Joel Tshibamba przeciwko Arce

- Jadę do Poznania cieszyć się z pierwszych punktów w sezonie i nie wykluczam, że wykorzystam tę wizytę do wzmocnienia drużyny - zapowiada Andrzej Czyżniewski, były dyrektor sportowy Lecha, a obecnie Arki
Arka zapowiada, że na mecz z Lechem jedzie do Poznania nie tylko nie przegrać, ale przy odrobinie szczęścia nawet wygrać. Szanse gości rosną, tym bardziej że Lech ma duże problemy z defensywą. W sobotę na pewno nie zagrają kontuzjowani Bartosz Bosacki i Grzegorz Wojtkowiak, który w towarzyskim meczu z Kamerunem doznał urazu mięśnia czworogłowego. Jednego z nich zastąpi najprawdopodobniej rekonwalescent Ivan Djurdjević, a drugiego nieopierzony 18-letni Marcin Kamiński. Mimo to w Poznaniu nikt nie wyobraża sobie innego wyniku niż wysoka wygrana Lecha.

Piłkarze Jacka Zielińskiego mają jednak problemy nie tylko w obronie, ale i ataku. W dotychczasowych pięciu meczach strzelili zaledwie dwie bramki, a kibice głośno domagają się progresu wyników. Jeśli w sobotę lechici nie wygrają z Arką, fani będą mocno zawiedzeni.

Ale swoje kłopoty ma również Arka. Po odejściu Joela Tshibamby (właśnie do Lecha) drużyna z Gdyni może mieć w tym sezonie duże problemy ze zdobywaniem bramek.

- Problemy Lecha biorą się też z mało profesjonalnej postawy Joela, którego kibice widują na mieście o 2 w nocy - mówi nasz informator.

Napastnika z Demokratycznej Republiki Konga sprowadził do ekstraklasy Czyżniewski, który po inauguracyjnej porażce w Krakowie z Wisłą (0:1), przed sobotnim meczem nie traci optymizmu. Zdradza też, że wybiera się do Poznania przynajmniej z dwóch powodów.

- Jadę tam cieszyć się z pierwszych punktów w sezonie - mówi, ale nie wyklucza też, że wizytę w stolicy Wielkopolski wykorzysta do wzmocnienia Arki: - Może się zdarzyć, że po dokonaniu remanentu końcowego stanu posiadania w Lechu znajdą się piłkarze, którzy nie zmieszczą się w składzie i na zasadzie wypożyczenia będą chcieli z niego odejść.

Trener Arki Dariusz Pasieka mówi, że dużych zmian w składzie jego zespołu nie należy się spodziewać. Arka ma zaskoczyć Lecha agresywną grą i dobrym przygotowaniem fizycznym.

- Gramy ofensywnie, do przodu. Nie "pałujemy". Wiodące role mają odgrywać nowi piłkarze, którzy wnoszą do naszej drużyny określoną jakość. Chcemy pokazać, że potrafią grać w piłkę. Tak aby nie były to tylko moje dywagacje - dodaje dyrektor Czyżniewski.

Początek sobotniego meczu o godz. 18.15. Transmisja w Canal+ Sport.

Przypuszczalny skład Arki: Witkowski - Bruma, Szmatiuk, Płotka, Noll - Bożok, Burkhardt, Budziński, Zawistowski, Glavina - Labukas.



Komentarz Macieja Korolczuka: Pomoc też jest uboga

Do zamknięcia okna transferowego zostały dwa tygodnie. Kadra Arki jest już niemal kompletna. Niemal, bo ostatnim piłkarzem, jaki ma do niej dołączyć, będzie Giovanni Vemba Duarte. W Gdyni mówi się jednak, że nastolatek z Twente Enschede traktowany jest bardziej jako melodia przyszłości.

Tymczasem grająca piątką pomocników Arka ma ich w kadrze zaledwie sześciu. Pasieka, pytany o wątłą kadrę w drugiej linii, zapewnia, że pozostali piłkarze są na tyle uniwersalni, że w każdej chwili mogą zastąpić kontuzjowanego bądź pauzującego za kartki kolegę. Jako przykład podaje obrońcę Wilczyńskiego i napastnika Labukasa. W odwodzie jest jeszcze nastoletni duet Czoska - Sulima, ale trudno po nich oczekiwać, że w trudnym momencie poprowadzą Arkę do sukcesów.

Z jednej strony gdynianie z najstarszego zespołu w ekstraklasie w ciągu kilku miesięcy przeobrażają się w grupę "młodych gniewnych", z drugiej - wzmacniając defensywę i atak władzom klubu umknął fakt uzupełnienia drugiej linii. Alternatywy nie ma ani defensywny pomocnik Budziński, ani żaden z dwójki ofensywnych Burkhardt - Zawistowski. Jeśli któryś z nich wypadnie ze składu, Pasieka będzie zmuszony przejść na system 4-4-2, który w poprzednim sezonie wyszedł Arce bokiem.