Sport.pl

Wypowiedzi zawodników po najbardziej dramatycznych derbach Trójmiasta w historii

- Nie mogę uwierzyć w to co się stało i pewnie przez kilka dni to do mnie nie dotrze - mówił po zremisowanych 2:2 derbach z Lechią Gdańsk zszokowany kapitan Arki Gdynia Maciej Szmatiuk. - Nie wiem jak się teraz pozbieramy - dodał smutny pomocnik gospodarzy Miroslav Bożok.
Arka zdoła utrzymać się w ekstraklasie? Podyskutuj na naszym Facebooku

Maciej Szmatiuk, kapitan Arki:

Nie mogę uwierzyć w to co się stało i pewnie przez kilka dni to do mnie nie dotrze. Prowadziliśmy 2:0 w ostatnich sekundach z zespołem, który wcześniej nie oddał ani jednego celnego strzału na naszą bramkę, nie stwarzał sytuacji, ale mimo to nie wygraliśmy. Chyba zbyt wcześnie chcieliśmy być już w szatni i świętować zwycięstwo. Gola na 2:1 był ostrzeżeniem, ale nie zareagowaliśmy na nie odpowiednio. Szkoda, bo graliśmy naprawdę fajny mecz. Pokazaliśmy że potrafimy grać piłką, utrzymywać się przy niej.

Łukasz Surma, kapitan Lechii:

Cieszyliśmy się w szatni jak po zwycięstwie, bo właśnie tak odbieramy ten wynik. Graliśmy słabo, praktycznie nic nam się nie układało. Na szczęście do końca wierzyliśmy w przełamanie. Arka ukarana została za swoją postawę w końcówce. Chyba nie było zawodnika, który nie leżałby na boisku. Powiem szczerze że nie pamiętam meczu z tak dużą liczbą udawanych fauli. My graliśmy natomiast do końca i zostaliśmy za to nagrodzeni.

Filip Burkhardt, pomocnik Arki:

Pokazaliśmy że potrafimy grać w piłkę i na pewno nie jesteśmy najsłabszą drużyną w lidze. Tylko co z tego skoro tak się to wszystko skończyło. Trudno mi w to uwierzyć. Z boiska zszedłem bo cztery razy dostałem w to samo kolano. Ból był zbyt silny, ale to nic w porównaniu z tym jak się teraz czujemy jako drużyna. Straciliśmy punkty, na które wcześniej zasłużyliśmy.

Miroslav Bożok, pomocnik Arki:

To tylko nasza wina, że nie wygraliśmy tego meczu. Nie ma co zwalać winy na sędziego, pretensje możemy mieć tylko do siebie. Popełniliśmy frajerskie błędy. Rywale oddali dwa strzały i strzelili dwa gole. W dodatku w jakich okolicznościach... Pozostaje nam tylko przeprosić kibiców. Byliśmy blisko dania im szczęścia, ale zawiedliśmy. Nie wiem jak się teraz pozbieramy.

Paweł Kapsa, bramkarz Lechii:

Pierwszy raz uczestniczyłem w takim meczu. Przegrywaliśmy 0:2, zegar tykał, a nic nie zapowiadało, że może się coś zmienić. Przecież nie stworzyliśmy sobie ani jednej sytuacji do zdobycia bramki, gra się nam nie kleiła. Mimo to podnieśliśmy się z kolan, pokazaliśmy charakter. Przy tej ostatniej akcji wszyscy krzyczeli, żebym poszedł do przodu, więc to zrobiłem. To był taki akt desperacji, ale zakończyło się wszystko szczęśliwie. Przy drugim golu na 2:0 piłka po strzale Labukasa dostała rotacji i w ostatniej chwili skręciła. Mogło to dziwnie wyglądać, ale takie są te piłki. W sumie mamy jednak remis, który jest dla nas jak zwycięstwo.

Polecamy - Najnowsze informacje o Arce Gdynia i Lechii Gdańsk tylko na trojmiasto.sport.pl