Kapitan Arki Gdynia Maciej Szmatiuk: Kibice z wyzwiskami mogli poczekać chociaż do końca meczu

W drugiej połowie meczu Arki Gdynia z Legią Warszawa doszło do niecodziennej sytuacji. Przy stanie 0:4 pseudokibice zaczęli lżyć swoich piłkarzy, a przy 2:4 również... innych kibiców, którzy pomimo ogólnopolskiego protestu zdecydowali się dopingować swój zespół.
Wypowiedzi piłkarzy pochodzą z oficjalnej strony internetowej Arki Gdynia.

Marcelo Moretto:

Jestem rozczarowany tym wynikiem podobnie jak wszyscy. Legia mimo tego że wygrała taką różnicą bramek wcale nie była tak zdecydowanie lepsza i nieosiągalna dla nas. Losy spotkania potoczyły się jednak w ten sposób, że przegraliśmy w takich rozmiarach i okolicznościach. Nie rozumiem za co otrzymałem żółty kartonik, nie rozumiem decyzji sędziego zwłaszcza, że w wielu poprzedzających ten fakt sytuacjach mógł sięgać po kartki do kieszeni i rozdawać je innym piłkarzom. Na pewno nie zasłużyłem w tej sytuacji na kartkę!

Sytuacja na pewno nie jest ciekawa i się mocno nam skomplikowała. Wiele rzeczy będzie miało bezpośredni wpływ na nasze utrzymanie w lidze lecz my musimy patrzeć jedynie na siebie. Jesteśmy podłamani po przegranym meczu u siebie lecz jutro jest nowy dzień i trzeba być dobrej myśli koncentrując się na ostatnim meczu. Wszystko przed nami musimy uwierzyć w siebie i na wyjeździe zdobyć w końcu 3 punkty.

Maciej Szmatiuk:

Krótko mówiąc "dostaliśmy w łeb" 5:2 i trudno doszukiwać się jakichkolwiek pozytywów. Legia była lepsza, ale trzeba uczciwie powiedzieć, że zwłaszcza przy dwóch pierwszych bramkach dobitnie w tym Legii pomogliśmy. Pierwszą Manu strzelił do pustej bramki, a przy drugiej to ja nie pamiętam abyśmy my w ten sposób zdobywali bramki gdzie praktycznie piłka odbija się i trafia prosto na środek bramki pod nogi zawodnika. Co do samej gry i przebiegu meczu to myślę, że mogliśmy częściej zawężać pole gry. Graliśmy zbyt szeroko, a Legia zagraniami prostopadłymi "za plecy" stwarzała sobie sytuacje, także te po których padły bramki.

Nasze ustawienie posypało się gdy Mateusz otrzymał drugą żółtą kartkę po głupim, można powiedzieć faulu. Chyba nie słyszał, że ja biegnę tuż za nim i niestety podjął złą decyzję. Potem w efekcie biegaliśmy "za piłką", nie wspominam już sytuacji gdy po kontuzjach Ante i Zawistowskiego graliśmy w ósemkę. Wtedy nie było nam łatwo grać i potrzebowaliśmy wsparcia stadionu. Wiem, że kibice mają prawo do protestów, ale na pewno nie było nam łatwo w takiej sytuacji. Mogli także z gwizdami i wyzwiskami poczekać chociaż do końca meczu.

Przed meczem we Wrocławiu nie mamy nic do stracenia i to nasz najważniejszy argument. Dziś wiemy, że nie robiąc nawet punktu nie utrzymamy się, dlatego musimy się zmobilizować. Nie możemy podchodzić do tego tak, że jedziemy do Wrocławia "jak na stracenie" ale powalczyć! Nikt nie powiedział, że Polonia zrobi punkty na Legii, albo że Cracovia jest pewna już wygranej w Bełchatowie. Na razie są jeden punkt przed nami i to powinno nas mobilizować.