Sport.pl

Kto najlepiej zaczął sezon w Asseco Prokom Gdynia? Zdecydowanie Alonzo Gee

W swoim pierwszym meczu w międzynarodowej lidze VTB koszykarze Asseco Prokom Gdynia wcale nie zagrali porywająco, ale i tak łatwo ograli ukraiński Azovmash Mariupol. Bohaterem spotkania był Alonzo Gee.
Największym plusem, aczkolwiek kluczowym, po pierwszym spotkaniu w lidze VTB jest dla drużyny z Gdyni fakt, że zaczęła sezon od pewnej wygranej. I to z zespołem, który w poprzednich rozgrywkach dwukrotnie ograł mistrza Polski. Kiedy zaczniemy jednak bliżej przyglądać się grze Prokomu, radości będzie znacznie mniej.

Na tym etapie jedynym graczem Prokomu, którego można być pewnym w 100 proc. jest Alonzo Gee. Tylko jemu nie brakuje pewności, dynamiki, to on ciągnie zespół. Do sezonu dobrze przygotowali się też Przemysław Zamojski i Adam Hrycaniuk. Reszta graczy jest słaba i niepewna.

Najbardziej irytujący jest Devin Brown. Amerykanin, który sześć lat temu był mistrzem NBA, ma kłopoty nawet ze sprawnym poruszaniem się po parkiecie. Jest wolny, ociężały, słabo biega do ataku, nie broni. Jedyne, co mu wychodzi, to uspokajanie gry. I choć wielokrotnie jest to rozsądne (jak w czwartej kwarcie meczu z Azovmashem), to Brown robił to głównie dlatego, żeby spowolnić tempo gry, za którym nie nadążał.

Atrakcją wieczoru miał być występ przeciwko Prokomowi Daniela Ewinga, który w trzech poprzednich sezonach był gwiazdą mistrzów Polski. Ewing zagrał jednak przeciętnie, jak cały zespół Azovmashu. Od pierwszych akcji miał kłopoty ze skutecznością, nawet z rzutów wolnych, choć halę i kosze w Gdyni zna przecież doskonale. W sumie Amerykanin trafił tylko 3 z 13 rzutów z gry, miał dwie asysty. A zapał do gry słabł u niego niemal z każdą kolejną nieudaną akcją jego czy zespołu.

Rywalem Ewinga był najczęściej Jerel Blassingame, który przyszedł do Prokomu z Energi Czarni Słupsk i jeszcze w poprzednim sezonie toczył z Ewingiem pasjonującą rywalizację w półfinale ligi polskiej. Teraz znów się spotkali, obaj w nowych barwach, ale ich pojedynki nie były już tak ekscytujące. Z prostego powodu - były na dużo niższym poziomie niż kilka miesięcy temu. Choć Blassingame skończył mecz z ośmioma asystami.

W Prokomie jeszcze słabszy był zmiennik Blassingame'a, najnowszy nabytek mistrzów Polski Oliver Lafayette, który też niczym nie przekonywał. A ładną akcję przeplatał dwiema gorszymi. Tak było choćby w końcówce drugiej kwarty, kiedy Prokom miał piłkę, mógł grać do końca tej części, ale Ricky Minard łatwo zabrał piłkę Lafayette'owi i zdążył zdobyć punkty równo z syreną. A jego zespół wyszedł wtedy na pierwsze prowadzenie.

W drugiej połowie Prokom opanował już sytuację, głównie dzięki Gee, który rzucił po długiej przerwie aż 17 pkt. A Azovmash gasł z każdą minutą, grał dużo gorzej niż w poprzednim sezonie.

Asseco Prokom Gdynia - Azovmash Mariupol 68:53. Kwarty: 16:14, 14:17, 19:9, 19:13. Asseco Prokom: Gee 21 (3), Zamojski 7 (1), Blassingame 7, Łapeta 7, Motiejunas 6 (1) oraz Hrycaniuk 10, Dmitriew 5 (1), Brown 5 (1), Lafayette 0, Szczotka 0, Seweryn 0, Frasunkiewicz 0. Azovmash: Minard 15, Ewing 12, Rizvić 9, Rancik 6, Kolczenko 5 (1) oraz Golubowicz 4, Crispin 2, Peczerow 0, Slipienczuk 0, Iwanow 0, Bajda 0.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: