Kibice Arki Gdynia spotkali się z zarządem. Były emocje

W środę doszło do spotkania zainicjowanego przez Stowarzyszenie Kibiców Gdyńskiej Arki pomiędzy fanami, a zarządem klubu, który reprezentował m. in. przewodniczący rady nadzorczej Witold Nowak. - Kibic najczęściej nie ma pełnej wiedzy na temat ocenianego pracownika czy kulisów transferu - mówi Nowak.
Paweł Borkowski: Jak Pan ocenia spotkanie z kibicami?

Witold Nowak: Było trudne, ale jestem zadowolony, bo kibice muszą mieć okazję do wyrzucenia frustracji, która się zrodziła w wyniku spadku Arki z ekstraklasy. Było wiele merytorycznych pytań, było wiele emocji, ale są one uzasadnione. Zarząd nie uchylił się od odpowiedzialności. Wszyscy, czyli zarząd, trener, dyrektor sportowy, odpowiadamy za ten wynik, przyznajemy się do tego, ale nie poddajemy się i będziemy pracowali dalej, bo wierzymy, że uda się wrócić do ekstraklasy.

Które z pytań kibiców było dla Pana najtrudniejsze?

- Nie ma trudnych pytań, odpowiedzi są trudne. Najtrudniej odpowiedzieć na pytania o odpowiedzialność konkretnych ludzi. Kibice oceniają pracę poszczególnych osób negatywnie i chcą by ponieśli konsekwencje, ale to jest ich subiektywna opinia. Mają do niej prawo, ale kibic najczęściej nie ma pełnej wiedzy na temat ocenianego pracownika lub zawodnika czy kulisów transferu, nie zna przyczyn dlaczego nie doszło do transferu, a trudność w odpowiedzi na zarzuty polega na tym, że nie możemy wielu kwestii ujawnić, bo są zapisy w kontraktach o zachowaniu poufności.

Kibicom bardzo zależało na określeniu celu dla Arki na ten sezon.

- Potwierdzam, że celem Arki jest zajęcie pierwszego, bądź drugiego miejsca w lidze, co da nam awans do ekstraklasy. Natomiast kibice chcieliby, bym dał im gwarancję tego sukcesu, a ja nie mogę tego powiedzieć, bo nikt nie jest wstanie zagwarantować wyniku sportowego.

Za zajęcie miejsca premiowanego awansem do ekstraklasy piłkarze dostaną 1.5 mln zł. Czy to wystarczająca suma by zmotywować ich do gry o awans?

- Potwierdzam, że taka kwota jest zagwarantowana w regulaminie na ten sezon, a czy piłkarzy ona zmotywuje do lepszej gry to już trzeba ich pytać.

Kibice interesowali się też przyszłością w klubie Andrzeja Czyżniewskiego. Jakie są ustalenia na ten moment?

- Arka nadal będzie korzystała z jego doświadczenia, wiedzy i umiejętności w zakresie oceniania umiejętności sportowych zawodników oraz wiedzy odnośnie skautingu.

Najwięcej emocji wzbudził temat działań marketingu. Jak pan się ustosunkuje do opinii kibiców, że jest on źle prowadzony?

- To niesprawiedliwe opinie. Zarzucanie temu działowi, że nie pozyskał nowych sponsorów uważam za niewłaściwe. Powszechnie wiadomo jak trudne czasy nastały dla wszystkich firm, zatem uznałem, że sukcesem jest utrzymanie dotychczasowych sponsorów na poziomie który był dotychczas.

Sądzi pan, że w obecnej sytuacji uda się Arce utrzymać frekwencję na zbliżonym poziomie co w ekstraklasie?

- Uważam, że najważniejsze jest wygrywanie meczów. Jeśli będą sukcesy sportowe, to na pewno kibice przyjdą. Oczywiście duże znaczenie ma fakt, że straciliśmy w tym sezonie tak zwane mecze atrakcyjne czyli z mistrzem i wicemistrzem Polski, natomiast uważam, że kibice zasłużyli by częściej cieszyć się ze zwycięstw niż miało to miejsce dotychczas.

Kibice zarzucają brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje. Arka spadła i nikt, poza zwolnionymi trenerami, nie poniósł konsekwencji tej sytuacji. Czy jeśli Arka nie wywalczy zapowiadanego awansu, to zarząd zrobi rachunek sumienia i poda się do dymisji?

- Mówimy o celu sportowym, a ten jest stawiany przed piłkarzami i na ogół wiąże się z nagrodami finansowymi. Nigdy nie było tak, że jak nie osiąga się celu sportowego, to zarząd musi się podać do dymisji, choć właściciel, który nas rozlicza może tak zdecydować. Przed piłkarzami i trenerem postawiono konkretne zadanie, za które jest konkretna nagroda, i to dotyczy celu sportowego. Trudno mi przewidzieć jaka będzie sytuacja gdy nie zostanie on osiągnięty. Wierzę w to, że tak nie będzie.