Bohater derbów - Piotr Wiśniewski

To nie był mój mecz, ale strzeliłem zwycięską bramkę, więc jestem megaszczęśliwy. Strzelić jedyną bramkę w derbach, to jest coś!
Łukasz Pałucha: Wygraliście piąte z rzędu derby z Arką, ale łatwo nie było.

Piotr Wiśniewski: Oj, nie szło nam. Arka była zmobilizowana i agresywnie walczyła. To było ciężkie spotkanie. Na pewno najtrudniejsze ze wszystkich ostatnich derbów.

Tak jak w meczu z Legią był pan tylko zmiennikiem. Teraz znacznie wcześniej wszedł pan na boisko, ale nie rozruszał tak drużyny jak w Warszawie.

- Nie byłem przygotowany na tę zmianę. Zdążyłem tylko pobiegać przez jakieś dwie minuty. Musiałem sobie przedłużyć tę rozgrzewkę w meczu. Nie grało mi się dobrze, nie byłem widoczny. Mogę śmiało powiedzieć, że to nie był mój mecz, ale strzeliłem zwycięską bramkę, więc jestem szczęśliwy. Strzelić jedyną bramkę w derbach to jest coś. A więc jestem nie tylko szczęśliwy, ale nawet megaszczęśliwy.



Jak wyglądał ten gol z perspektywy murawy?

- Mieliśmy rzut wolny. Najpierw zbyt szybko wybiegłem i byłem na spalonym, ale kiedy Paweł Nowak podbiegał do piłki, szybko wróciłem i zgubiłem krycie. Instynktownie strzeliłem, a jak się odwróciłem, to widziałem, że piłka jest w bramce razem z bramkarzem Arki.

To pana druga bramka w derbach z Arką. Którą bardziej pan ceni?

- Tamta pierwsza była mimo wszystko chyba cenniejsza. Byliśmy w ogonie tabeli [Wiśniewski strzelił gola w derbach na Traugutta na wiosnę 2009 r., Lechia wygrała 2:1], broniliśmy się przed spadkiem. Wygraliśmy wtedy po dobrym meczu, wyprzedziliśmy Arkę w tabeli. To pozwoliło nam uchronić się przed degradacją.

Niewiele brakowało, a między piłkarzami obu drużyn doszłoby do regularnej bijatyki...

- Nikt nie chciał odpuścić. To jest męska gra. To są derby, emocje wzięły górę. Na szczęście obyło się bez większych urazów, nikt nie wylądował w szpitalu. Ale było bardzo, bardzo gorąco.

Arka nawet po stracie bramki nie ruszyła do ataku, nie postawiła wszystkiego na jedną kartę. Zaskoczyło to pana?

- To jest taka drużyna. W defensywie są bardzo poukładani, dobrze ustawieni taktycznie. Jeszcze niejeden zespół będzie miał kłopoty, żeby strzelić im bramkę. Z przodu ma zdecydowanie mniej atutów, a że my w obronie gramy równie dobrze, na nic Arce nie pozwoliliśmy.

Po tym zwycięstwie awansowaliście na 3. miejsce w tabeli. Jako cel macie postawione pozycje 4-6, ale chyba już czas go zweryfikować. Walczycie o puchary?

- Nie, nie. O pucharach nie myślimy. Dla nas najważniejsze jest najbliższe spotkanie. To była dopiero 9. kolejka. Będziemy robić wszystko, aby jak najdłużej kontynuować zwycięską passę, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy.

Przed wami ciężki koniec rundy jesiennej. Już tylko dwa razy zagracie u siebie, czekają was wyjazdy na mecze z Wisłą Kraków, Polonią Warszawa i Lechem Poznań.

- Dlatego tym bardziej trzeba się cieszyć, że wygraliśmy trudny mecz z Arką. Kalendarz nas nie rozpieszcza, czekają nas ciężkie mecze, ale już na Legii pokazaliśmy, że żaden przeciwnik nie jest nam straszny.