Sport.pl

Wielkie Derby Trójmiasta na remis. Kunktatorstwo nie popłaca!

Gdyby piłkarze Arki więcej myśleli o grze w piłkę, a nie o tanim aktorstwie w końcu wygraliby derby z Lechią. - To co wyprawiali piłkarze Arki, by opóźnić grę lubi się mścić - ocenił trener Lechii Tomasz Kafarski.
Arka zdoła się utrzymać? Podyskutuj na naszym Facebooku

Wychodząc na boisko piłkarze Arki i Lechii mieli z tyłu głowy wyniki kolejki cudów. Tak gospodarzy, jak i podopiecznych Tomasza Kafarskiego rozjuszył wynik z Bytomia, gdzie Polonia sensacyjnie pokonała Jagiellonię. Dla Arki wynik fatalny, bo oznaczający stratę trzech punktów do bezpiecznego miejsca w tabeli. Dla Lechii najlepszy z możliwych, dający gdańszczanom okazję zbliżenia się do wicelidera z Białegostoku na zaledwie trzy punkty. Humory lechistom poprawili także piłkarze Górnika i Zagłębia, którzy wygrali kolejno z Wisłą Kraków i Lechem Poznań.

Obie drużyny na boisko niezwykle zmotywowane. Już w 2 min. Luka Vućko brutalnie sfaulował Filipa Burkhardta, za co zobaczył żółtą kartkę. W pierwszej części meczu wzajemnych prowokacji, brzydkich fauli i momentami prymitywnych prób wymuszenia kartek dla rywali było mnóstwo. Dość powiedzieć, że tylko do przerwy sędzia Dawid Piasecki ze Słupska aż sześciokrotnie sięgał po żółte kartki.

O ile faulami i brzydką, przerywaną gwizdkiem sędziego grą można było obdzielić kilka meczów, o tyle piłki w piłce było jak na lekarstwo. Rozczarowywała szczególnie Lechia, która przyzwyczaiła kibiców do widowiskowej i szybkiej gry. W derbach z Arką o finezji mowy być nie mogło. Przy Olimpijskiej w cenie były wczoraj twarde łokcie i chłodne głowy, czego zabrakło w końcówce pierwszej połowy niemal wszystkim piłkarzom. W polu karnym Arki padł jak rażony piorunem Abdou Traore, natychmiast podbiegł do niego brazylijski bramkarz Marcelo Moretto, w mało wybredny sposób tłumacząc mu, co myśli o jego próbach wymuszenia rzutu karnego. Na boisku się zagotowało, a za rozładowanie napięcia wziął się... kipiący od emocji trener Arki Frantisek Straka. Czech wbiegł na boisko i kolejno odciągał na bok swoich piłkarzy.

Arka na przerwę schodziła z jednobramkowym prowadzeniem. W przerwie między przepychankami i dyskusjami znalazła czas na strzelenie bramki. W 32. min. z rzutu rożnego piłkę dośrodkował Paweł Zawistowski, a w ogromnym tłoku na linii bramkowej najwięcej przytomności zachował najlepszy piłkarz Arki wiosną Emil Noll, zdobywając trzeciego gola w tym sezonie. Swoje szanse miał też Marciano Bruma i Tadas Labukas. Holender przez kwadrans grał jako prawoskrzydłowy, ale po zejściu z boiska kontuzjowanego Michała Płotki wrócił do defensywy.

Lechia przed przerwą do zdobycia bramki miała... pół okazji. W 5. min Bedi Buval zabrał piłkę Płotce, podał na skrzydło do siejącego wiatr Ivansa Lukjanovsa, który odegrał ją do Traore. Najlepszy piłkarz Lechii zwlekał z oddaniem strzału, przez co piłka uciekła mu za końcową linię.

Futbol zastąpił tani uliczny boks po przerwie. Lechia przerwała wymianę ciosów, dochodząc do wniosku, że w taki sposób wyniku nie zmieni. Arka się cofnęła, licząc że ofensywniej usposobieni rywale się odkryją. Cierpliwość i mrówcza praca w defensywie gospodarzy została nagrodzona w 88. min., kiedy Duarte wymienił piłkę z Pawłem Czoską, który po raz drugi w tym sezonie po wejściu z ławki zaliczył asystę. Tym razem Czoska zaufał Labukasowi, a ten strzelił swoją siódmą bramkę w tym sezonie. Gdynia oszalała z radości, ale po siedmiu kolejnych minutach (sędzia doliczył pięć minut) przy Olimpijskiej cieszyli się jedynie piłkarze Lechii. Najpierw w 89. min. rozkojarzenie defensorów Arki wykorzystał Paweł Nowak, a w ostatniej minucie doliczonego czasu gry z najbliższej odległości wyrównującą bramkę strzelił Vućko.

Kafarski: Emocji rzeczywiście było wiele, a sporo dołożył od siebie sędzia, do przerwy nadmiernie gwizdając faule - skomentował Tomasz Kafarski, trener Lechii. - Po przerwie zaczęła się gra w piłkę. Chciałbym oddać wielki szacunek moim piłkarzom, że przy takim wyniku, przy tak grającym rywalu, potrafili się podnieść. Ten punkt traktujemy jak zwycięstwo. Chcę pochwalić naszych rywali, bo Arka postawiła nam mocne warunki. Tak grająca jest w stanie zdobyć tyle punktów, by w przyszłym sezonie w Trójmieście ponownie odbyły się derby w ekstraklasie.

W wynik meczu nie mógł uwierzyć z kolei trener Arki. Czech zwyczajowo nie mający problemów z artykuowaniem tego, co myśli, długo dochodził do siebie, cedząc każde zdanie. - Muszę opanować emocje, nie mogę w to uwierzyć - kręcił głową. - Straciliśmy punkty, ale zagraliśmy bardzo dobry mecz. Chcieliśmy grać agresywnie, bo wiedzieliśmy na co stać Lechię. Nie mogliśmy im zostawić wiele miejsca, by nie mogli grać swojej piłki. Byliśmy gotowi na grę przez 90 minut. O resztę proszę pytać sędziego. Ten wynik jest dla nas jak porażka - tłumaczył Straka.

Kafarski dodał: - Nasza gra była uzależniona od tego, co grała Arka. To co piłkarze Arki wyczyniali w drugiej połowie, kiedy wymuszali opóźnienie gry, np. przez zachowanie Pawła Zawistowskiego, który jest znoszony na noszach, a chwilę później następuje cudowne ozdrowienie, czasem się mści.

- Gole tracone w końcówce to nasz wielki problem. Może to mentalność moich piłkarzy? - zastanawiał się Straka.

Polecamy - Kibole Arki Gdynia podszyli się pod fanów reprezentacji Polski