Piłkarze żegnają Arkę, Arka - ekstraklasę

Bez względu na to, czy Moretto wróci jeszcze do Gdyni, czy nie, zdążył w Arce sporo namieszać. Nie dość, że nie pomógł jej na boisku, to jeszcze przed ważnym meczem z Koroną zasiał ferment w szatni - pisze Maciej Korolczuk z ?Gazety?.
Jego zachowanie jest kwintesencją wszystkiego, co działo się w Arce przez ostatnie dwa sezony. Odkąd w klubie rządy przejął duet Witold Nowak - Andrzej Czyżniewski z klubu odeszło 32 piłkarzy! W większości czyszczenie szatni dotyczyło słabych i przepłacanych piłkarzy. W ich miejsce sprowadzono tańszych i - jak pokazują wyniki trzeciego sezonu z rzędu - wcale nie lepszych następców. Trafione transfery można wyliczyć na palcach jednej ręki: Joel Tshibamba, Tadas Labukas, Miroslav Bożok. Gdyby dla (nie)równowagi przypomnieć nazwiska piłkarzy, którzy przy Olimpijskiej się nie sprawdzili, lista wyglądałaby jak książka telefoniczna.

Moretto wypiął się na swoich kolegów, bo trener Frantisek Straka słusznie odsunął go od składu (choć oficjalnie dał mu wolne do poniedziałku). Zachowanie Brazylijczyka jest skandaliczne, ale pokazuje też, jaką mentalność mają obcokrajowcy przyjeżdżający do anonimowego klubu gdzieś na wschodzie Europy. Moretto ma (miał?) z Arką zaledwie półroczny kontrakt, niewiele zarabiał, więc od pierwszego dnia traktował klub i miasto, jak halę przesiadkową na lotnisku. Lecąc z jednego końca świata na drugi, musiał się gdzieś zatrzymać, odczekać swoje, by móc lecieć dalej. Dokładnie tak samo Arkę potraktował Tshibamba, ale miał na tyle silnej woli i umiejętności, że jego półroczna przygoda z Arką przyniosła i jemu i klubowi same korzyści.

Bez względu na to, czy Moretto wróci jeszcze do Gdyni, czy nie, zdążył w Arce sporo namieszać. Nie dość, że nie pomógł jej na boisku, to jeszcze zasiał ferment w szatni. Przed ważnym meczem z Koroną podkopał i tak już niskie morale zespołu. Pokazał, że nie zależy mu na utrzymaniu Arki w lidze. Jakby inaczej wyglądała jego reakcja na decyzję Straki, gdyby pojechał z drużyną do Kielc i wsparł ją nawet z trybun? Wysłałby sygnał trenerowi, kibicom i władzom klubu, że nadal jest z drużyną. Pokazał, że jest profesjonalistą.

Skrajną nieodpowiedzialnością wykazał się też Marciano Bruma, który w bandycki sposób potraktował w meczu z Ruchem Chorzów (0:2) Marka Zieńczuka. Holender przeszedł się po twarzy pomocnika "Niebieskich", za co Komisja Ligi słusznie ukarała go trzymeczową dyskwalifikacją. Kara zasłużona, ale spóźniona, bo Bruma nie po raz pierwszy w rundzie wiosennej w prymitywny sposób obnażył swą niemoc i frustrację. Obrońca Arki do składu wróci na ostatni mecz ze Śląskiem Wrocław, ale wówczas prawdopodobnie będzie już za późno.

Wygląda na to, że Arka w słabym stylu pożegna się z ekstraklasą. W jeszcze gorszym stylu żegnać się z Arką zaczęli jej piłkarze.

Więcej o: