Sport.pl

Piłkarze do Arki: dawajcie kasę!

Kilkunastu byłych i obecnych piłkarzy Arki Gdynia złożyło do sądu pozwy przeciwko klubowi. Żądają w sumie ponad 3 mln zł za awans, którego nie wywalczyli na boisku
Pod koniec sezonu 2006/2007 umoczona w korupcję Arka została karnie zdegradowana z ekstraklasy. Władze klubu, by uniknąć spadku o dwie klasy rozgrywkowe (do III ligi) natychmiast podniosły piłkarzom premie za zwycięstwa w ostatnich kolejkach. Arka zajęła w ekstraklasie 11. miejsce.

Już w II lidze podwyższone pod koniec poprzedniego sezonu premie za zwycięstwa zostały utrzymane, podobnie jak skład, któremu klub podniósł pensje o 60 proc.! Zanim sezon się rozpoczął trener Wojciech Stawowy miał też wyznaczyć kilku piłkarzy, z którymi klub przedłuży umowy o rok, dwa lub trzy sezony.

- To bzdura, że jako trener ustalałem długość czy wysokość kontraktów piłkarzy - mówi obecny szkoleniowiec GKS Katowice. - Nigdy nie znałem, ani tym bardziej nie ustalałem umów zawodników. Od tego byli inni. Jedyne, co leżało w moich kompetencjach, to rozdzielanie premii meczowych. Każdy, kto twierdzi inaczej, będzie podany do sądu!

W gronie piłkarzy, którym przedłużono kontrakty, był m.in. 33-letni wtedy Olgierd Moskalewicz.

- Kontrakt z Moskalewiczem podpisaliśmy na trzy lata. "Olo" był wiodącą postacią drużyny, dlatego uznaliśmy, że taka umowa będzie adekwatna - wyjaśnia Stawowy.

Czy władze klubu nie mogły wówczas zablokować sugestii Stawowego?

- Można było to zrobić, ale wyobraża pan sobie reakcję trenera? - pyta Krzysztof Sampławski, ówczesny prezes klubu.

Latem 2007 r. piłkarzom został przedstawiony nowy regulamin premiowania. Jak ustaliła "Gazeta" za każde zwycięstwo w II lidze piłkarze Stawowego mieli obiecane 120 tys. zł. Kto ustalił regulamin?

- Kiedy 1 lipca rozpoczynałem pracę przy Olimpijskiej, regulamin premiowania meczów był już ustalony przez trenera Stawowego i prezesa Krauze - wyjaśnia ówczesny dyrektor sportowy klubu Piotr Burlikowski, dzisiaj pełniący podobną funkcję w II-ligowym Zawiszy Bydgoszcz.

Premie za zwycięstwa były zamrożone i miały zostać wypłacone tylko wtedy, jeśli Arka zapewni sobie na boisku (poprzez "współzawodnictwo sportowe") powrót do ekstraklasy.

Piłkarze na zapleczu ekstraklasy zajęli dopiero 4. miejsce, ale na skutek degradacji z ekstraklasy Korony Kielce i Zagłębia Lubin (także za korupcję) liga została uzupełniona właśnie o czwartą w tabeli II ligi Arkę. Stawowego już jednak w klubie nie było, bo na dziewięć kolejek przed końcem został zwolniony (zastąpił go jego były asystent Robert Jończyk).

- Po moim odejściu chciałem porozmawiać z prezesem Krauze, ale nie dopuszczono mnie do niego. Chciałem mu wszystko wyjaśnić, ale w klubie usłyszałem, że w sprawie rozwiązania ze mną kontraktu mam iść do sądu - tłumaczy Stawowy.

Po trzech latach, na kilkanaście dni przed upływem przedawnienia sprawy, do Piłkarskiego Sądu Polubownego PZPN i Sądu Okręgowego w Gdańsku wpłynęło 13 pozwów, w których byli (i obecni!) piłkarze Arki domagają się od klubu w sumie prawie 3 mln zł. Oprócz premii za zwycięstwa w II lidze, zawodnicy chcą też pieniędzy za 10 remisów (każdy z nich został wyceniony na 60 tys. zł do podziału na drużynę). Jak ustaliliśmy, trener Stawowy ani razu nie zwrócił się wówczas do zarządu z wnioskiem o przyznanie takiej premii, choć mógł to zrobić, gdyby uznał, że dany remis jest istotny w walce o powrót do elity.

Jak usłyszeliśmy w Gdyni zapis mówiący o "współzawodnictwie sportowym" piłkarze zinterpretowali bardzo dowolnie. W sądzie PZPN pozwy złożyli: Bartosz Ława, Damian Nawrocik, Marcin Chmiest, Marek Szyndrowski i Norbert Witkowski, z kolei przed sądem powszechnym swoich racji dochodzić będzie Łukasz Kowalski, Andrzej Bledzewski, Grzegorz Niciński, Bartosz Karwan, Dariusz Ulanowski, Tomasz Sokołowski, Marek Baster i Paweł Weinar. Jak ustaliliśmy, tylko Sokołowski sądzi się z Arką o ponad 150 tys. zł.

Wszyscy domagają się pieniędzy za awans, którego nie byli w stanie wywalczyć na II-ligowych boiskach. Jak mówi "Gazecie" Stawowy, on z premii zrezygnował. - Zrzekłem się tych pieniędzy i dzisiaj mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że tego nie żałuję, bo po prostu mi się one nie należały. A powiem panu, że były spore. Moi znajomi pukali się w głowę, kiedy im mówiłem z jakich kwot zrezygnowałem.

Równolegle do procesów o premie meczowe, dodatkowo dwóch piłkarzy z ówczesnej kadry żąda od Arki pieniędzy za tzw. wejściówki, a więc premii za udział w danym meczu (bez względu na to, czy spotkanie było o punkty, sparingiem czy meczem w rezerwach klubu). W porównaniu do zamrożonych premii za zwycięstwa w II lidze sumy, jakie wchodzą w grę w tym przypadku są symboliczne (wahają się od 1,5 do 9 tys. zł za jeden mecz).

W gronie piłkarzy, którzy domagają się premii, wynikających z awansu do ekstraklasy są także piłkarze z obecnej kadry (Witkowski, Bledzewski) oraz pracownik klubu (Ulanowski), ale nie chcą o tym rozmawiać.

- Dla mnie nie ma tematu. To są stare sprawy, które na obecną sytuację nie mają najmniejszego wpływu - ucina kapitan Arki Witkowski.

- Nie chcę o tym rozmawiać - dodaje Bledzewski. Ulanowski: - Nie mogę jeszcze o tym mówić.

- Piłkarze nie mają szans na wygranie tych spraw w sądach - mówi Sampławski. - Tych pozwów jest tak dużo, że nie ma szans, by spory między Arką a jej byłymi piłkarzami zakończyły się przed końcem 2011 r. Mimo to uważam, że działania obecnych władz, które przewidują rezerwę na ewentualne wypłaty tych premii, świadczą o ich odpowiedzialności - podkreśla Sampławski dodając, że z drugiej strony stara się zrozumieć postępowanie piłkarzy. - Moim zdaniem zadziałał tu mechanizm instynktu stadnego. Nie ma w tym nic zdrożnego, że piłkarze domagają się tych premii. Mają prawo interpretować rzeczywistość, jak chcą. A piłka to biznes, tu nie ma miejsca na moralność.

Jeśli Arka przegra proces w PZPN, będzie mogła odwołać się do Trybunału Arbitrażowego PKOl, choć na ostatnim zjeździe związku pojawiły się głosy, aby go zlikwidować. To by oznaczało, że kluby w sporach z piłkarzami, w przypadku niekorzystnych dla siebie wyroków nie miałyby możliwości odwołania do żadnej instancji. Wyroki PZPN byłyby niepodważalne i ostateczne.

Jeśli Arka przegra procesy, będzie musiała zapłacić byłym i obecnym piłkarzom ponad 3 mln zł (zaległe premie plus odsetki). W przeciwnym razie grozi jej odebranie punktów, a w najgorszym razie relegacja z ekstraklasy.



Dla Gazety

Marcin Wojcieszak

adwokat reprezentujący interesy Arki

Za awans do pierwszej ligi uznaje się wyłącznie awans na zasadach określonych w Regulaminie Rozgrywek Polskiego Związku Piłki Nożnej. Arka zakończyła sezon 2007/2008 na 4. miejscu, które zgodnie z Regulaminem Rozgrywek PZPN nie było premiowane awansem do ekstraklasy. Gdyby nie degradacja innych klubów, gdynianie nie graliby w kolejnym sezonie w rozgrywkach wyższej klasy rozgrywkowej. Idąc logiką piłkarzy, równie dobrze mogliby zająć ostatnie miejsce w lidze i awansować do wyższej ligi, gdyby zostało z niej zdegradowanych odpowiednio dużo klubów.

Przeniesienie Arki do wyższej klasy rozgrywkowej nastąpiło na mocy zupełnie innej uchwały PZPN. Mówi ona o uzupełnieniu ekstraklasy, jeśli inny klub zostanie zdegradowany do niższej klasy rozgrywkowej. Uzupełnienie ligi bez wątpienia nie jest więc awansem na zasadach określonych w Regulaminie Rozgrywek PZPN, dlatego żądania piłkarzy są całkowicie bezzasadne.

not. mkor