Sport.pl

Piłkarze Arki nie mają pretensji o groźby kiboli

Po środowym meczu z Ruchem Chorzów w którym Arka Gdynia uległa gościom 0:2, pseudokibice gdyńskiego klubu zaczęli wygrażać swoim piłkarzom. ?Jeszcze jeden mecz przegracie, murowany wpier... macie!? - skandowali na trybunach i pod szatnią piłkarzy. Zawodnicy nie wyszli do rozwścieczonych fanów, ale skomentowali ich reakcję.
Po meczu piłkarze Arki byli w tak minorowych nastrojach, że większość z nich odmawiała wywiadów. Z nosem na kwintę mijali dziennikarzy zarówno Filip Burkhardt, jak i Rafał Siemaszko i Robert Bednarek. Jako pierwszy na odwagę zebrał się Miroslav Bożok.

- Rozumiem nastroje kibiców po takim meczu. Szybko straciliśmy gola i Ruch się cofnął na swoją połowę, a nam ciężko się gra przeciwko tak zabarykadowanemu przeciwnikowi. Z trybun wyglądało to tak, że nam nie zależy. A tak nie jest. Staramy się, ale dziś nic nam nie wychodziło. Na pewno taka reakcja kibiców to lekka przesada, ale jestem w stanie ich zrozumieć i nie mam pretensji - podkreślił Słowak.

W dużo ostrzejszym tonie o postawie drużyny i wizycie kiboli pod szatnią wypowiedział się Maciej Szmatiuk. - Nie dziwię się ich reakcji. Będąc na ich miejscu chyba nawet zachowałbym się tak samo. Kibice płacą za bilety i oczekują walki, zaangażowania. A co otrzymali? Wygląda to tak, jakbyśmy wcale nie bili się o utrzymanie. Oni nas dopingują cały mecz, a czym my się odwdzięczamy? Zawodnicy pobierają bardzo dobre pensje, więc należy oczekiwać od nich adekwatnego zaangażowania. Wielu z nich już w czerwcu kończą się kontrakty. Nie wiem co o tym myśleć, nie wejdę nikomu do głowy. Ale skoro do tego czasu będą otrzymywać pieniądze, to ich zasranym obowiązkiem jest zasuwać na boisku do ostatniego tchu! Tego dzisiaj zabrakło. Teraz przed nami mecz z Koroną. To taki zespół, z którego można zedrzeć punkty, więc musimy tam zagrać jakbyśmy grali o życie - zakończył kapitan gdyńskiego zespołu.