Mówi Maciej Szmatiuk, kapitan Arki: Trzeba zacząć zapieprzać!

- Nigdy nie zgodzę się, jeśli ktoś mi zarzuci brak charakteru, ambicji czy zaangażowania. Już po meczu z Zagłębiem powiedzieliśmy sobie, że to jest wojna o utrzymanie w lidze!

Polecamy - Co o grze Arki sądzi prokurator Bogdan Szegda



Maciej Korolczuk: Jak wyglądały przygotowania do najważniejszego meczu w sezonie?

Maciej Szmatiuk: Po dwóch meczach na zero z przodu i biorąc pod uwagę nasze generalne problemy w ataku, najwięcej czasu poświęcaliśmy właśnie grze w ofensywie. Tam jest największa potrzeba zmian. Nasze 12 strzelonych goli przy np. 21 bramkach Polonii Bytom i Ruchu pokazuje, że to nasz największy problem. Jeśli chcemy wygrywać, musimy się rozstrzelać. Dość gadania, trzeba zacząć zapieprzać!

Skoro o zmianach mowa. Po trzech tygodniach treningów ze Straką, jakie są największe zmiany w stosunku do jego poprzednika Dariusza Pasieki?

- Trener kładzie duży nacisk na komunikację, przesuwanie po boisku, współpracę między formacjami, rozgrywanie akcji po przechwycie piłki. Do tej pory bywały sytuacje, kiedy obok kolegi z piłką ktoś stał i nawet się nie odezwał, żeby mu podać. To są niuanse, ale jeśli brakuje ich na boisku, gra się nam ciężko.

Do meczu z Cracovią podchodzicie ze świadomością, że to jeden z dwóch rywali wiosną - obok Polonii Bytom, którzy są w waszym zasięgu?

- Tu nie chodzi o Cracovię, tylko o fakt, że gramy u siebie. Na swoim stadionie musimy wygrywać, bez względu na to, z kim gramy. Jeśli nie chcemy, żeby drużyny, które są przed nami, nam uciekły jeszcze bardziej, w niedzielę musimy wygrać za wszelką cenę.

Walka o utrzymanie wydaje się tym trudniejsza, że terminarz też was nie rozpieszcza. Za tydzień gracie z Polonią w Warszawie, a potem to już derby z Lechią.

- Które w końcu chcę wygrać, bo na razie dostajemy tylko w łeb.

Pamięta pan ostatnie zwycięstwo Arki?

- Jesienią z Koroną?

Tak. To już prawie pół roku.

- Potem był remis ze Śląskiem, a potem dostaliśmy w pałkę od Polonii Bytom i Legii. Tym bardziej najwyższy już czas na zwycięstwo.

Czy w ostatnich tygodniach pana rola jako kapitana się zmieniła?

- Trener Straka dostaje ode mnie najwięcej informacji. Dużo rozmawiamy, trener oczekuje ode mnie reakcji na boisku i w szatni.

Rozmawiacie po angielsku?

- Najczęściej tak, bo czeski, mimo że teoretycznie jest podobny do polskiego, w praktyce się nie sprawdza. Już słowacki łatwiej zrozumieć.

Oprócz pana podobną rolę łącznika między drużyną a trenerem pełnią też Miroslav Bożok i Ervin Skela.

- Miro lepiej czuje czeski, więc coś nam może przetłumaczyć. Ervin tak jak trener mówi po niemiecku, więc też może pomóc. Bez względu jednak na język porozumiewamy się bez problemu, bo łączy nas jeden cel: utrzymanie Arki w ekstraklasie.

Kibice uważają, że Arka nie wygrywa, bo jedynymi osobami w klubie z charakterem są dyrektor Czyżniewski i trener Straka.

- Nigdy nie zgodzę się, jeśli ktoś mi zarzuci brak charakteru, ambicji czy zaangażowania. Już po meczu z Zagłębiem powiedzieliśmy sobie, że to jest wojna o utrzymanie w lidze! Być może właśnie przez tę nijaką drugą połowę meczu z Lubinem pojawiły się takie głosy. Wierzę, że mamy charakter, ale musimy go pokazać nie na treningu, nie w rozmowie, tylko na boisku. Charakter to nie jest krzyknięcie przez 25 facetów, że mamy jaja, tylko zapieprzanie przez 90 minut i wiara, że jest się w stanie wygrać z każdym. Udowodnimy, że trener i dyrektor nie są jedynymi ludźmi w klubie, którzy mają charakter. Kibice rozliczą nas z punktów, a nie z tego, co będziemy mówić.

No to jakim wynikiem zakończy się niedzielny mecz?

- Liczy się tylko zwycięstwo. Niech będzie nawet 5:4 dla Arki.


Więcej o: