Zawodnicy Arki imprezują, zamiast leczyć kontuzje

- Przekaż swoim kolegom, że jak jeszcze raz zobaczymy w Sopocie "Budzika" i Sieberta nawalonych i wytaczających się z lokalu, to inaczej porozmawiamy! W czwartek byli tak zrobieni, że się o drzwi potykali - krzyczał do Tadasa Labukasa przywódca kibiców Arki Mariusz "Megafon" Jędrzejewski.
Arka od pierwszego meczu rundy wiosennej prezentuje się bardzo słabo. Po dotkliwych porażkach z Wisłą Kraków i Lechem Poznań, przyszły dwa remisy ze słabszymi Górnikiem Zabrze i Zagłębiem Lubin. Forma zaprezentowana zwłaszcza w meczu z lubińskim zespołem spowodowała, że sympatycy gdyńskiego klubu zaczęli tracić cierpliwość. Dali temu wyraz już podczas konferencji prasowej, gdy trener gdynian Dariusz Pasieka tłumaczył się z trudnej sytuacji zespołu i słabej gry w piątkowym meczu. - Mamy ciebie dość. Chyba inny mecz oglądałeś! - krzyknął jeden z kibiców stojący za oknem sali konferencyjnej, słysząc tłumaczenia trenera.

Pasieka nie dał się sprowokować, czego nie można powiedzieć o jego zawodnikach, których parę metrów od sali konferencyjnej odwiedziła "delegacja" kibiców. Przewodził jej prowadzący od lat doping na meczach Arki Mariusz "Megafon" Jędrzejewski, który w ostrych słowach zwrócił się do wychodzącego akurat z szatni Tadasa Labukasa (nie grał w tym meczu z powodu kartek). - Tadas! Chodź no tu! Przekaż swoim kolegom, że jak jeszcze raz zobaczymy w Sopocie "Budzika" [Marcin Budziński] i Sieberta nawalonych i wytaczających się z lokalu, to inaczej porozmawiamy! Nie będziemy się za nich wstydzić! W czwartek byli tak zrobieni, że się o drzwi potykali! - grzmiał o dwójce leczących kontuzje zawodników rozeźlony "Megafon".

Labukas sprawiał wrażenie, że nie wie o co chodzi i starał się załagodzić sytuację. Inaczej zareagował obrońca Arki Robert Bednarek, który akurat pojawił się na korytarzu. - Sam im to powiedz, jak taki mądry jesteś! - odkrzyknął do przywódcy kibiców i oddalił się z miejsca zdarzenia.

Sam Jędrzejewski po chwili sam się oddalił, dziennikarzowi "Gazety" odmówił jednak komentarza. O wypowiedź poprosiliśmy więc dyrektora sportowego gdyńskiego klubu Andrzeja Czyżniewskiego.

- Trudno mi się do tego odnieść, bo nie byłem świadkiem tego wydarzenia, ale sprawdzę o co i o kogo chodzi. Czy drużyna prowadzi się w niewłaściwy sposób? Pozostawię to pytanie bez komentarza. Takie sytuacje pozaboiskowe z pewnością nie pomagają drużynie, która znajduje się w trudnym położeniu - zakończył zasmucony dyrektor.

Arka w czterech meczach rundy rewanżowej zdobyła tylko dwa punkty i znajduje się na przedostatnim miejscu w tabeli piłkarskiej ekstraklasy.