. Każdemu zrobiono zdjęcie i spisano PESEL, zeskanowano dowód osobisty. W sumie było 361 osób, więc trochę to trwało. Dopiero po tej procedurze sprzedano bilety - mówi Koziński.

Kibolskie strony Legii podają, że do Lubina pojechało 800 osób.

- Nie wierzę, że wszyscy kibice Legii przekazali Zagłębiu wszystkie dane wymagane przez ustawę oraz że klub zdążył wyłapać ukaranych zakazami stadionowymi. Jeśli ktoś miał wejść na trybuny, dostał się tam - twierdzi Ostrowski.

Na stronie legia.com.pl czytamy: "(...) klub, jak i kibice Zagłębia od kilku lat nie robią warszawianom problemów z wejściem na obiekt, niezależnie od aktualnego stanu wewnątrzlegijnej zawieruchy (...)".

Prezes Koziński spodziewa się kar ze strony Ekstraklasy, ale tylko za race. - Zdajemy sobie sprawę, że race były złamaniem przepisów, a ekstraklasa nie będzie zważać na święto górników - mówi prezes Koziński.

Arka zapowiada walkę z bandytami

W czwartek Komisja Ligi ukarała Arkę Gdynia 50 tys. zł grzywny i zamknięciem stadionu na trzy mecze za rozróby i race. - To, co działo się na meczach z Lechią i ze Śląskiem, mogę określić tylko jednym słowem: bandytyzm - mówi Dariusz Guzikowski, dyrektor ds. bezpieczeństwa w klubie z Gdyni. - Dlatego zrobimy wszystko, aby złapać i ukarać jak najwięcej bandytów, którzy rozrabiali na tych meczach. A nawet nie jak najwięcej. Chcemy złapać wszystkich!

Klub zapowiada też, że wytoczy kibolom sprawy cywilne i będzie się domagał wysokich odszkodowań. Arka straci w sumie 200 tys. zł - 50 tys. to grzywna, a 150 tys. to straty z powodu rozgrywania trzech spotkań bez udziału publiczności.

- Użyjemy wszelkich metod, aby te pieniądze zapłacili bandyci. Mamy wyjątkowo bogaty materiał z tych spotkań. Zapis z monitoringu, kamer telewizyjnych, prywatne zdjęcia kibiców - dodaje Guzikowski.

Od derbów z Lechią minęło 12 dni. Arka nie ukarała żadnego kibola klubowym zakazem stadionowym.

Polscy piłkarze mogą mieć końskie zdrowie - twierdzi paul Robbins »


Więcej o: