Beroe to dla Arki klub szczególny

List kibica Arki Gdynia
Po przeczytaniu artykułu "Ten rywal to bubel", który ukazał się w sobotę w "Gazecie", jestem wręcz oburzony i czuję się w obowiązku do wejścia w polemikę. Ten artykuł traktuję jako rzuconą rękawicę.

Uważam, że ocena doboru rywala na otwarcie stadionu jest niesprawiedliwa. Beroe Stara Zagora to klub dla Arki szczególny. Był jedynym w przypadku Arki rywalem, z jakim udało się zagrać w Pucharze Zdobywców Pucharów. Lechia Gdańsk też miała jednego rywala, i to szczęście w losowaniu, że był to Juventus Turyn.

Przygodą Arki w pucharach niektórzy kibice żyją do dziś. Inny rywal, prezentujący o wiele wyższy poziom sportowy, nie byłby w żaden sposób odniesieniem do tamtych wydarzeń. Pierwszy skład West Ham United, Borussii Dortmund czy innej Malagi ni jak nie miałby odniesienia do meczów z 1979 r., o których starsi kibice opowiadali i opowiadają swoim synom, gdy pierwszy raz przyprowadzali ich na Ejsmonda czy Olimpijską. Taka jest historia i takie są realia. Tego się nie zmieni.

Odnosząc się do stwierdzenia, że Juventus to Juventus, a Beroe to Beroe, powiem tylko, że historia to historia. Żadna kopia pomysłu Lechii.

Do stwierdzenia o zaproszeniu przez trójmiejskie kluby Juventusu i Beroe trzeba powiedzieć, że Arka na otwarcie stadionu swojego rywala zaprosiła, a Lechia kupiła! Juve nie przyjeżdża tu z przyjaźni, tylko za konkretne pieniądze. Pewnie kilkaset tysięcy euro. Z kolei Bułgarzy przyjadą do Gdyni bez wynagrodzenia, można powiedzieć w zamian za gościnę.

Napisaliście, że Arka "przypomniała sobie" o zaproszeniu rywala w ostatniej chwili, a prawda jest taka, że Arkę taka sytuacja zastała. Plany były zupełnie inne. Myślę, że z doboru partnera na otwarcie stadionu odpowiedzialne osoby wywiązały się znakomicie. Powody są dwa - otwarcie stadionu to ma być święto, zabawa, dlatego też Wisła Kraków nie była najdogodniejszym rywalem. Nie jest to również licytacja - kto wyda więcej pieniędzy na mocniejszego rywala. Biorąc pod uwagę ograniczenia czasowe Beroe, to świetny partner. Nie zapominajmy, że w tym roku ta drużyna występowała na arenie międzynarodowej i jest aktualnym zdobywcą pucharu swojego kraju.

Ciekaw jestem, czy klub z Turynu w tak krótkim czasie zgodziłby się na przyjazd do Gdańska? Nawet jeśli nie miałby wtedy rozgrywek ligowych. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Dla mnie to ważna rzecz.

Jeszcze odnośnie stadionu, który "Gazeta" krytykuje. Ja też nie jestem wielce szczęśliwy, że będzie posiadał słupy ograniczające widoczność dla kilkuset osób. Pamiętajmy jednak, że na zdecydowanej większości meczów, nawet jak stadion będzie zapełniony w 90 proc., problem nie będzie istniał. Trzeba mierzyć siły na zamiary. Łatwo jest zadłużyć miasto i wybudować piękny, wielki i bardzo drogi stadion. To naprawdę nie jest sztuka.