Co zrobi nadpobudliwy Czech Frantisek Straka?

Straka ma trzy dni, by wpoić swoim piłkarzom mentalność zwycięzców, której ci do tej pory nie posiedli i do której nie mają predyspozycji - pisze Maciej Korolczuk z ?Gazety?.
Arka zajmuje w ekstraklasie przedostatnie miejsce. Do 8. lokaty, a więc celu postawionego przed drużyną przed rozpoczęciem sezonu, traci już osiem punktów. Przerwę na mecze reprezentacji władze klubu wykorzystały na zmianę szkoleniowca. Wybór padł na Czecha Strakę, którego Arce polecił... Duszan Radolski.

Najpierw Dariusza Pasiekę miał zastąpić Libor Pala, ale po rozmowie z dyrektorem Andrzejem Czyżniewskim Czech się rozmyślił, mówiąc, że "Arka ma inną wizję". Później Arka skontaktowała się z Dragomirem Okuką, ale Serbowi nie uśmiechała się rola strażaka, zatrudnianego na dwa miesiące. On w misję utrzymania zespołu w elicie uwierzyć nie chciał i mimo, że Polskę wspomina ciepło, przedłużył sobie wczasy co najmniej do końca czerwca.

W tym samym czasie jak gdyby nigdy nic Pasieka wrócił do klubu, (równy tydzień temu we wtorek) w asyście kordonu dziennikarzy poprowadził jeden trening, by dzień później z rąk przewodniczącego rady nadzorczej Witolda Nowaka odebrać dymisję.

W czasie gdy Pasieka zastanawiał się nad swoim losem, Arka zdołała nakłonić do pracy w Gdyni Radolskiego. Jak ustaliliśmy, we wtorkowy wieczór Słowak zgodził się stanąć za sterami tonącej Arki, by w środę rano stwierdzić, że to nie jest jednak wymarzone miejsce pracy. I tak oto, z polecenia wycofującego się z Gdyni Radolskiego, przy Olimpijskiej pojawiło się nazwisko Straki, ekscentryka z Czech, który gdziekolwiek się nie pojawi, wywołuje poruszenie. Opinie o jego motywacyjnych umiejętnościach nie są wyssane z palca. Kiedy skontaktowaliśmy się z dziennikarzem największej czeskiej gazety "Lidove noviny" Petrem Adamem, ten podkreślał, że Straka ma w ojczyźnie opinię "specjalisty od ratowania drużyn przed spadkiem" oraz "impulsywnego i nadpobudliwego motywatora, który nie potrafi usiedzieć w jednym miejscu".

Straka trafia na specyficzny grunt. W Gdyni całkowitemu przewartościowaniu ulegał warsztat trenerski takich tuzów jak Wojciech Stawowy czy Czesław Michniewicz. Na dłuższą metę nie działała magia ludzi z drugiego szeregu tj. Roberta Jończyka, nie wypalił pomysł z niemiecką szkołą Pasieki, a poza ekstraklasę karuzela na ławce trenerskiej w Gdyni na długo wyrzuciła jego poprzednika Marka Chojnackiego.

Na początku pracy Straki w Gdyni pewne jest jedno. Czech ma niezwykle trudne zadanie, by efekt nowej miotły zadziałał. Najpierw zabierze swoją drużynę do Łodzi na mecz z Widzewem. Po dwóch-trzech treningach Straka nie będzie jeszcze znał wszystkich imion, a przyjdzie mu wymagać ofensywnej taktyki, o której w Gdyni ktoś kiedyś coś słyszał, ale na własne oczy nie widział.

Straka ma trzy dni, by wpoić swoim piłkarzom mentalność zwycięzców, której ci do tej pory nie posiedli i - co gorsza - jak pokazują wyniki nie tylko obecnego sezonu, ale i poprzednich, do której nie mają predyspozycji.

Więcej o: