Sport.pl

Jak wypadli koszykarze Asseco Prokom Gdynia w debiucie w lidze VTB. Devin Brown - do roboty!

W meczu z Azovmashem Mariupol, którym Asseco Prokom Gdynia rozpoczęło nowy sezon w lidze VTB, zdecydowanie najlepszy w zespole mistrza Polski był Alonzo Gee. Pozostali gracze muszą jeszcze pracować nad formą, niektórzy nawet bardzo.
Prokom wygrał z Azovmashem 68:53 i choć jego zwycięstwo było pewne i przekonujące, to nie wszyscy koszykarze mistrza Polski mieli w nim jednakowy udział.

Oliver Lafayette. Słaby debiut Amerykanina. Nie trafił żadnego z pięciu rzutów, miał dwie asysty, ale aż pięć strat. Widać było, że jest zagubiony, a także fizycznie nieprzygotowany do sezonu (dołączył do zespołu dopiero w poprzednim tygodniu). W takiej formie nie będzie z niego pożytku.

Jerel Blassingame. Podstawowy rozgrywający, który jest z drużyną od początku przygotowań, miał przyzwoite statystki - siedem punktów, dwa przechwyty i przede wszystkim aż osiem asyst. Ale to cały czas nie jest ten Blassingame z poprzedniego sezonu, kiedy grając w Energi Czarni Słupsk niemal co mecz udowadniał, że jest szybszy od wiatru.

Donatas Motiejunas. O tym, że Litwin ma ogromny talent i jeszcze większy potencjał, już wiemy. Ale w meczu z Azovmashem ponownie w pełni nam tego nie odkrył. Cały czas szuka miejsca na boisku, najlepiej walczy na razie o zbiórki (siedem z Ukraińcami). Z Azovmashem szybko się denerwował, ale to akurat dobrze, bo mistrzom Polski na pewno przydadzą się gracze z charakterem.

Fiedor Dmitriew. Pozytywne zaskoczenie. W przedsezonowych sparingach grał niewiele, ale z Azovmashem dostał szansę (grał 17 minut) i ją wykorzystał. Trafił dwa rzuty, rozochocił się i rzucał coraz więcej. I choć ze skutecznością było już potem gorzej, to brawo za odwagę. Może Dmitriew wcale nie musi odgrywać tylko marginalnej roli w Prokomie?

Adam Łapeta. Niezły występ. Prokom bez wątpienia potrzebuje jeszcze wzmocnienia pod koszem, ale póki go nie ma, Łapeta i Adam Hrycaniuk muszą walczyć sami. Z Azovmashem wyszło im to dobrze, Łapeta dobrze ustawiał się pod koszem, wykorzystywał (choć nie miał za bardzo wyjścia) idealna podania kolegów.

Przemysław Zamojski. To może być jego sezon. Dwa poprzednie stracił z powodu kontuzji, ale jeśli teraz nic mu nie będzie (oby nie!), Prokom może mieć z niego wielki pożytek. Co prawda z Azovmashem Zamojski nie imponował skutecznością (2/8 z gry), ale ujmująca jest jego energia, dynamika i wielki głód gry.

Piotr Szczotka. Zgubił świetną formę z poprzedniego sezonu. Po powrocie z mistrzostw Europy, gdzie zresztą grał dobrze, jakoś nie może się odnaleźć. Gra mniej, ale też mniej przekonująco. Nawet w obronie, która była dotąd jego zdecydowanie najmocniejszą stroną.

Devin Brown. Jeśli natychmiast się nie obudzi, Prokom powinien się zacząć rozglądać za nowym rzucającym obrońcą. Amerykanin, który sześć lat temu był mistrzem NBA, ma kłopoty nawet ze sprawnym poruszaniem się po parkiecie. Jest wolny, ociężały, słabo biega do ataku, nie broni. Jedyne, co mu wychodzi, to uspokajanie gry. I choć wielokrotnie jest to rozsądne (jak w czwartej kwarcie meczu z Azovmashem), to Brown robił to głównie dlatego, żeby spowolnić tempo gry, za którym nie nadążał. Alonzo Gee. Motor napędowy drużyny, nowy lider i gwiazda zespołu. Bez niego ciężko sobie w tej chwili wyobrazić zespół Prokomu, a trzeba pamiętać, że kiedy tylko skończy się lockout, Amerykanin wróci do NBA. Gee jest świetnie przygotowany do sezonu. Zresztą nawet nie musiał się specjalnie przygotowywać, bo on po prostu jest świetnym atletą. Odważnie wchodzi pod kosz, nie boi się gry jeden na jeden. W meczu z Azovmashem, kiedy Gee robił akcję podkoszową, kilkakrotnie piłka wypadała mu z rąk, ale i tak Amerykanin rzucił 21 pkt. (17 po przerwie).

Adam Hrycaniuk. W przeciwieństwie do Szczotki jemu wyjazd na Eurobasket bardzo pomógł. Już podczas mistrzostw na Litwie imponował pewnością siebie, nie przerosła go rola pierwszego środkowego reprezentacji. Po powrocie do Gdyni nadal jest w formie (dziewięć zbiórek z Azovmashem) i nawet powinien grać więcej, choćby kosztem minut Łapety.

Dyskutuj z ludźmi, a nie z nickami - odwiedź profil Trójmiasto.Sport.pl na Facebooku »


Więcej o: