Pasieka zachowuje spokój mimo braku zwycięstw

- Nie martwi mnie brak zwycięstw w sparingach. Po siedmiu meczach bez wygranej nikt z nas nie lamentuje - mówi po powrocie z drugiego obozu przygotowawczego przed rundą wiosenną trener Arki Dariusz Pasieka
Rozmowa z Dariuszem Pasieką, trenerem Arki

Maciej Korolczuk: Dwa obozy przygotowawcze za wami. Jest pan zadowolony z tego, co zrobiliście?

Dariusz Pasieka: Zrealizowaliśmy plan, jaki sobie założyliśmy, choć nie obyło się bez niespodzianek.

Jakiego rodzaju?

- Przede wszystkim kontuzji. Nikt nie przypuszczał, że poważnej kontuzji dozna Marcin Budziński. Potem mniejsze i większe problemy mieli dwaj bramkarze: Hirek Zoch i Michał Szromnik, z drużyną przez kilka dni nie trenował Miroslav Bożok, Wojciech Wilczyński, Adrian Sulima, Emil Noll i Rafał Siemaszko. Trochę tego było, ale mogło być gorzej. Z zaangażowania na treningach moich piłkarzy jestem zadowolony.

Ale z wyników w sparingach już chyba nie?

- Rok temu zimą wygraliśmy z Hajdukiem Split, zremisowaliśmy z Malagą i nikt nie krzyczał hurra. Dziś po siedmiu meczach bez zwycięstwa nikt nie lamentuje. Dwa zwycięstwa nam uciekły po golach w 90. minucie meczu. Dziwię się takiemu pytaniu, ale skoro padło to odpowiem, że nie. Nie martwi mnie brak zwycięstw w sparingach.

Sparingi są etapem przygotowań do meczów o punkty i miarą tego, co prezentuje drużyna przed rundą wiosenną.

- Ale żeby ktoś wygrał, ktoś musi przegrać. Wszyscy wygrywać nie mogą.

Przeważnie wygrywa lepszy.

- Widocznie byliśmy słabsi.

Nie martwi pana brak wzmocnień? Pytam o środek pomocy, gdzie waszym największym wzmocnieniem może okazać się paradoksalnie... powrót na lewą stronę Denisa Glaviny, co da możliwość gry w środku dla Bożoka.

- Ale nie tylko Bożok może grać w środku. Pozostali piłkarze też są w stanie wziąć ciężar gry na swoje barki, tak w ofensywie, jak i na pozycji kontuzjowanego "Budzika" [Marcina Budzińskiego]. A co do braku wzmocnień, to pracujemy nad tym. Do końca okienka transferowego ktoś powinien się w Gdyni zjawić.

Maksims Rafalskis, który jest reprezentantem swojego kraju nie byłby dla was wzmocnieniem?

- Szukamy piłkarzy o innym profilu, niż ci zawodnicy, których mamy. Rafalskis był podobny, więc szukamy dalej.

Jak wygląda powrót do zdrowia Budzińskiego?

- W piątek minęły cztery tygodnie rehabilitacji, trzeba dozować mu obciążenia. Marcin jest cały czas w treningu siłowym, a od tego tygodnia powoli będzie wchodzić na zajęcia na basenie. Wierzę, że wiosną Marcin wróci na boisko i nam pomoże. Ale powtórzę raz jeszcze: mam zaufanie do pozostałych piłkarzy, którzy spokojnie wypełnią lukę po Budzińskim.

Jesienią waszą największą bolączką było strzelanie goli i to był wasz cel na okres przygotowawczy. Trzy gole napastników w siedmiu meczach to dorobek, który na kolana nie rzuca.

- W dwóch z siedmiu meczów nie strzeliliśmy bramki to fakt. Patrząc w CV naszych piłkarzy, nie widać tam tysiąca strzelonych goli. Gdyby było inaczej, nie graliby w Arce. Ale ja staram się dostrzegać pozytywy. Naszą mocną stroną stają się stałe fragmenty gry i tutaj będziemy szukać swoich szans.

Ross miał być wzmocnieniem składu, ale w sparingach częściej wchodził z ławki.

- To nie jest typ napastnika, który będzie królem strzelców w ekstraklasie. Ross miał spore zaległości, które systematycznie nadrabia. Dysponuje szybkością, którą będziemy chcieli wykorzystać. To może dać szansę pozostałym zawodnikom.

Stęsknił się już pan za ligą?

- Mieliśmy kontakt z drużynami z ekstraklasy będąc w Turcji. Ruch Chorzów mieszkał z nami w hotelu, odwiedziła nas Lechia Gdańsk, a ja z kolei oglądałem ich w sparingu. Zajrzał też do nas trener Jagiellonii Białystok Michał Probierz, więc małą namiastkę ligi mieliśmy już teraz.

Czy słaba postawa Arki Gdynia w meczach sparingowych to powód do zmartwień?