Sport.pl

Witkowski: Czas na zwycięstwo

- W najbliższym meczu to Górnik będzie musiał się do nas dostosować, a nie my do niego - zapowiada kapitan Arki Norbert Witkowski
W pierwszych dwóch meczach sezonu 2010/2011 Arka zdobyła jeden punkt, nie strzelając bramki. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że grała z obecnym mistrzem i wicemistrzem Polski i zaprezentowała się - szczególnie w spotkaniu z Lechem - z dobrej strony, jej kibice mają nadzieję, że w sobotnim meczu z Górnikiem Zabrze ich piłkarze odniosą pierwsze zwycięstwo.



Rozmowa z Norbertem Witkowskim, kapitanem Arki Gdynia



Maciej Korolczuk: Dwa mecze, zero strzelonych bramek i jeden punkt. Bilans na papierze wygląda ponuro, ale biorąc pod uwagę, z kim graliście i przede wszystkim jak graliście, wstydu nie ma.

Norbert Witkowski: Rzeczywiście, można spojrzeć na tę sytuację z dwóch perspektyw. Z jednej strony mamy tylko punkt i nie strzeliliśmy bramki, ale z drugiej graliśmy na boisku, kolejno, wicemistrza i mistrza Polski z ubiegłego sezonu. Na pewno jest niedosyt, bo z przebiegu gry mogliśmy nie przegrać z Wisłą i wygrać w Poznaniu. Wydaje się, że dwa punkty byłyby dla nas optymalne.

Która drużyna pana bardziej rozczarowała: słaba Wisła czy rażący nieskutecznością Lech?

- Trudno powiedzieć, bo zarówno Wisła, jak i Lech zagrały poniżej oczekiwań. O ile po grze Wisły było widać, że przejawia ochotę, by strzelić bramkę, i stworzyła sobie ku temu kilka okazji, o tyle Lech oddał na naszą bramkę kilkanaście strzałów, ale żaden z nich nie był celny. To o czymś świadczy. Wydaje mi się więc, że bardziej rozczarowali mistrzowie Polski.

Gdyby przed meczem w Poznaniu ktoś powiedział panu, że gospodarze oddadzą 11 niecelnych strzałów, to...

- Akurat tak wyszło, ale nie zapominajmy, że jednak te strzały oddali. W takich momentach widać jednak, ile znaczył w poznańskiej drużynie Robert Lewandowski.

Zmieniła się wam większa część drużyny, a szczególnie defensywy. Były obawy, czy zmiany wypalą?

- Każdy z nas się zastanawiał, jak to będzie wyglądało, ale po dwóch meczach widać, że nie jest źle. Jesteśmy dobrze przygotowani do sezonu, komunikacja w zespole z dnia na dzień jest coraz lepsza. W poprzednim sezonie było podobnie, ale na boisku zawsze czegoś brakowało. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej i uda nam się stworzyć zgrany kolektyw.

W 69. minucie, kiedy piłka skoczyła panu na nierówności, serce mocniej zabiło?

- Nieprzyjemne to było. Tak już bywa, że na boisku człowiek nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć. Noga odstawna mi trochę odjechała i musiałem ratować sytuację. Nie zakładałem, że tak wyjdzie. Całe szczęście, nie padła bramka.

Od tego sezonu jest pan nowym kapitanem drużyny. Dużo się od tego czasu zmieniło?

- Patrząc na stronę sportową i mentalną - niewiele. Cieszę się, że trener mi zaufał. W Arce gram już od kilku lat, z roku na rok moja pozycja była mocniejsza. Omijały mnie kontuzje, prezentowałem równą i stabilną formę. Do tego, jak sądzę, w drużynie cieszę się szacunkiem kolegów. Czy to była dla mnie niespodzianka? Nie. Po cichu liczyłem się z tym, że opaska trafi na moją rękę.

Przed wami mecz z Górnikiem, który w drugiej kolejce zaskoczył chyba też samego siebie [zwycięstwo 2:1 w Lubinie z Zagłębiem]. Kibice w Gdyni liczą na zwycięstwo, ale żeby tak się stało, musicie w końcu strzelić bramkę.

- Jesteśmy pozytywnie nastawieni i na pewno wyjdziemy na boisko po trzy punkty. Niestety nie pomogę kolegom w ofensywie, ale postaram się, by zagrać na zero z tyłu. Co do Górnika, to oni będą musieli dostosować się do nas, a nie my do nich.

Rozmawiał Maciej Korolczuk