Sport.pl

Wicelider przedłuża nadzieje na tytuł, Arka coraz bliżej spadku

Drużyna z Gdyni należy do najbardziej pechowych w całej ekstraklasie. W niedzielę w Białymstoku przeważała, grała piłką i miała wiele sytuacji strzeleckich. Ale do Gdyni i tak wraca na tarczy.
Czy Arka utrzyma się w ekstraklasie? Podyskutuj na naszym Facebooku

Arka idzie w dobrym kierunku, ale może nie starczyć jej czasu. Nie można również powiedzieć, żeby sprzyjało jej szczęście. W sobotę najpierw Polonia Bytom, bezpośredni rywal gdynian w walce o utrzymanie, nieoczekiwanie ograła na wyjeździe chorzowski Ruch i odskoczyła Arce na trzy oczka. Następnie hiobowe wieści przyszły z Krakowa, gdzie goniąca gdynian Cracovia zdeklasowała mierzącą w europejskie puchary Lechię Gdańsk aż 3:0 i zbliżyła się do gdynian już tylko na jeden punkt.

Przed spotkaniem zarówno zawodnicy jak i nowy trener Arki Frantisek Straka mieli więc świadomość wagi meczu w Białymstoku. Szkoleniowiec postawił wszystko na jedną kartę, ustawiając przedostatni zespół tabeli na boisku wicelidera w ofensywnym ustawieniu z dwoma napastnikami. Parę na szpicy mającą przynieść Arce pierwsze w tym sezonie zwycięstwo na wyjeździe tworzyli Joseph Mawaye i Tadas Labukas. To jednak nie oni tworzyli pod bramką Grzegorza Sandomierskiego największe zagrożenie, tylko... obrońca Emil Noll.

Już chwilę po pierwszym gwizdku kibice otrzymali dowód, że będą tego dnia świadkami twardej walki o każdy metr boiska. Rozpędzony Tomasz Kupisz wręcz zdemolował jedną z band reklamowych okalających boisko. Pierwsze minuty upłynęły pod znakiem falowych ataków gospodarzy, którzy rozpoczęli spotkanie bardzo zdeterminowani. Blisko szczęścia był dwukrotnie Tomasz Frankowski. Najpierw w ostatniej chwili został zablokowany przez bramkarza Arki Marcelo Moretto, a następnie z rzutu wolnego trafił w słupek. Wtedy jednak obudziła się Arka. Bomba z rzutu wolnego Nolla zupełnie zaskoczyła Sandomierskiego, jednak po odbiciu się od poprzeczki wylądowała tuż przed linią. W pierwszej połowie próbował jeszcze Maciej Szmatiuk, zabrakło mu jednak prezycji.


Polecamy - Najnowsze informacje o Arce Gdynia tylko na trojmiasto.sport.pl



Pierwsze minuty drugiej odsłony spotkania przebiegły w żółwim tempie. Zawodników przebudził dopiero kolejny mocny strzał Nolla z rzutu wolnego. Chwilę później bliski szczęścia był Glavina. I gdy wydawało się, że Arka dopnie swego i wyjdzie na prowadzenie, gola zdobyła... Jagiellonia. Błąd Roberta Bednarka i Pawła Zawistowskiego wykorzystał wprowadzony chwilę wcześniej na murawę Marcin Burkhardt. Po golu dla gospodarzy z zawodników Arki uszło powietrze. Do końca meczu nie zdołali już poważnie zagrozić bramce Sandomierskiego.

Porażka w Białymstoku stawia gdynian w bardzo niełatwej sytuacji, zwłaszcza w kontekście najbliższej kolejki, w której Arka zmierzy się na własnym boisku z Cracovią. W przypadku porażki - spadnie na ostatnie miejsce w ligowej tabeli.