Klęska Arki we Wrocławiu. Pożegnanie z ekstraklasą

- Przepraszam kibiców. Zawiedliśmy ich - wydusił z siebie trener Arki Frantisek Straka i... się rozpłakał. Po porażce z nowym wicemistrzem Polski gdyńscy piłkarze spadli z ekstraklasy.
Kiedy sędzia Paweł Raczkowski kończył pierwszą część meczu we Wrocławiu, nic nie zapowiadało klęski. Piłkarze Straki grali ambitnie, wyglądali jakby nad swoim losem mieli całkowitą kontrolę. Śląsk długo nie mógł złapać właściwego rytmu, długo nie potrafił zabrać piłki gdynianom. I mimo że większość akcji inicjowali przyjezdni, gole do przerwy nie padły. Tuż po gwizdku wznawiającym drugą część meczu wystarczył jednak moment nieuwagi, by cały plan legł w gruzach. Łańcuch błędów wracającego do pierwszego składu po kontuzji kostki Marcina Budzińskiego i Emila Nolla wykorzystał Cristian Diaz. Arką zatrzęsło, ale dziesięć minut później w Bełchatowie nadzieje żółto-niebieskim przywrócił Grzegorz Kuświk, strzelając gola Cracovii. Aby wskoczyć nad kreskę, Arce wystarczyło strzelić gola i dowieźć remis do końca.

Problem w tym, że nie było komu tego dokonać. Straka, zdając sobie sprawę, że losowi trzeba pomóc, wpuścił na boisko Giovanniego Duarte i Josepha Mawaye. Obaj mieli już jednak dużo okazji, by przekonać tak trenera, jak i łudzących się kibiców, na co ich stać. Arka zmieniła ustawienie, po raz pierwszy w tym sezonie przechodząc na grę trójką obrońców. Nadzieja z Bełchatowa zgasła już po siedmiu minutach, kiedy po kontrze Diaz strzelił drugą bramkę. Sytuacja Arki stała się dramatyczna, ale na odwrócenie losów meczu nie wpłynęła. Gdyńscy piłkarze wyglądali, jakby zdali sobie sprawę, że właśnie zaczął się jeden z dwóch ostatnich kwadransów gry w ekstraklasie.

Rozochocony dwubramkowym prowadzeniem i przygotowujący się do świętowania wicemistrzostwa Polski Śląsk nie oszczędził przedostatniej drużyny ekstraklasy. Najpierw hat tricka skompletował Diaz, a dwa ostatnie gwoździe do trumny Arki wbił Dariusz Sztylka (bezpośredni strzał z rzutu wolnego) i... bramkarz Marian Kelemen, któremu koledzy pozwolili wykonać rzut karny.

- Nie jest mi łatwo wystąpić przed państwem po takim meczu - mówił na pomeczowej konferencji zdruzgotany trener Arki, który w sobotę obchodził 53. urodziny. - Przyjechaliśmy do Wrocławia z wielkimi nadziejami, ale w drugiej połowie stała się masakra. Przepraszam naszych kibiców, bo ich zawiedliśmy... - wydukał Straka i... się rozpłakał, po czym opuścił salę konferencyjną.

W dwóch ostatnich meczach o życie, z Legią i ze Śląskiem Arka straciła aż 10 goli. Wiosną poza strefę spadkową wychyliła się tylko raz, po zwycięstwie nad drugim spadkowiczem Polonią Bytom (2:1). Kiedy przed rundą wiosenną Arka wypracowała nad ostatnią Cracovią dziewięć punktów przewagi, wydawało się, że jest spokojna. Wiosną, już pod wodzą Straki wygrała z piłkarzami Jurijego Szatałowa nawet 3:0, ale do utrzymania zabrakło jej punktu. Tylko tyle i aż tyle. Maciej Korolczuk